Tylko muzyka

Wieczrnik 179/2011

Muzyka jest dla słuchacza szansą na przeżycie jakiego nie daje żadna inna dziedzina sztuki

którego wzywam tak rzadko Panie bolesny
skryty w firmamentu konchach
nim przyjdzie noc ostatnia
od żywota pustego bez muzyki bez pieśni
chroń nas
Józef Czechowicz

„Ten pieces to save the World” / „Dziesięć utworów (kawałków) by uchronić świat” to tytuł jednej z najlepszych płyt w dyskografii krakowskiego klezmerskiego tria Kroke. Recenzent brytyjskiego magazynu Folk World pisał o niej – odwołując się do tytułu – „w głębi naszych serc wiemy, że gdyby coś mogło oszczędzić ziemski padół – to tylko muzyka”. To oczywiście retoryczna przesada, ale – przyznajmy – efektowna. I inspirująca.

Oczywiście, nie ma potrzeby zadawać pytania: czy każda muzyka może mieć taką siłę, takie znaczenie? Wiadomo, że nie. Atakuje nas zewsząd dźwiękopodobna, lepka magma, która wylewa się z radiowych głośników, a może jeszcze szczególniej głośników telewizorów, która dręczy nas w sklepach (już nie tylko hipermarketach), by „uprzyjemnić” zakupy, w środkach komunikacji miejskiej, itd. itp. Muzyka bez duszy, muzyka nieważka, muzyka zapychacz, zapełniacz, muzyka – produkt. Oczywiście, taka też jest.

Czy można w tym chaosie, w tym permanentnym szumie odnaleźć coś wartościowego, ważnego? Znów pytanie retoryczne, bowiem chyba każdy w gruncie rzeczy odnajduje.

Myślę jednak, że nie warto się zgadzać na łatwe odpowiedzi. Na pokusę łatwego szufladkowania. Pamiętam jeszcze chyba z lat 80, uwagę któregoś z recenzentów o względności pojęcia muzyka poważna. Bo jeśli zgadzamy się na to, by mianem muzyki poważnej określać przaśne, operetkowe kompozycje Straussów czy Offenbacha, a mianem muzyki rozrywkowej, „nie-poważnej” nazywać zmagania z Bogiem, losem, egzystencją zespołu U2 czy choćby Boba Dylana – to pytanie o trafność owych terminów jest chyba na miejscu?

Zachwyt, bunt, piękno

Czym więc może być muzyka? Lider zespołu Voo Voo Wojciech Waglewski opowiadał kilkukrotnie w wywiadach o zachwycie jakiego doznał słuchając III Symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego, gdy jechał przez pustą zanurzoną w słońcu Puszczę Piską. Mówił, że to co wówczas przeżył dzięki muzyce – jest dla niego wystarczającym dowodem na istnienie Boga. Poruszające.

„Muzyka jest pokarmem duszy” – śpiewał ktoś przed laty w zapomnianej piosence – a „mądre słowa sycą mózg”. Jest bowiem wreszcie tak, że rock, zwłaszcza wtedy kiedy nie stoją za nim instytucje albo wydawcy-giganci rynku muzycznego, potrafi przemówić najtrafniej, poruszając w nas elementarne emocje. Nie jest, nie zawsze bywa muzyką wyrafinowaną. Ale dzięki temu, że jest najczęściej autorską wypowiedzią, ma w sobie siłę, której nie znajdziemy w najstaranniej uszminkowanej produkcji pop. Autorską wypowiedzią, bowiem wykonawca jest zazwyczaj i kompozytorem, i autorem tekstu. Dlatego, nawet ułomna formalnie, czasem nieczysto zagrana czy zaśpiewana, rockowa piosenka miewa w sobie niezwyczajną moc. Oczywiście, nie każda rockowa piosenka.

Tu jeszcze nawias. Oczywiście, wielkim artystom zdarza się tworzyć arcydzieła nawet pomimo [sic!] powszechnego uznania. Ale do tego trzeba chyba naprawdę heroizmu.

Rock bywał, czasem jeszcze bywa, postrzegany jako muzyka złych emocji. Jeśli jednak traktować go jako głos pokolenia (pokoleń), jako młodzieńczy, spontaniczny krzyk, rzecz będzie miała się nieco inaczej. Jako bunt czy protest przeciw zbiorowemu zakłamaniu, przeciw starszym pokoleniom, które – oględnie mówiąc – nie potrafią sobie dać rady z niesprawiedliwościami, przemocą, wyzyskiem, wojnami. Oczywiście, powie ktoś, że to co najwyżej pretensjonalne i naiwne myślenie. Może jednak są sytuacje kiedy głośny krzyk jest najlepszym co można zrobić. Zresztą rock to nie tylko bunt. To także piękno, niekoniecznie lukrowane. Piękno muzyki Beatlesów, Davida Byrne’a, Petera Gabriela, Nicka Cave’a, Elvisa Costello, Toma Waitsa…

Własna opowieść

Podobnie jazz jest owocem umiejętności improwizowania, ale też wciągnięcia słuchacza w opowieść. Różnymi „sposobami”: tematem muzycznym, tonem, nastrojem, tempem, energią wykonania lub temperamentem wykonawcy. Jazz, jak rock, oferuje szeroką paletę przeżyć: od liryczno – nastrojowych barw, poprzez dobrą zabawę po przeżycia duchowe. Bodaj już Arystoteles definiował wartą uwagi muzykę jako tę, która potrafi poruszyć jednocześnie ducha, duszę i ciało.

Dlatego też cenię dokonania niektórych twórców awangardy. Bo łamią stereotyp, przyzwyczajenia, nie pozwalają błogo zasnąć i przestać myśleć. Owa niestereotypowość to również cecha muzyki świata / folkowej. Również polskich wykonawców folkowych od Osjana czy Kwartetu Jorgi poprzez Orkiestrę Św. Mikołaja i Kapelę Ze Wsi Warszawa po Kwadrofonik, Mosaic, Trio Janusza Prusinowskiego.

Szalenie ważna dla wielu słuchaczy jest muzyka świata. Dlaczego? Czy jest tam ukryta jakaś tajemnica? World music to egzotyka, szansa na usłyszenie całkiem nowej, świeżej opowieści. Ale chyba i odnalezienia jakiejś naturalności, nie zmanierowania, bezpretensjonalności, lekkiego mówienia (śpiewania) o najważniejszych sprawach. Do tego bliskość źródeł – jakkolwiek byśmy tego sformułowania nie traktowali.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| MUZYKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama