Żeby prawda naprawdę była prawdą

Więź 10/2011

Rzadko się zdarza redaktorom, by cytowano i komentowano ich słowa ze wstępniaków. Mnie się to szczęście właśnie przydarzyło. W lipcowej WIĘZI, w editorialu, wyjaśniałem koncepcję bloku materiałów pod wspólnym tytułem Jaki plon „Złotych żniw”. Ten krótki wywód przykuł uwagę polemistów, i to dużej klasy ekspertów.

 

Gwoli ścisłości trzeba przypomnieć, o co chodzi. Stwierdziłem w editorialu:

W sporach o przeszłość polsko-żydowską ujawniają się radykalne różnice w podejściu do historii. Niewątpliwie „kustosze narodowej niewinności” nie zrozumieją się z „tropicielami narodowej winy”, świadomie rozbijającymi polskie samozadowolenie. Wydaje się, że oba te podejścia zdominowały całą debatę. Obie strony twierdzą, że występują w imię prawdy. Chodzi im jednak tylko o tę część prawdy, która potwierdza ich stanowisko.

Jan Grabowski pisał w poprzednim numerze WIĘZI:

Słowa red. Nosowskiego niemile mnie zdziwiły, gdyż bije z nich tzw. moral equivalence, czyli „równoznaczność moralna”. Ot, ci mówią jedno, tamci ­coś innego, a prawda leży zapewne gdzieś pośrodku – zdaje się sugerować redaktor.

Niestety, prawda nie leży pośrodku. Prawda leży w tysiącach płytkich (z reguły nieoznakowanych) mogił, którymi usłana jest polska prowincja. W mogiłach tych znajdują się szczątki polskich Żydów wymordowanych przez Polaków bądź też wydanych na śmierć przez Polaków w ręce polskich „granatowych” policjantów lub w ręce niemieckich żandarmów[1].

Grabowskiego wsparł Jacek Leociak, który w „Gazecie Wyborczej”, przy okazji innej polemiki, zauważył:

Zbigniew Nosowski apeluje o przełamanie logiki skrajności reprezentowanej przez „kustoszy narodowej niewinności” i „tropicieli narodowej winy”. Apel to szlachetny, ale oparty na błędnych przesłankach, że... prawda zawsze leży pośrodku. Odpowiada mu Jan Grabowski, pisząc, że jeśli chodzi o obrzeża Zagłady, prawda leży w mogiłach[2].

Co ciekawe, cytowane zdanie zainteresowało także Barbarę Engelking, która jednak nie oburzała się na wprowadzone przeze mnie kategorie, lecz stosując je – o ile rozumiem – potwierdziła moje obserwacje:

Jesteśmy bardziej przeciwnikami niż sojusznikami w tej dyskusji, mamy bowiem zupełnie inne motywacje, potrzeby, cele oraz poglądy na świat. Spór wydaje się fundamentalny, dotyczy bowiem naszej tożsamości, poczucia własnej wartości, wizerunku Polski i polskości. Niewątpliwie „kustosze narodowej niewinności” nie zrozumieją się z „tropicielami narodowej winy”, w grę wchodzi bowiem raczej psychologia i polityka, a nie prawda[3].

Moralny szantaż?

Polemiczne uwagi Grabowskiego i Leociaka częściowo, jak mi się wydaje, wynikają z nieporozumienia. Ale tylko częściowo.     

Nieporozumienie polega na tym, że obaj panowie doszukali się w mojej – naszkicowanej zaledwie typologii – równoznaczności moralnej i przekonania, że prawda leży pośrodku. A przecież nigdzie nie twierdziłem, że prawda leży „pośrodku”, tym bardziej „zawsze”. Opis, że we współczesnej Polsce dominują dwa sposoby podejścia do historii polsko-żydowskiej – „kustosze narodowej niewinności” i „tropiciele narodowej winy” – nie oznacza też przyznawania im takiej samej rangi moralnej. Oznacza co innego: dostrzeżenie, że obie skrajne narracje potrzebują siebie nawzajem; żal, że żaden inny nurt myślenia nie potrafił skutecznie przebić się do szerszej opinii publicznej; nadzieję, że można tę sytuację zmienić poprzez rzeczową rozmowę na argumenty. Powtórzę tu inny fragment lipcowego editorialu:

Warto przełamać logikę zderzania skrajności (uwielbiają ją, niestety, współczesne media). Może spokojne skupienie na faktach i wysiłek ich zrozumienia pozwolą pełniej poznać prawdę – dostrzec, że w naszej przeszłości było i bohaterstwo, i podłość; i Westerplatte, i Jedwabne; i złote serca Sprawiedliwych, i „złote żniwa”? Że i jedno, i drugie powinno być częścią składową naszej świadomości zbiorowej? Nie jedno przeciw drugiemu – np. troska o Sprawiedliwych przeciwko książkom Grossa czy odwrotnie – lecz jedno i drugie razem.

Reakcja Jana Grabowskiego potwierdza, niestety, moje obawy. Autor Judenjagd gwałtownie argumentuje, że prawda leży nie pośrodku, lecz w tysiącach mogił, w których „znajdują się szczątki polskich Żydów wymordowanych przez Polaków bądź też wydanych na śmierć przez Polaków”.

Takie stawianie sprawy odbieram jako moralny szantaż. Wobec takiego dictum jakakolwiek próba nawet delikatnej polemiki będzie bowiem oznaczała w oczach prof. Grabowskiego szarganie pamięci niewinnych ofiar Holokaustu. Wystarczy stwierdzić, że w tych grobach leży część prawdy, bardzo ważna i często nieznana, ale tylko część; że jakaś część prawdy leży również gdzie indziej (np. w grobach tych Polaków, którzy zostali zamordowani za pomaganie Żydom); że część prawdy nie leży w żadnych grobach, lecz, Bogu dzięki, nadal żyje: w Polsce, Izraelu, USA, Kanadzie, Australii, Szwecji, Francji czy gdziekolwiek indziej… 

Nie rozumiem takiego podejścia do historii, zwłaszcza u badacza, który – jak Grabowski – potrafi tygodniami mozolnie przedzierać się przez archiwa w poszukiwaniu prawdy, spotykając tam zapewne całą paletę ludzkich postaw. Co sprawia, że w publicystyce ten sam autor upraszczająco sprowadza te różne postawy do jednej? A może jest rzeczywiście przekonany, że całą prawdę o „obrzeżach Zagłady” można sprowadzić do tych mogił? Wtedy jego argumentacja nie byłaby szantażem.

Problem ten nie dotyczy oczywiście tylko Jana Grabowskiego. O wiele wyraźniej atmosfera moralnego szantażu widoczna jest wokół publikacji Jana Tomasza Grossa. Każda z dominujących stron dyskursu podchodzi do tych książek inaczej. „Kustosze narodowej niewinności” świętym oburzeniem reagują na każdą pozytywną opinię o twórczości autora Sąsiadów, wpychając automatycznie jej wyraziciela do grona stronników Grossa, czyli do obozu zdrady narodowej. „Tropiciele narodowej winy” natomiast w każdej uwadze krytycznej widzą przyłączenie się do katoendeckiego chóru prowadzącego Grossa na szafot. Pierwsze z tych zjawisk jest dobrze znane i opisane, warto więc bliżej przyjrzeć się drugiemu, a raczej jego konsekwencjom.

 


[1] J. Grabowski, Prawda leży w mogiłach, WIĘŹ 2011 nr 8/9, s. 103.
[2] J. Leociak, Nie gramy na czarnej strunie, „Gazeta Wyborcza”, 8 września 2011 r.
[3] B. Engelking, Polacy – gapie Zagłady, WIĘŹ 2011 nr 8/9, s. 99.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama