Unia Europejska a wartości chrześcijańskie

Niedziela 31/2010 Niedziela 31/2010

Stajemy dziś przed koniecznością jasnego określenia swojej chrześcijańskiej tożsamości. Jako chrześcijanie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o system wartości, do którego się odwołujemy. Jak powinno wyglądać nasze prawodawstwo?

 

Ks. inf. Ireneusz Skubiś: – Panie Pośle, chcielibyśmy usłyszeć Pana opinię na temat zachowań Unii Europejskiej. Jako chrześcijanie czujemy pewien niepokój o przyszłość. Czy, Pana zdaniem, prawodawstwo Unii Europejskiej może być groźne dla chrześcijańskiej tożsamości państw członkowskich?

Dr Jan Olbrycht: – Na początek – kilka uwag wstępnych. Ataki na chrześcijaństwo, niestety, mają wymiar globalny. Nie należy ich łączyć jedynie z napływem emigrantów z innych kultur, bo – trzeba to powiedzieć – najsilniejsze ataki na chrześcijaństwo biorą się głównie z samej Europy, pochodzą od Europejczyków, ludzi, którzy w tej cywilizacji się rodzili i wychowywali. To jest jedna rzecz. Druga sprawa – rzeczywiście jest tak, że instytucje europejskie w dużym stopniu odzwierciedlają opinie obecne wśród mieszkańców. Jeśli jakieś poglądy znajdują dużą liczbę zwolenników, to przekłada się to natychmiast bądź na poszczególne rządy, bądź na posłów do Parlamentu Europejskiego. Dzisiaj do mniejszości należą osoby, o których moglibyśmy powiedzieć, że są gotowe aktywnie bronić naszego systemu wartości chrześcijańskich. To powoduje określone konsekwencje, mające odzwierciedlenie w dokumentach. I tak np. nie udało się do traktatu konstytuującego Unię Europejską wprowadzić odwołania do Boga.

To jest wynik konkretnego rozkładu sił. Próbowano to także załatwić nie wprost. Taką próbą była zaproponowana przez Francuzów wiele lat temu Karta Praw Podstawowych – chodziło o to, żeby dokument ten z jednej strony ukazywał prawa i obowiązki obywatela Unii Europejskiej, a z drugiej – żeby niczego nie wymuszał. To dokument w jakimś sensie kompromisowy, a jeśli chodzi o ścisłe zapisy prawne, nie stwarza zagrożeń, pokazuje natomiast pewną tendencję. Gdyby miała się ona rozwijać, to, oczywiście, byłoby to groźne. Żeby nie być zbyt teoretycznym: Karta Praw Podstawowych nie odwołuje się do Boga, ale wprowadza pojęcie godności człowieka jako czegoś najistotniejszego. To, co jest dalej, to próba połączenia ognia z wodą. Pokazuje, że co prawda zasadniczym elementem jest zakaz dyskryminowania osób ze względu na ich różne cechy osobowe, a równocześnie, np. mówiąc o małżeństwie, podkreśla się jako jedno z uprawnień bądź jedną z zagwarantowanych wolności, że każdy obywatel Unii Europejskiej ma prawo do zawarcia związku małżeńskiego. Następne zapisy pokazują, że wszystko, co dotyczy prawa rodzinnego, pozostaje w rękach państw członkowskich. Ale sytuacja w państwach członkowskich może być różna. Tam też zmieniają się opcje, zmieniają się poglądy, jeśli więc państwo członkowskie będzie chciało zmieniać prawo dotyczące rodziny, to Karta Praw Podstawowych mu na to pozwala. Karta też niczego w tej sprawie państwom członkowskim nie narzuca, równocześnie zostawiając im możliwość działania. Właśnie stąd brały się nasze obawy i wątpliwości, czy czasem nie jesteśmy świadkami poważnych zagrożeń. Z jednej strony bowiem mówi się o tym, że nie wolno nikogo dyskryminować, czyli każdy ma prawo do małżeństwa, ale powstaje pytanie: Jakie to ma być małżeństwo? I określone jest już, że pozostaje to w gestii państw członkowskich. Innymi słowy – nie mamy do czynienia z dokumentem, który by wprowadzał jeden obowiązujący model. My, politycy chrześcijańscy, wolelibyśmy, żeby taki był, ale dzisiaj po prostu nie da się tego przeprowadzić. To, co udało się zrobić, to właśnie pozostawienie decyzji państwom członkowskim. Teraz jednak trzeba byłoby zadbać o państwa członkowskie, bo wiadomo, że w różnych państwach są różne tendencje. W Polsce zapis w konstytucji jest jednoznaczny – małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny – ale w innych państwach sytuacja jest różna.

– Co się stało z Europą, że chadeccy politycy muszą dziś bronić krzyża przed Trybunałem Sprawiedliwości w Strasburgu?

– To jest rzeczywiście sytuacja paradoksalna. W XXI, a właściwie w XX wieku skumulowały się różne prądy myślowe na terenie Europy, a i samo chrześcijaństwo bywa bardzo różnie rozumiane. Jestem w Parlamencie Europejskim w partii, która nosi nazwę Chrześcijańska Demokracja. Zasiadają w niej polscy katolicy, ale też skandynawscy czy holenderscy protestanci, przez których poczucie chrześcijańskiej tożsamości jest różnie definiowane. I często toczymy ze sobą bardzo długie spory na temat tego, co jest zgodne z nauką chrześcijańską, co jest dopuszczalne lub nie. To są dużo głębsze i trudniejsze debaty niż debaty z tymi, którzy są niewierzący, którzy są ateistami bądź osobami zwalczającymi chrześcijaństwo. Z nimi się po prostu nie zgadzamy. Z kolegami natomiast, którzy deklarują się jako politycy chrześcijańscy, często mamy różne zdania, np. na temat rodziny czy aborcji. Dramatyczne jest więc to, że takie rozmowy prowadzone są między osobami, które same siebie definiują jako chrześcijanie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama