Trwanie poza poezją

Znak 10/2011

Sukces jest łatwy – twierdzi Różewicz. Prawdziwe wyzwanie to umiejętność wytrwania w prawdzie nieodwracalnej klęski, odwaga spoglądania w otchłań

 

W ważnym dla Tadeusza Różewicza, klasycznym tekście Martina Heideggera – Cóż po poecie? – niemiecki filozof przypisywał poetom zadanie przygotowania duchowego „zwrotu”, będącego warunkiem powrotu świętości i ponownego objawienia się ludziom „zbiegłych bogów”. „Być poetą w czasie marnym – pisał Heidegger – znaczy: śpiewając, baczyć na trop zbiegłych bogów. (...) Poetami są ci ze śmiertelnych, którzy (...) tropią trop zbiegłych bogów, idą za nim i w ten sposób wytropią dla pokrewnych im śmiertelnych drogę ku zwrotowi”. Różewicz nie żywi jednak złudzeń co do szczególnej odkupicielskiej misji poezji i zamiast podążać za śladami zanikającej boskości, zanurza się w „pustej ciemnej / wyziębionej” Nocy Świata: „zostawiłem przed sobą ślady stóp / i odszedłem w krainę bez światła” – napisze w wierszu ***Einst hab ich die Muse gefragt.

Poeta nie odwraca się jednak od owych śladów, odchodzi, pozostawiając porzucone tropy wciąż przed, a nie – jak należałoby oczekiwać – za sobą: niczym odciśnięte w pamięci i niemożliwe do wymazania piętno, nie dające o sobie zapomnieć wezwanie do podtrzymywania świadomości o nigdy nie zabliźniającej się ranie.

Lekcja, której udziela Różewicz, jest trudną do przyjęcia, surową lekcją negatywności. „Obiektywne” istnienie przedmiotów, „obiektywne” istnienie języka i równie „obiektywne” istnienie poezji – poświadczane materialną obecnością rzeczy, codzienną międzyludzką komunikacją i masową produkcją wierszy – nie jest dla Różewicza wystarczającym dowodem ich „realności”. Rzeczy i język utraciły bowiem swoją istotową substancjalność z powodu usunięcia się metafizycznej podstawy, gruntu zapewniającego im bytowe trwanie. Rekonstrukcja rzeczywistości i przywrócenie siły sprawczej słowu okazały się niemożliwe z powodu braku fundamentu dającego im niezbędne oparcie. Wyschły, powiada Różewicz, „źródła metafizyczne, które karmiły poezję od jej początków (...). Pępowina, która łączyła poezję z metafizyką, została przecięta”.

Autor Niepokoju okazał się – i widać to dzisiaj wyraźnie – jednym z największych i najbardziej konsekwentnych świadków kryzysu zachodniej metafizyki. Przede wszystkim jednak odważył się wyciągnąć ze swojej diagnozy radykalne wnioski, które zdeterminowały jego późniejsze pisarskie i życiowe decyzje.

Śmierć poezji – śmierć Boga

Zdaniem Heideggera jedną z kluczowych właściwości marnego czasu Nocy Świata jest to, że „nie potrafi on już rozpoznać, iż brak Boga jest właśnie brakiem”. Różewicz uczynił swoim powołaniem uporczywe przypominanie o negatywnej obecności owego fundamentalnego braku. Jak pisał Andrzej Skrendo, Różewicz każe nam „przeżyć do głębi pustkę, która otworzyła się »po śmierci Boga«. Z nieprawdopodobnym uporem twierdzi, że wciąż jeszcze przeżycie to się nie dokonało. Uważa, że pragniemy niewiedzy i nieświadomości, zajmujemy się pozornymi czynnościami, udajemy, że po »śmierci Boga« możemy spokojnie wrócić do swoich obowiązków”.

Nic dziwnego, że niewielu czytelników Różewicza gotowych było podjąć to wyzwanie i przystać na wynikające z niego konsekwencje. Zamiast tego rozpoczął się długotrwały proces czytelniczego „oswajania”: krytycy usprawiedliwiali „pesymizm” poety traumą wojennego doświadczenia, redukując kulturowe i filozoficzne rozpoznania do reprezentacji biograficznego, pokoleniowego przeżycia lub chwalili go za oryginalne rozwiązania formalne, skupiając uwagę na nowatorskich cechach Różewiczowskiego wiersza. Nie zabrakło jednak także oskarżeń o nihilizm, choć ten prawdziwy – zdaniem poety – polegał właśnie na pragnieniu życia w niewiedzy i nieświadomości, na podtrzymywaniu owego stanu zawieszenia, który Nietzsche nazywał pośrednim, najbardziej degradującym stadium nihilizmu, kiedy to za normatywne uważa się wciąż wartości, które utraciły już swój normatywny charakter i stoją w sprzeczności z naszą codzienną życiową praktyką.

Maria Janion zwróciła kiedyś uwagę na uderzającą analogię, która w twórczości Różewicza zachodzi między motywami „śmierci Boga” i „śmierci poezji”: „on pisze bez przerwy o śmierci poezji, co jest odpowiednikiem tego, że pisze bez przerwy o śmierci Boga”. Jestem przekonany, że bez poważnego przemyślenia tej formuły dosłownego zrozumienia strywializowanej przez krytykę formuły o końcu twórczości poetyckiej nie zdołamy pojąć całej powagi i heroizmu Różewiczowskiego pisarstwa.

Semiotyczna katastrofa

Różewicz zakwestionował estetyczne i epistemologiczne założenia obu najważniejszych teorii poezji rozwijanych w dwudziestoleciu międzywojennym – symbolistycznej i awangardowej – które, przy wielu oczywistych i zasadniczych różnicach, łączyło zaufanie pokładane w języku poetyckim jako szczególnej, odświętnej odmianie języka praktycznego, uznawanej nade wszystko za uprzywilejowane narzędzie poznania (i kreowania) rzeczywistości. Autor Płaskorzeźby przeciwstawił tym koncepcjom przekonanie o generalnym kryzysie słowa jako narzędzia komunikacji i orzekania o świecie.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama