„Niedziela” – wikary dla proboszcza, sufragan dla ordynariusza...

Niedziela 26/2011 Niedziela 26/2011

W 30-lecie reaktywowania „Niedzieli” i 50-lecie kapłaństwa ks. inf. Ireneusza Skubisia – z Redaktorem Naczelnym „Niedzieli” rozmawia ks. Marek Łuczak

 

– Dotknęliśmy bardzo ważnego tematu, bo obok perspektywy duszpasterskiej pojawia się perspektywa społeczno-polityczna. Etyka dotyka każdej dziedziny ludzkiego życia i rodzi się kolejne pytanie: Jak „Niedziela” może odpowiedzieć na zarzut politykierstwa?

– Bardzo łatwo postawić taki zarzut, gdyż jest cienka granica między polityką a nauką społeczną Kościoła. Mówi ktoś nieraz np., że księża czy biskupi są „zaczadzeni PiS-em”.

Tymczasem nie zauważa się, że są tu zbieżne elementy – gdy mówi się o patriotyzmie, o ojczyźnie, kulturze, nauce społecznej. Są ugrupowania partyjne bliskie opcji chrześcijańskiej. Mają one prawo mówić, że są blisko z Kościołem. Ale to nie znaczy, że ja mam nie głosić katolickiej nauki społecznej, ponieważ moje poglądy będą podobne do programu PiS-u! Bł. Jan Paweł II kochał Polskę z jej historią, kulturą, przy wspominaniu niektórych rocznic nawet uronił łzę. Czy Ojciec Święty brał udział w polityce? Może w wymiarze ogólnym tak, ale nie był politykierem. Był patriotą. Pan Jezus też rozpłakał się nad Jerozolimą, a przecież polityki nie uprawiał.

Warto zwrócić uwagę na wypowiedź Benedykta XVI w Warszawie, kiedy mówił o księżach rzekomo włączających się w politykę. Powiedział, że ksiądz nie musi być specjalistą w polityce. Rozumiem to w ten sposób, że ja rzeczywiście nie muszę znać się na polityce, ale jako zwykły człowiek mogę wypowiedzieć swoje zdanie. Pozwólmy księdzu być zwykłym człowiekiem i obywatelem.

– A co w sytuacji, gdy ksiądz jako duszpasterz musi zabrać głos, kiedy jest zagrożona etyka w polityce?

– Myślę, że nie tylko ksiądz, ale i biskupi mają taki obowiązek. Dzisiaj mówi się: nie wolno ci przykładać ręki do polityki, nie wolno wypowiadać się na temat różnych posunięć politycznych, a potem ma się żal, że nagle w parlamencie przechodzi jakaś ustawa przeciwna prawu naturalnemu i prawu Boskiemu. Wiemy, jaką rolę odgrywa np. rozwód w życiu rodziny, dzieci. Jednak niektórzy twierdzą, że trzeba go uznać i starają się to ułatwić. Nikt nie liczy łez. Jest wiele spraw związanych z aborcją – zabijaniem nienarodzonych. Mówi się o głosowaniu za życiem, a jednocześnie ci, którzy są decydentami, przechodzą obojętnie obok tych zagadnień, bo ateiści mają w rękach środki przekazu i duże pieniądze. Chrześcijaństwo tego nie posiada i dlatego przegrywamy. Mówiłem o przegrywających księżach. Dzieje się tak również dlatego, że niektóre gazety zamykają księżom usta, a dziennikarze krzyczą pełną parą. Radio Maryja jest tylko maleńkim wyjątkiem w milionach głosów, które krzyczą przeciwko nauce Kościoła. Dlatego przyczepia się mu łatkę złej rozgłośni. Jako chrześcijanie, katolicy, powinniśmy być na tyle trzeźwi, żeby wiedzieć, co jest czym, jakie są proporcje działania nas i ateistów. My jesteśmy po prostu biedni. Jeżeli w katolickim kraju wszystkie katolickie tygodniki razem mają ok. 500 tys. nakładu, a prasa kolorowa kształtuje się na poziomie ok. 70 mln egzemplarzy, to jak możemy się porównywać? Naród polski powinien się ocknąć.

– W związku ze stykiem duszpasterstwa i spraw społecznych na pierwszy rzut oka widać, chociażby na przykładzie tygodników katolickich w Polsce, że różnią się one między sobą nie tylko w formie, ale także w treści czy proweniencji. Czy to jest przejaw naturalny, czy też należy się tego obawiać?

– Nie możemy być tacy sami, każde z pism ma prawo do własnej twarzy. „Niedziela” nie będzie „Tygodnikiem Powszechnym”, a on „Niedzielą”, podobnie sprawa ma się z „Gościem Niedzielnym” czy innymi tytułami. Każdy ma prawo do własnej tożsamości. I w tym jest plus, bo każdy człowiek o opcji katolickiej może sobie poszukać własnego pisma. Jednak katolicy powinni czytać którąkolwiek gazetę katolicką. Najgorzej, gdy nie czytają niczego albo szukają tzw. kolorówek, a nie pogłębiają swojego życia intelektualnego i duchowego, na czym zależy prasie katolickiej.

Chciałbym odnieść się tu również do prasy parafialnej, ponieważ jest wiele tytułów, które mają swój zapał i zaplecze, a parafii zależy, by jej pismo znalazło się w rodzinach. Warto jednak zwrócić uwagę, że te pisma mają charakter informacyjny i nie mają większego zaplecza dziennikarskiego. My mamy profesjonalnych dziennikarzy i cały sztab ludzi dbających o dobry poziom edytorski pisma. Ale, oczywiście, musimy płacić podatki, mamy wydatki związane z papierem i drukiem. Nie utrzymują nas przedsiębiorstwa współpracujące z prasą kolorową czy lewicową. Sądzę, że każdy katolik powinien to wiedzieć i umieć rozróżnić informację o życiu parafii od formacji możliwej z pomocą katolickiego tygodnika. Winni to wziąć pod uwagę zarówno księża biskupi, duszpasterze, jak i świeccy.

– Jaki – z perspektywy 30 lat – jest największy sukces „Niedzieli” i największa jej porażka?

– Nigdy nie myślałem o „Niedzieli” w kategorii sukcesu. Sukcesem był powrót w 1981 r. Gdy 30 lat temu czyniłem starania o „Niedzielę”, to w urzędach komunistycznych nikt nie zapytał, co to jest „Niedziela”. Akcja narodu, który chciał tego pisma, który wysyłał tysiące listów do urzędów państwowych o powrót tygodnika, odniosła skutek.

Po 28 latach milczenia „Niedziela” wróciła na polski rynek prasowy. I to był największy sukces. Pomagał nam wtedy redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, śp. ks. Stanisław Tkocz, z którym zaczynaliśmy pracę. Pozostaję mu wdzięczny za to, że doradzał nam z wielką roztropnością, wiedzą i kompetencją.

Świadomość, że jesteśmy, to pierwszy nasz sukces. Drugim może być to, że nigdy nie ulegliśmy naciskom cenzury, która sugerowała, żeby nie zaznaczać jej ingerencji. Byliśmy wierni wszystkiemu, co było ważne dla Kościoła i Ojczyzny.

Następujący później czas ogromnego rozwoju pisma i podwyższania jego nakładu również możemy nazwać sukcesem. Był on połączony z entuzjazmem biskupów i kapłanów, czego dzisiaj, niestety, nie widzę. Ów entuzjazm pokazał nam, że tam, gdzie on istnieje, sukces jest możliwy.

Gdy chodzi o porażki, należy tu chyba zaakcentować wspomniany brak entuzjazmu. Użyłbym porównania, że kiedy jedziemy samochodem, z którego opon ktoś spuścił powietrze, jesteśmy w trudnej sytuacji, bo nikt takiego samochodu nie poprowadzi na pełnym biegu. Chciałbym, by w kołach samochodu, jakim jest „Niedziela”, znowu znalazło się powietrze. Ufam, że tak się stanie, bo dużo dobrego dzieje się w Polsce, w ludzkiej świadomości. Naprawdę potrafimy się bardzo mocno wybić i iść do przodu. Zawsze będzie zapotrzebowanie na dobro i na prawdę.


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama