Jezus wyzwala

Komentarzy: 4

Adam

publikacja 31.12.2010 18:08

Zaczęło się niewinnie w dzieciństwie. Można powiedzieć, że naturalnie jakiś obraz sprowokował mnie do masturbacji, kiedy jeszcze nie byłem świadomy, że jest ona grzechem.

 

Poznawanie swojego ciała i reakcji na bodźce to, wydaje się, rzecz naturalna w pewnym wieku. Potem pojawiało się coraz więcej pytań: Dlaczego muszę się onanizować, nawet kiedy nie chcę? Dlaczego chęć zrobienia tego jest silniejsza od woli zaprzestania?

Następnie wkradła się pornografia. Nieuważni rodzice zostawili ciekawe świata dziecko samo w domu z wolnym dostępem do telewizora i magnetowidu oraz serii kaset z filmami „dla dorosłych”. Obrazy zatruwały duszę, pociągały za sobą wyobrażenia. Początkowe obrzydzenie przeradzało się w fascynację nad czymś „nie z tego świata”: niedostępnym, atrakcyjnym...

Tylko dlaczego już jako dziecko wiedziałem, czy też czułem, że jest to złe? Dlaczego kryłem się przed rodzicami, chowałem się, nie rozmawiałem z nikim o problemie, którego wagi sobie wówczas do końca nie uświadamiałem? Może to sumienie..., ten rajski wstyd, kiedy na pytanie Stwórcy: Adamie, gdzie jesteś, dlaczego się ukryłeś, odpowiada się: Ponieważ jestem nagi...

Przyszła świadomość. Nie tylko ty tak robisz, inni też wiedzą, o co chodzi. Kolorowe czasopisma dla młodzieży poświęcały temu całe działy, radząc i nazywając fachowo te rzeczy. Bo dlaczego nie, przecież trzeba w jakiś sposób odreagować, to naturalne – człowiek jest jednym ze zwierząt, chociaż ostatnim w łańcuchu ewolucyjnym. Samogwałt, masturbacja, okraszone grzesznymi myślami i nieczystymi obrazami, stały się nieodłącznym elementem mojego życia.

Gdy byłem starszy i już wiedziałem, chociaż w teorii, że jest to grzech śmiertelny, w strachu przed piekłem obiecywałem sobie, że przestanę, że już nigdy więcej. Spowiadałem się i zaraz znowu popadałem w to samo bagno. W końcu jakiś mądry kapłan powiedział mi, że paradoksalnie może właśnie przez to jestem coraz bliżej Boga, który chroni mnie od czegoś gorszego; prosił mnie, żebym nie rezygnował, nie poddawał się, ale po każdym upadku powstawał i nie ufał sobie zupełnie, ale „mocno przytulił się do krzyża”, bo tylko Bóg ma moc, żeby mnie uwolnić.

Byłem pewien, że nigdy nie uda mi się z tego wyjść. U spowiedzi z mocnym postanowieniem poprawy bywałem nawet codziennie. Czytałem żywoty świętych, wiedziałem, że tylko człowiek czysty może spotkać się z Bogiem. Udawało mi się wytrzymać tydzień, dwa – to już był sukces, a potem znowu to samo. Otrzymywałem różne rady: uprawiać sport, trzymać w ręku różaniec, krzyżyk, wznosić krótkie akty strzeliste... Czułem, że jestem w nałogu, takim jak alkoholik, narkoman, palacz papierosów. To okropne uczucie, że nie możesz zapanować nad własnym ciałem, że ono tobą rządzi.

Przed tragedią uchroniło mnie to, że poznałem dziewczynę bardzo związaną z Kościołem, ale z takim samym problemem jak ja. Staliśmy się parą i wspólnie modliliśmy się o wyzwolenie. Piekło szalało; zły chciał nas złapać w swoje macki, podsuwał różne pokusy. Postanowiliśmy się pobrać. Przy drugiej spowiedzi przedślubnej kapłan powiedział mi: sakrament, tylko on załatwi sprawę; sakrament małżeństwa to wielka łaska.

Jesteśmy małżeństwem 10 lat. Dostąpiliśmy łaski wyzwolenia z nałogu grzechu nieskromnego. W naszej rodzinie nie ma pornografii, antykoncepcji. Czujemy się wolni. Jezus to sprawił. To jest prawdziwy cud. On może wszystko.

Pierwsza strona Poprzednia strona Następna strona Ostatnia strona
oceń ten artykuł Zagłosowało 15 osób.
Średnia ocena to 4,0.

Reklama

Reklama

Autopromocja