Chciałem księdzu pomóc...

W Polsce konieczne staje się wypracowanie takich zasad korzystania z teczek, które dawałyby możliwość wypowiedzi wszystkim, których dana sprawa dotyczy. Przewodnik Katolicki, 26 października 2008



- W mojej teczce nie ma dokumentów poza tymi, które dotyczą rejestracji, a takie posiadał każdy kapłan przynajmniej od dnia święceń. Poza notatką „TW” nie ma żadnego innego wpisu. Chcę to wyjaśnić nie po to, żeby cokolwiek wybielać, ale dlatego, że zobowiązuje mnie do tego zaufanie moich wiernych. Oni mają prawo wiedzieć, co o tym myślę i jak to przeżywam. To dla mnie pierwszy i główny powód mówienia o tej sprawie.

13 października KAI opublikowała wywiad z abp. Henrykiem Muszyńskim, metropolitą gnieźnieńskim, w którym ujawnia on, że w teczkach znajdujących się w IPN figuruje jako „tajny współpracownik”. Kulisy wydarzeń minionych czasów wyjaśnia ksiądz arcybiskup w rozmowie z „Przewodnikiem Katolickim”. Rozmawia Monika Białkowska.

Najczęstszym powodem spotkań z urzędnikami SB były starania o paszport – podobnie było w przypadku Księdza Arcybiskupa?

– Gdy starałem się o pozwolenie wyjazdu na studia do Rzymu, naciskano, żebym zgodził się na współpracę. Kiedy odmówiłem – odmówiono mi paszportu. Wtedy uznałem sprawę za zakończoną. Po jakimś czasie – ku własnemu zdziwieniu – dzięki życzliwej pomocy osób trzecich z mojej rodziny, otrzymałem paszport. Ceną było jedynie zapewnienie, że po zakończeniu studiów wrócę do Polski.

Dostałem paszport na jeden wyjazd i jeden powrót. Gdy w Rzymie staraliśmy się o przedłużenie paszportu, stawiano nam przedziwne zarzuty. Na przykład taki, że uczestniczyłem we Mszy św. za pomordowanych w Katyniu. Księdzu katolickiemu zarzucano udział we Mszy św.! Tylko pozornie byliśmy tam wolni – inwigilacja i kontrola trwała nadal.

Kiedy złożyłem wniosek o pozwolenie na wyjazd do Ziemi Świętej, przewidziany w ramach studiów biblijnych, odmówiono mi – wyjechałem więc na paszport watykański. Z tego tytułu zarzucano mi później nawet „zdradę polskiej racji stanu”... Potem przedłużyłem swój pobyt w Jerozolimie i doktorat robiłem bez żadnych ważnych dokumentów. 
W ponownym uzyskaniu ważnego paszportu pomogli mi wtedy dobrzy ludzie z polskiej ambasady w Libanie.

Stan wojenny przeżywał Ksiądz Arcybiskup już w Polsce...

– Podczas stanu wojennego pracowałem na Wydziale Teologicznym ATK. Próbowano wówczas wykorzystywać przeciwko mnie niepokoje młodzieży studenckiej. Pamiętam, że przy różnych rozmowach i perswazjach zawsze mówiono mi, żeby o niczym nie mówić przełożonym. Odpowiadałem wówczas: – Pan jest lojalny wobec swoich przełożonych – i taka lojalność obowiązuje obie strony, również mnie... To był argument, którego moi rozmówcy nie potrafili podważyć.

Miałem wyjątkowo długi staż jako „kandydat” – trwało to prawie dziesięć lat. Dlaczego akurat w 1984 roku zostałem zarejestrowany – nie umiem powiedzieć. Kiedy odnalazłem mojego „opiekuna” z SB i postawiłem mu to pytanie, odrzekł: 
– Ksiądz wie, to były trudne czasy, nie dawano księdzu paszportu, chciałem księdzu w ten sposób pomóc... Wszystko stało wtedy na głowie...








«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama