Bariery komunikacyjne a skuteczność nauczania katechetycznego

Katecheta 1/2011

Od księdza nasze społeczeństwo wymaga znacznie więcej niż od przeciętnego nauczyciela, szczególnie w zakresie etyki i empatii. Specyficzne postrzeganie roli księdza objawia się między innymi w żądaniach rodziców i dyrektorów szkół, by lekcje religii były prowadzone przez księży, a nie świeckich

 

Mija dwadzieścia lat od powrotu lekcji religii do szkoły. Dwie dekady to wystarczająco długi czas, by wypracować nowoczesne, zgodne z nauką Kościoła, metody nauczania religii w szkolnym, nieparafialnym środowisku. Jednak nadal trwają dyskusje, czy ustawa o systemie oświaty z 7 września 1991 roku[1], wprowadzająca na życzenie rodziców lekcje religii do szkół, przyniosła więcej pożytku czy strat. Sami księża podkreślają, że postanowienie to ma tyle samo plusów, co minusów. Szczególnie często zwracają uwagę na to, że takie postanowienie ograniczyło katechizację parafialną i osłabiło więzi wiernych z macierzystą parafią zamieszkania, a katecheta w swoim działaniu został pozostawiony sam sobie. Wielu także zwraca uwagę na masowość nauczania jako przyczynę złej oceny lekcji religii.

„Z powodu tej masowości w szkolnych i przedszkolnych salach siadają obok siebie uczniowie obojętni religijnie, często niepraktykujący, czasem i niewierzący oraz niezbyt liczni, ale obecni w każdej grupie, młodzi zaangażowani chrześcijanie. Całość uzupełnia milcząca i dość obojętna większość, co to ani z Bogiem się nie wadzi, ani mu się przesadnie nie narzuca. Katecheta w takiej grupie jest często skazany jeśli nie na porażkę, to w każdym razie na ciężki kawałek chleba. Uczniowie niepraktykujący i obojętni każdy przejaw wymagań, nie wspominając o kartkówce czy pytaniu na ocenę, traktują jako prześladowanie chrześcijan, a na lekcjach często się nudzą, bo sprawy wiary zwyczajnie ich nie interesują. To z ich środowiska najczęściej odzywają się głosy, że najlepiej byłoby obowiązkowe lekcje religii ze szkoły usunąć. Zaangażowani młodzi katolicy otrzaskani na oazie i wyedukowani w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, grupie ministranckiej i Bóg wie gdzie jeszcze narzekają z dokładnie odwrotnych powodów. Dla nich wszystko na lekcji jest za łatwe, a katecheta drażni, bo nie różni się specjalnie od nauczyciela biologii czy muzyki, a oni czekają na proroka, który będzie fascynował Bogiem[2].

Badania, przeprowadzone przez nas w 2010 roku wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych, wykazały, że większość tez zawartych w tej wypowiedzi nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Badaniami objęłyśmy młodzież dwóch szkół ogólnokształcących, ankiety wypełniło 250 uczniów; byli to uczniowie obu płci, w wieku od 16 do 19 lat, mieszkający w miastach do 100 tysięcy mieszkańców oraz w mniejszych miasteczkach i na wsiach. Uczniowie byli mieszkańcami województwa wielkopolskiego, szkoły znajdowały się na terenie dwóch diecezji – poznańskiej i gnieźnieńskiej, część uczniów mieszkała na terenie diecezji bydgoskiej. Materiał zebrałyśmy metodą ankietową od anonimowych respondentów. Zastosowałyśmy także – jako metodę badawczą – autoryzowany wywiad, wypowiedzi respondentów weryfikowała grupa. Ponadto hospitowałyśmy kilka lekcji oraz rozmawiałyśmy z księżmi katechetami. Pytałyśmy tylko uczniów uczęszczających na lekcje religii; stanowili oni 100% ankietowanych. Uczestnictwo w tych zajęciach jako skutek własnej decyzji potwierdziło aż 75% ankietowanych, 17% chodziło na religię na prośbę rodziców, 8% – dla towarzystwa, czyli obojętni stanowili co najwyżej 25%.

Tylko 1% respondentów sygnalizowało, że jedną ze zmian powinna być likwidacja kartkówek. Niestety, inne wyniki pokazują, że lekcje religii nie spełniają swojej funkcji. Pomimo że aż 73% wypowiadających się informuje, że są praktykującymi katolikami, aż 65% stwierdza, że na lekcje religii tylko chodzi, nie słucha i się nie uczy. 57 % ankietowanych zgłosiło chęć rezygnacji z lekcji religii, jeśli zostanie ona przeniesiona do salek katechetycznych[3].

Taki stosunek do katechizacji potwierdzają publiczne zachowania aktywnych uczestników życia społecznego i politycznego naszego kraju. Najwięcej komentarzy wywołały ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Warszawie na Nowym Świecie. Wypowiedzią, która zwróciła uwagę autorek niniejszego tekstu, było stwierdzenie jednego z komentatorów, że uczestnikami sporu – po obu stronach barierek – byli ludzie, którzy brali udział w lekcjach religii i katechizacji szkolnej. Konfliktowi wokół krzyża od kilku tygodni towarzyszy także nawoływanie do laicyzacji państwa polskiego, czyli między innymi wycofania religii ze szkół. Przeprowadzone przez nas badania[4] pozwalają postawić tezę, że głównym problemem nie jest to, czy lekcje powinny odbywać się w szkole, czy w salce parafialnej. Jest to zagadnienie bardziej złożone i obejmuje kilka aspektów:

– treści programowe nauczania religii, szczególnie ich pogodzenie z kompetencją i potrzebami odbiorców,

– przygotowanie merytoryczne i pedagogiczne katechetów, szczególnie ich umiejętność komunikowania się z odbiorcą,

– społeczną świadomość Kościoła i religii jako kontekstu przekazu religijnego.

Zaprezentowane powyżej problemy dotykają jednego z najważniejszych aspektów życia społecznego – komunikacji. Lekcja religii jest zdarzeniem komunikacyjnym, które rządzi się prawami uniwersalnymi oraz zasadami szczególnymi, przypisanymi temu zdarzeniu. Do praw uniwersalnych zaliczamy strukturę zdarzenia, czyli sytuację nadawczo-odbiorczą. W lekcji religii uczestniczą, jak w każdym standardowym przekazie, nadawca oraz odbiorca. Przekazowi informacji towarzyszy określony kontekst, przekaz ma charakter polisemiotyczny (wykorzystuje różne typy znaków); ważnym elementem komunikatu jest zbudowanie prawidłowych relacji między nadawcą a odbiorcą. W przypadku lekcji religii oznacza to, że katecheta na wstępie nawiązuje kontakt z uczniem, dobiera adekwatny kod, który powinien być zgodny z szeroko rozumianym kontekstem przekazu, na koniec redaguje i przesyła komunikat zgodny z kompetencją odbiorczą ucznia.

Szczególne zasady dotyczą uwarunkowań kontekstowych. Nie jest to lekcja biologii lub chemii, jej celem nie jest wyłącznie przekazanie informacji, a funkcjonalność tego zdarzenia jest znacznie bardziej złożona niż klasycznej jednostki lekcyjnej. Znalazło to swoje odbicie w założeniach programowych, sformułowanych przez Konferencję Episkopatu Polski: „Adresatami Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce są przede wszystkim twórcy programów nauczania religii. Zadaniem takich programów będzie skonkretyzowanie założeń przyjętych w niniejszej Podstawie po to, aby katecheza wprowadzała w życie religijne (przedszkole), kierowała inicjacją w sakramenty pokuty, pojednania i Eucharystii (kl. 1-3), odsłaniała historię zbawienia (kl. 4-6), prowadziła do rozumnego wyznawania wiary i je wspierała (gimnazjum) i wreszcie umożliwiała dawanie świadectwa życia chrześcijańskiego (szkoły ponadgimnazjalne). Te same zadania oraz oczekiwania wiążą się z prowadzeniem katechezy osób znajdujących się w szczególnych sytuacjach (niepełnosprawnych i nieprzystosowanych)”[5].

 


[1] Ustawa z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty [online], [dostęp: 16 listopada 2010]. Dostępny w Internecie: http://www. menis. pl/prawo_oswiatowe. html.

[2] K. Ogiolda, Religia w szkole. Katecheza dwadzieścia lat później [online], [dostęp: 16 listopada 2010]. Dostępny w Internecie: http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100903/REPORTAZ/423207273.

[3] Mógł to być wyraz sprzeciwu wobec takiej sugestii, forma ostrzeżenia.

[4] Mają one charakter sondażowy, niekomplementarny, pozwalają jednak sformułować kilka wniosków.

[5] Konferencja Episkopatu Polski, Podstawa programowa katechezy Kościoła katolickiego w Polsce. Nowe wydanie, Kraków 2010, s. 3.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Waldek
    25.01.2011 16:32
    Wydaje mi się, że obraz ten nie jest pełny. Jak zwykle obarcza się "większością" odpowiedzialności księży - katechetów. Fakt, mają mieć przygotowanie merytoryczne, psychologiczne itp. jednak to nie wszystko(!). Jeżeli stanie się na przeciwko muru, to można sobie głowę rozbić, nawet radośnie i z ufnością się uśmiechając. I nie koniecznie uda się z tym murem dogadać. Tajemnica Bożego działania jest ogromna, ale i Jezus nie wszedł do paru wiosek bo mieszkańcy Go wyprosili.
    Przypominam, że "wina" leży zawsze po dwóch stronach, a młodzież to nie bezwolna masa, którą można sobie dowolnie kształtować. Pozdrawiam
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama