Kiszczak o Popiełuszce do… Urbana!

Niedziela 10/2016 Niedziela 10/2016

Odnaleziony w szafie Kiszczaka list, w którym generał pisze o ks. Jerzym Popiełuszce, był skierowany do Jerzego Urbana, a nie do anonimowego odbiorcy, jak informowały do tej pory media! Na takiego adresata wskazuje analiza dokumentów, której dokonałam w archiwum IPN w Warszawie. M. K.

 

Pomedialnej burzy, którą wywołało odtajnienie dokumentów z szafy Kiszczaka, należało się spodziewać, że znajdą się tam również jakieś „kwity” związane z zamordowaniem ks. Popiełuszki. Pod tym kątem przeprowadziłam więc kwerendę w Instytucie Pamięci Narodowej.

Ściskam dłoń

Największą sensacją wśród tych dokumentów jest list gen. Kiszczaka, opisany jeszcze w teczkach IPN jako skierowany „do nieznanego odbiorcy”.

Zachowało się pięć stron tego listu. Brakuje strony tytułowej, na której widniałby imiennie adresat. Uważna lektura listu wskazuje jednak, że Kiszczak wyraźnie pisze do... Jerzego Urbana. Jak udało mi się ustalić, powołuje się on na wywiad, jakiego Urban udzielił Teresie Torańskiej w 2002 r.

Kiszczak cytuje w liście niektóre fragmenty oraz tezy z tego wywiadu. Polemizuje z nimi, zwłaszcza z tymi odnoszącymi się do sprawy ks. Popiełuszki. Pisze do Urbana m.in. tak: „Z gruntu nieprawdziwe są wszelkie sugestie, że MSW w sprawie zabójstwa ks. Popiełuszki usiłowało coś ukrywać, zacierać ślady. W dążeniu do wydobycia całej prawdy 4 XI 1984 r.

Biuro Śledcze MSW wystąpiło z wnioskiem na piśmie do prokuratora generalnego PRL o tymczasowe aresztowanie wysokiego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, który mógł wiedzieć o prowokacji przy ulicy Chłodnej i o tymczasowym aresztowaniu ks. Popiełuszki w 1983 r.”. Kiszczak odnosi się tutaj do zorganizowanej przez SB prowokacji – rewizji w mieszkaniu ks. Popiełuszki, gdzie esbecy podrzucili duchownemu materiały wybuchowe i ulotki o charakterze politycznym. Wyraźnie widać, że kreuje się na kogoś, kto dążył do rzetelnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zamordowania ks. Popiełuszki i chce, by taką wersję przyjął też Jerzy Urban, przypomnijmy – ówczesny rzecznik rządu PRL.

Jak wynika z listu Kiszczaka, najbardziej ukłuły go stwierdzenia Urbana, że to nie on, jako rzecznik rządu, był źródłem fałszywych informacji, które przekazywał społeczeństwu po śmierci ks. Popiełuszki, gdyż takie instrukcje otrzymywał z MSW. W ten sposób Urban sugerował, że to nie on „chciał ukryć tę zbrodnię przed opinią publiczną” oraz że to nie on „pomagał SB zacierać jej ślady”, a tylko przekazywał informacje otrzymywane z resortu, na czele którego stał Kiszczak. „Ja przekazywałem informacje, które otrzymywałem z MSW. Że Popiełuszko żyje, bo jakaś kobieta widziała go w Łodzi, i że trwają poszukiwania...” – mówił Urban w wywiadzie Torańskiej.

Kiszczak odnosi się dokładnie do tego fragmentu i pisze do Urbana: „Pan zawile się tłumaczy, że takie informacje otrzymywał z MSW, potwierdzając niejako tym samym nieprawdziwy i prowokacyjny zarzut zacierania śladów czy manipulacji”. Otwarcie więc broni siebie i wizerunku swego ministerstwa. Widać, jak bardzo Kiszczak pilnował, by nie być postrzegany jako ktoś mający coś wspólnego ze zbrodnią na ks. Jerzym. Kreował taką wersję wydarzeń, jaka w danym momencie była mu potrzebna. Co więcej – widać też, że nawet po wielu latach, które upłynęły od tej zbrodni, musiał ustalać wspólną wersję wydarzeń, zakłamywaną przecież od samego początku.

Znamienne jest też, że list Kiszczaka do Urbana kończy się słowami: „Szliśmy w jednej drużynie (...). Wzajemnie szanowaliśmy się”. Teraz „zajmuję się własnymi rozlicznymi kłopotami, sądami. Stąd bardzo rzadkie nasze kontakty. Wierzę jednak, że wszystko między nami powróci do normy. Ściskam dłoń. Czesław Kiszczak”.

Zbrodnia zaplanowana

Z kwerendy dokumentów i z listu Kiszczaka do Urbana nasuwa się też kolejny wniosek, a mianowicie taki, że zbrodnia na ks. Jerzym była bardzo dokładnie zaplanowana i dokonana z premedytacją.

Znów Kiszczak polemizuje na ten temat z Urbanem w rzeczonym liście. Ten drugi przekonywał bowiem Torańską, że porywacze chcieli tylko zastraszyć księdza: „Popiełuszkę – według mnie – porwano z nadgorliwości, bo taka widocznie panowała atmosfera w resorcie, a intencją tej grupy nie było zabicie, tylko nastraszenie”.

Kiszczak odniósł się do tych słów w liście: „Odrzucam Pańskie sugestie idące po linii obrony, jaką przyjęli zabójcy – że księdza porwano z nadgorliwości, że intencją było nastraszenie, a nie zabicie. Przeczą temu fakty, które Pan doskonale zna”.

Kiszczak przypomina też Urbanowi, że zabójcy byli przygotowani do morderstwa już 13 października 1984 r., kiedy rzucili kamieniem w przednią szybę samochodu, którym jechał ks. Jerzy (był to pierwszy, nieudany zamach na życie ks. Jerzego). Mieli wtedy wszystkie narzędzia zbrodni. Wzięli je później ze sobą również 19 października 1984 r. Kiszczak tak pisze o tym do Urbana: „Od kilku dni gromadzili sznury, kije, worki, kamienie, które przechowywali w szafie pancernej na terenie MSW i których 19 X 1984 r. użyli do bicia i zabicia, krępowania i obciążenia ciała, które wrzucili do Wisły”.

Ciekawe jest, że Kiszczak wprost mówi Urbanowi, iż zbrodniarzom chodziło o zabicie, a nie o zastraszenie ks. Jerzego Popiełuszki czy o zabicie go z „nadgorliwości” lub też „ze względu na atmosferę, jaka panowała w resorcie”, co – jak wspomniano – sugerował Urban w rozmowie z Torańską. To mocne stwierdzenia, które potwierdzają, że ta zbrodnia została dużo wcześniej przygotowana i nie było tak, jak porywacze mówili później na procesie toruńskim, iż chcieli tylko zastraszyć księdza.

Wszystko, o czym pisze Kiszczak, jest wyraźnym usprawiedliwianiem się. Generał kreuje swój wizerunek w taki sposób, jakoby nie miał nic wspólnego ze śmiercią ks. Popiełuszki i jakby nic nie wiedział o planach porwania i zabójstwa. Co więcej, pisze Urbanowi, że nad tą zbrodnią ubolewa: „Istotnie, zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki przeżyłem bardzo ciężko i nadal przeżywam, bo przecież dokonali tego moi podwładni (...)”.

Trudno powiedzieć, na ile jest to wiarygodne. Trzeba pamiętać, iż struktura Departamentu IV MSW polegała na tym, że żadne istotne decyzje nie zapadały tam bez wiedzy gen. Kiszczaka i gen. Jaruzelskiego.

Mordercy, dranie, łotry...

Znamienne jest natomiast, że bardzo podobną retorykę stosował w swoich wypowiedziach gen. Jaruzelski. Kiedy przeprowadzałam z nim na ten temat wywiad, o oprawcach ks. Popiełuszki mówił: „ci mordercy, dranie, łotry, którzy go zamordowali (...)”. A jednocześnie przyznawał, że wiele informacji, które miał o duchownym, z pewnością było zniekształcanych. Otrzymywał je bowiem, jak twierdził, różnymi kanałami i po latach dostrzegł, że część raportów mógł wtedy odczytać wadliwie, że mogły być celowo fałszowane czy przejaskrawiane. Ale gen. Jaruzelski twierdził, że w latach 80. ubiegłego wieku nie miał tej świadomości.

Gdy jednak zapytałam generała, dlaczego nie weryfikował tych informacji o ks. Popiełuszce, odparł, że „polegał na wieloźródłowych raportach”, które do niego docierały. I tyle. Gen. Jaruzelski używał dokładnie takiej samej nowomowy, jaką teraz widać w liście gen. Kiszczaka.

Teraz pozostaje czekać na dalsze materiały, które IPN udostępni spośród znalezionych w domu gen. Kiszczaka. Być może kolejne dokumenty przyniosą coś nowego. To natomiast potwierdza tylko, że sprawę morderstwa ks. Jerzego trzeba dalej wyjaśniać.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...