Wadowice zapraszają

Niedziela 10/2011

Tu wszystko się zaczęło – mówił Jan Paweł II podczas pielgrzymki w 1999 r., żartobliwie wspominając Wadowice z czasów młodości. Efekt tych słów był natychmiastowy. W miasteczku, wcześniej będącym nieco w cieniu Krakowa i sąsiedniej Kalwarii Zebrzydowskiej, rozpoczął się pielgrzymkowy boom

 

W dniu beatyfikacji – 1 maja 2011 r. w Wadowicach spodziewają się wielkiej rzeszy pielgrzymów. Wielu trafi właśnie tu, a nie do Rzymu. Nic dziwnego, że większość miejsc noclegowych w okolicy jest już zarezerwowana. Inna rzecz, że zbyt wiele ich w okolicy nie ma. Na pielgrzymów czeka tu osiemset miejsc noclegowych.

Jeszcze przed beatyfikacją otworzy podwoje trzygwiazdkowy hotel, potem jeszcze dwa inne – w samym mieście i w pobliżu. Powód boomu to nie tylko zainteresowanie postacią Jana Pawła II, ale i ogólny rozwój okolicy. I to, że w poprzednich latach niewiele w tym względzie się działo.

Jak tłumaczy miejscowy proboszcz, ks. inf. Jakub Gil, nigdy, poza wyjątkowymi chwilami, do Wadowic nie ściągały tłumy. Miasto zawsze było ważnym, ale tylko przystankiem na drodze wycieczek i pielgrzymek. – Większość ludzi przyjeżdża tu na dwie, góra trzy godziny, odwiedza dom Wojtyłów, bazylikę, rynek, je kremówkę i rusza dalej w drogę. Do Krakowa – tak jak kiedyś Karol Wojtyła.

Tam była cukiernia

Wadowice: kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa, u stóp niewysokich, zalesionych Beskidów, nad malowniczą rzeką Skawą. Gdy w maju 1920 r. w domu przy ul. Kościelnej urodził się mały Lolek, nikt nie mógł przypuszczać, że kilkadziesiąt lat później zostanie papieżem. Ani że miasteczko stanie się słynne.

„Tu, w tym mieście, w Wadowicach, wszystko się zaczęło. I życie się zaczęło, i szkoła się zaczęła, i studia się zaczęły, i teatr się zaczął, i kapłaństwo się zaczęło” – mówił Jan Paweł II w Wadowicach w 1999 r. Siedem lat później powtórzył te słowa w tym samym miejscu kard. Stanisław Dziwisz, arcybiskup krakowski, witając papieża Benedykta XVI.

Idąc tropem poprzednika i odwiedzając miejsca bliskie Papieżowi Polakowi, Benedykt XVI wskazał na rolę małej ojczyzny w życiu człowieka, miejsca urodzenia, rodziny, szkoły.

W Wadowicach Karol Wojtyła mieszkał do matury. W tym samym domu przy ul. Kościelnej, gdzie dziś mieści się Muzeum Domu Rodzinnego Jana Pawła II –  żelazny punkt pielgrzymek i wycieczek. To z tego domu, co wielokrotnie powtarzał, widział zegar na ścianie kościoła, przypominający: „Czas ucieka, wieczność czeka”. Po śmierci Jana Pawła II domalowano wpis: „+ 2 kwietnia 2005”.

Muzeum jest właśnie w remoncie, który potrwa do 2012 r. Ale warto poczekać, bo będzie bardzo nowoczesne. Dziś trzeba zadowolić się wystawą w pobliskim Domu Katolickim, gdzie stworzono replikę domu rodzinnego Papieża i nowoczesną, multimedialną wystawę w nieodległym Muzeum Miejskim.

Kościół pw. Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny nosi tytuł bazyliki mniejszej, który nadał mu w 1992 r. Jan Paweł II. Z tą bazyliką Wojtyła związany był od narodzin. Tu został ochrzczony, modlił się i był ministrantem, przyjął Pierwszą Komunię św. i sakrament bierzmowania. Tutaj katechetą Karola Wojtyły był ks. prał. Edward Zacher, który później wyprawiał mu prymicje kapłańskie, biskupie, arcybiskupie i kardynalskie.

W dawnym rynku, który dziś nosi nazwę placu Jana Pawła II (do lat 90. rynek nosił nazwę pl. Armii Czerwonej), pod numerem 15 była cukiernia Karola Hagenhunera, która słynęła z doskonałych ciastek, przede wszystkim z kremówek. Jednak w całym kraju kremówka stała się słynna po pielgrzymce w 1999 r.

„A tam była cukiernia. Po maturze chodziliśmy na kremówki. Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze...” – mówił wyraźnie rozmarzony Jan Paweł II do zgromadzonych na rynku. Z badań przeprowadzonych rok później wynikało, że aż trzy czwarte przybywających do Wadowic kupiło przynajmniej jedno papieskie ciastko w jednej z wielu tutejszych cukierni. Ludzie kupują zresztą wszechobecne w miasteczku kremówki cały czas.

– Są dziś swego rodzaju świętością. Gdy pielgrzymi nawiedzają Wadowice, przybywają do kościoła, do domu rodzinnego Papieża, a potem obowiązkowo idą na kremówki – opowiada ks. inf. Jakub Gil.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...