Wieczność ocali zwiędłe liście

Tygodnik Powszechny 15/2012

Nie bądźmy zaściankowi, może rzeczywiście Wszechświat jest tylko epizodem w istnieniu?

 

ARTUR SPORNIAK: Chrześcijaństwo głosi, że w tym życiu jesteśmy jedynie pielgrzymami. Podobna myśl pojawia się w tytule ostatniej książki Księdza „Wszechświat jest tylko drogą. Kosmiczne rekolekcje”. Czy to znaczy, że uczony może dojść także do wniosku, że nie jesteśmy „u siebie”?

KS. MICHAŁ HELLER: „Uczony” to nie jakiś inny gatunek człowieka. Nękają go te same egzystencjalne problemy, co wszystkich innych ludzi. Jesteśmy u siebie, bo gdzie indziej mielibyśmy być? Warto tylko uświadomić sobie, że nie jesteśmy tu zameldowani na stałe. Być „u siebie” i być „w stanie drogi” to nie dwie sprzeczne rzeczy. Im bardziej odkrywamy w sobie podróżnika przez Wszechświat, tym bardziej jesteśmy u siebie.

Dlaczego Wszechświat domaga się usprawiedliwienia?

Bo jest, a nie wiadomo dlaczego. Najprościej by było, gdyby go nie było. Nie tylko nie byłoby żadnych problemów, ale też nie miałby kto ich mieć. Poszukiwanie odpowiedzi na stare pytanie Leibniza, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, jest poszukiwaniem usprawiedliwienia Wszechświata.

I jest jeszcze jeden powód, by jakoś usprawiedliwić Wszechświat. Bo my w nim jesteśmy. A pytanie „dlaczego?” w odniesieniu do nas samych jest pytaniem o sens. Bytowanie na jednej z miliardów (czy tylko miliardów?) planet we Wszechświecie bez sensu byłoby nie do zniesienia. Dlatego sensu poszukujemy – albo wmawiamy sobie, że nas to nie interesuje. Albo jeszcze częściej – zajmujemy się jakimś „bardzo ważnym” detalem, byle o tym nie myśleć.

Nauka pokazuje, że to „coś”, co istnieje, nie jest „byle czym”, lecz niezwykle subtelnie zorganizowaną strukturą. Trzeba zatem usprawiedliwić nie tylko, że coś istnieje, ale że jest tak niesamowite. Nauka nam w tym pomaga o tyle, że nam tę niesamowitość ukazuje: stopniowo, coraz pełniej, zaskakując nas niemal na każdym kroku. Po każdym sukcesie stajemy nad otchłanią nowych wyzwań...

Wszechświat jest uporządkowany. Fizycy przyjmują, że miarą tego porządku jest informacja – im więcej porządku, tym więcej informacji. Z kolei, zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, z czasem Wszechświat traci porządek. Czytając o tym w „Kosmicznych rekolekcjach”, miałem mimo wszystko silną intuicję prawa „zachowania porządku/informacji”: że informacja nie może być tracona, że ona gdzieś jest. Tylko gdzie?

Rzecz w tym, że w miarę postępu nauki samo pojęcie porządku ulega ewolucji. Regularną strukturę kryształu jesteśmy skłonni uznać za porządek, a kłębowisko wody u stóp wodospadu – za synonim chaosu. Ale to są „zewnętrzne pozory”. Jeżeli wnikniemy głębiej poza poziom zjawisk, do poziomu praw fizyki, to musimy stwierdzić, że struktura, jaka kryje się „pod” chaosem wodospadu, jest niezwykle subtelna. Tu właśnie użyłbym słowa: „niesamowita”. To ona właśnie sprawia, że ruch każdej cząsteczki wody jest dla nas nieprzewidywalny. I to nas usprawiedliwia, gdy mówimy o chaosie. Mamy tu jednak porządek, ale nie porządek „zamarcia”, lecz porządek dynamiki. I to porządek niezwykły. Spójrzmy na jeden bąbel wody, który jakiś czas trwa, tańczy w zawirowaniu, a potem się rozpryskuje. Ruch każdej cząsteczki z osobna jest nieprzewidywalny, ale coś jednak każe milionom cząsteczek tak skoordynować swoje ruchy, aby utworzył się subtelny pęcherzyk.

Czy porządek/informacja podlega prawu zachowania? Na poziomie zjawisk nie. Prawo wzrostu entropii (druga zasada termodynamiki) mówi o wzroście bałaganu, a co za tym idzie: utracie informacji. A czy na poziomie praw porządek i informacja są zachowane? Atrakcyjna możliwość, ale by mówić o prawie zachowania na poziomie praw, trzeba by znać prawa, które rządzą prawami. Jeżeli w trakcie ewolucji Wszechświata prawa fizyki się nie zmieniają, to i zawarta w nich informacja nie ulega zmianie. Ale tu już wkraczamy na teren filozofii...

Techniczny termin „informacja” laikowi kojarzy się z rozmową. Ksiądz Profesor mówi, że informację zakodowaną w prawach przyrody można odczytać jako przekaz od Stwórcy. Niepokojący (znów dla laika) jest jednak wspomniany fakt, że Wszechświat z czasem traci informację/porządek. Bóg się od nas odwraca?

Gdy słucha się ludzkich rozmów (np. w zatłoczonym pociągu), nietrudno zauważyć, że rzadko w ich trakcie przekazywana jest jakakolwiek informacja. Ale w tym, co powiedziałem wyżej, chodzi mi o informację w sensie, w którym to pojęcie jest używane w teorii informacji. W tym sensie informację mierzy się nie jej treścią, lecz czysto formalnym prawdopodobieństwem: im mniejsze prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia się danego ciągu elementów (np. liter w jakimś tekście lub atomów w krysztale), tym większa zawarta tam informacja. Wszystko wskazuje na to, że Wszechświat traci tak rozumianą informację. Chociaż istnieją w kosmologii scenariusze, które starają się uchylić ten wniosek.

Jak tę utratę informacji rozumieć teologicznie? Nie bądźmy zaściankowi, może rzeczywiście Wszechświat jest tylko epizodem w istnieniu?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama