Siostra nasza nienawiść…

Zeszyty Karmelitańskie 52/3/2010

Jest nienawiść grzechem ciężkim, obok kradzieży, o której świat dzisiejszy jakby zapomniał, a przynajmniej traktuje ją z mniejszą powagą niż kiedyś. Nienawiść zaś urosła, o nienawiści mówi się codziennie w mediach, o nienawiści się pisze i pokazuje się ją w tysiącach filmów. A przecież nienawiść to tylko zaprzeczenie miłości. Czy tak?

 

Nienawiść najprościej jest określić jako zaprzeczenie miłości, jako najpiękniejsze z uczuć postawione w krzywym zwierciadle, z którego wygląda miecz i zdrada, nieodłączne atrybuty nienawiści. Atrybuty, które ja sam umieszczam tutaj na własną jedynie odpowiedzialność, bo przecież nie znajdziemy wyobrażeń nienawiści na średniowiecznych obrazach ani w XVII-wiecznym podręczniku Cesare’go Ripy zatytułowanym Iconologia, gdzie przedstawione są wszystkie prawie uczucia dręczące duszę człowieka. Nienawiści jednak tam nie ma, tak jak nie ma jej wśród siedmiu grzechów głównych. Gniew tak, ale nie nienawiść.

Jest nienawiść grzechem ciężkim, obok kradzieży, o której świat dzisiejszy jakby zapomniał, a przynajmniej traktuje ją z mniejszą powagą niż kiedyś. Nienawiść zaś urosła, o nienawiści mówi się codziennie w mediach, o nienawiści się pisze i pokazuje się ją w tysiącach filmów. A przecież nienawiść to tylko zaprzeczenie miłości. Czy tak?

Nie. Jest bowiem nienawiść w świecie dzisiejszym czymś znacznie gorszym, jest narzędziem politycznym. Jest tym, co „robi politykę”, z lubością oznajmiają nam różni podwórkowi politykierzy. W czasach, kiedy Europę przemierzały czworoboki najemnych żołnierzy opłacanych przez władców, by realizowali ich cele, tzn. zmieniali granice i umacniali władzę na terytoriach uznawanych za swoje, trudno było mówić o nienawiści. Żołnierz mordował i grabił kierowany rządzą zysku i użycia. Gdzie mu tam w głowie było nienawidzić swoich ofiar, szedł przez nieprzyjacielski kraj jak wicher, który niszczy, ale nie jak płomień, który wypala wszystko do korzeni. Władcy nie sączyli w serca dzielnych wojaków jadu, płacili złotem i to wystarczyło. A kiedy nie płacili, rapiery najemników zwracały się przeciwko dotychczasowemu panu.

Nienawiść była wtedy ukryta. Bo przecież była, nie pojawiła się nagle, znikąd. Mieszkała w sercach gwałtowników owładniętych obsesjami i wybuchała nagle w sporach rodzinnych i sąsiedzkich, tak jakby ze swej natury przypisana była tym najsilniejszym więziom łączącym ludzi, więziom, u podstawy których jest krew i ziemia. Wojna, choć straszna, nie była dobrą glebą dla nienawiści. Wojna była dziełem królów, a ci musieli okazywać łaskę i wspaniałomyślność. Nienawiść zaś rosła na obrzeżach tych wielkich spraw jak chwast, jak paląca pokrzywa, w którą włoży czasem stopę człowiek, by już raz na zawsze zapamiętać, jak okropnie piecze to zielsko. Rosła nienawiść w sercach ludzi prostych, dla których zrozumienie wielkich spraw tego świata było zbyt trudne. Żywiła się więc ignorancją.

Przyszedł jednak czas, kiedy nienawiść wypełzła ze swych rumowisk, kiedy rozpleniła się po całym świecie. A stało się to wtedy, gdy polityka zwróciła swe krzywe oblicze ku ludowi, który do tej pory żył gdzieś w ciemnościach, pogardzany i oddawany na pastwę królewskich wojaków. Nikt nie wie dziś na pewno, czy nienawiść żyła w sercach całego ludu, jak chcieli nam to przekazać głosiciele nowych wiar, czy też została tam zawleczona przez wiatr, czy może zasiana celowo czyjąś ręką. Faktem jednak jest, że od kiedy ludzie dysponujący władzą i wpływami zajęli się uszczęśliwianiem swych bliźnich, bez względu na to czy ci tego chcieli czy nie, nienawiść przestała być chwastem, stała się pożądaną ozdobą wieców i zebrań, na których debatowano nad tym, jak jeszcze bardziej ulepszyć świat. Wiechcie uplecione z nienawiści wtykano sobie w czapki i trzymano w dłoniach, ustrajano nimi domy i budynki publiczne. Nienawiść dawała bowiem ludziom pewną złudną i zgubną pewność. Taką mianowicie, że dzięki niej wiele spraw uda się załatwić do końca. Głosiciele nienawiści, którzy przecież sami nie byli nią owładnięci, nieśli w sobie głębokie przekonanie, że jeszcze tylko jedna, dwie porządne rzezie i nienawiść przestanie być potrzebna, zostanie odłożona do lamusa. Dziś już nikt tak nie myśli. Nikt też nie zamierza nigdzie chować nienawiści, gdyż użyta odpowiednio, z finezją właściwą mistrzom fechtunku przynosi politykom wielkie korzyści. Nie pozbędziemy się jej, nie mam co do tego złudzeń.

Żeby nienawiść działała, żeby niszczyła ludzi i ich mienie, musi być spełnione kilka warunków, koniecznych warunków, bez których nikt nie sięgnie świadomie po nienawiść. Po tych warunkach także łatwo możemy rozpoznać, że ktoś działa z pobudek nienawistnych właśnie, a nie innych. Ludzie kierujący się nienawiścią własną lub tą polityczną, tą wszczepioną im na użytek nowych władców, czują się absolutnie i całkowicie bezkarni. To pierwszy warunek. Jeśli ktoś wie, że za czyn niegodny spotka go kara, na tym lub tamtym świecie, nie sięga po nienawiść. Tak więc jest ona bronią tych jedynie, dla których nie ma świata poza naszym tutaj widzialnym. Dla ludzi bez lęku przed Bogiem i prawdą. Tylko tacy ludzie ruszają do działania z nienawiścią, bo tylko oni nie czują lęku. Nie jest to bynajmniej odwaga z ich strony, to jedynie chęć zaspokojenia palącej potrzeby, potrzeby mordu, zniszczenia lub unieszczęśliwienia kogoś, kto akurat stoi na ich drodze.

Jest jeszcze jeden warunek, bez którego nienawiść nie działa: poczucie słuszności dokonywanych czynów. Z dwojga złego wolę już mieć do czynienia z takim nienawistnikiem, który działa w poczuciu bezkarności niż z takim, który głosi, że jego racje i metody, którymi dochodzi się do celu, są słuszne, prawdziwe i umotywowane. Poczucie słuszności w połączeniu z nienawiścią rodzi bowiem fanatyzm. A ten jest nie do zatrzymania dla człowieka, który kieruje się w życiu innymi niż fanatyk zasadami. Nie do zatrzymania bez popełnienia śmiertelnego grzechu. Nienawiść połączona z przekonaniem o własnej racji to ślepota, której nie da się wyleczyć miłością, choćby nie wiem jak wielką.

Wszystko to czyni nienawiść pułapką bez wyjścia dla ludzi łatwowiernych i naiwnych, a także dla błądzących, którzy nie czują się nasyceni tym, co niesie im los i każdy dzień.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama