Unia Europejska a wartości chrześcijańskie

Niedziela 31/2010 Niedziela 31/2010

Stajemy dziś przed koniecznością jasnego określenia swojej chrześcijańskiej tożsamości. Jako chrześcijanie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o system wartości, do którego się odwołujemy. Jak powinno wyglądać nasze prawodawstwo?

 

– Czy obecność przedstawicieli Kościoła w Parlamencie Europejskim nie jest legitymizacją prawnych poczynań Europy uderzających w chrześcijaństwo?

– Moim zdaniem, nie. COMECE (Komisja Konferencji Biskupów Unii Europejskiej), z którą blisko współpracujemy, dysponuje bardzo dobrą kadrą fachowców, ekspertów. Pewien kruczek prawny spowodował jednak, że w tym dialogu pojawiają się nie tylko Kościoły, ale też tzw. organizacje światopoglądowe, w związku z czym stawia to Kościoły na równi z nimi. Ale tak czy inaczej, w czasie różnych debat są obecni księża jako oficjalni partnerzy i świadczy to o tym, że Kościoły nie odcinają się od procesu, który się toczy, ale prezentują swoje stanowisko. Współpracują z posłami, przekonując ich do określonych działań. Także my, jako posłowie, w niektórych sprawach zwracamy się do struktur kościelnych, żeby uzyskać informacje. Często jest też tak, że w niektórych bardzo skomplikowanych tekstach nie zauważamy wątków, które są niebezpieczne. Na szczęście eksperci, którzy nad tym pracują bardzo intensywnie, wynajdują je. Ksiądz na korytarzach Parlamentu Europejskiego jest stałym elementem jego pejzażu, to jest ktoś, kto swoją obecnością zwraca uwagę europosłów na ważne sprawy, nad którymi pracują.

– Można się zatem zgodzić z Janem Pawłem II, który mówił o zjawisku partycypacji...

– Tak, to jest bardzo trudne, bo bardzo często uczestnictwo w czymś może być postrzegane przez kogoś, kto się nie orientuje w szczegółach, jako rodzaj przyzwolenia. Tymczasem to nie jest przyzwolenie, ale nieodchodzenie od stołu, branie udziału w dyskusji, prezentowanie stanowiska, nawet jeżeli w rezultacie – może nie księża, ale my, politycy – coś przegrywamy. Staramy się jednak załatwić tyle, ile się da, zastanawiamy się głośno nad konsekwencjami moralnymi podejmowanych decyzji i choć przegrywamy dzisiaj, może wygramy za rok, za 5, a może za 10 lat. To jest nasz obowiązek, bo tak naprawdę chodzi o sprawę, a nie o to, czy coś wygrywamy, czy przegrywamy.

– Panie Pośle, jeśli przegrywamy, to z kim?

– W kwestiach, które dotyczą wartości i ich przekładalności na konkretne działania, przegrywamy dzisiaj ze środowiskami bądź sceptycznymi wobec chrześcijaństwa, bądź z absolutnie antychrześcijańskimi. Mówiąc obrazowo: na sali obrad w Parlamencie Europejskim siedzą: socjaliści, komuniści, zieloni – środowiska absolutnie lewicowe w rozumieniu dzisiejszej tzw. nowoczesnej lewicy europejskiej, nastawione do Kościoła sceptycznie albo bardzo antyklerykalne (widzimy to dzisiaj po niektórych wątkach polskiej lewicy); środowiska liberalne – nie tylko w sensie ekonomicznym i ideowym – które w czasie debat przyłączają się do lewicy, dając w Parlamencie większość (nie ma tu nikogo z Polski); chadecy, w których jest PO i PSL; oraz europejscy konserwatyści, w których jest PiS i cała prawica.

My jesteśmy po stronie partii konserwatywnych, różniących się w poglądach dotyczących Europy na tematy ekonomiczne, nieróżniących się jednak w kwestiach dotyczących systemu wartości. Niestety, ta część sali bardzo często w głosowaniach przegrywa.

– Czy wiadomo, kiedy Benedykt XVI odwiedzi Parlament Europejski i jak Papież jest tam oczekiwany?

– W ubiegłym roku do PE zapraszano przedstawicieli różnych wyznań, często także tych, które nie mają jednego przywódcy duchowego, bo są inaczej zorganizowane. Przybył jeden z głównych rabinów z Londynu, był przedstawiciel jednego z odłamów islamu. Byłem jedną z osób, która oczekiwała, że jakby ukoronowaniem tych wizyt będzie wizyta Benedykta XVI, z którym zresztą kiedyś mieliśmy przepiękne spotkanie w Watykanie, gdzie skierował do nas bardzo głębokie słowa. W środowiskach katolickich na ten temat były różne zdania: jedni uważali, że Papież powinien przyjechać, inni – że jednak nie powinien znaleźć się w szeregu przedstawicieli innych wyznań, bo to nie ta sama ranga, itd. W rezultacie Ojciec Święty nie przyjechał. Wiem jednak, że Jerzy Buzek podejmował działania, by głowa Kościoła katolickiego pojawiła się w Parlamencie Europejskim. Jest to niezwykle istotne dla wszystkich, nie tylko w sensie symbolicznym, ale i merytorycznym. Moim zdaniem, nieważne jest, kto występował przed Ojcem Świętym, bo nie chodzi o to, by pokazać, kto jest ważniejszy. Obecność głowy naszego Kościoła jest w dzisiejszym życiu publicznym Europy potrzebna w sposób zasadniczy. Oczywiście, będziemy się starali ten pomysł wspierać. Jak wiadomo, wizyty Ojca Świętego zawsze są przygotowywane z ogromnym wyprzedzeniem i bardzo precyzyjnie. Mam nadzieję, że do takiej wizyty dojdzie, bo wszyscy jej potrzebujemy.

Jan Olbrycht w 2004 r. został posłem do PE, objął stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji Rozwoju Regionalnego, przystąpił też do Komisji Transportu i Turystyki. W 2009 r. skutecznie ubiegał się o reelekcję, uzyskując 47 470 głosów. W ramach swojej partii jest odpowiedzialny za kwestie wartości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama