Wypowiedzieć wiarę poprzez znaki i symbole

List 4/2012

Na pewno niczego nie zawłaszczam, kiedy wypowiadam swoje najgłębsze przekonania i kiedy chcę się dzielić z innymi wartościami, którymi żyję. Nie zawłaszczam niczego także wtedy, kiedy wokół wyznawanych przeze mnie wartości chcę budować jakiś rodzaj wspólnoty ludzkiej. Wspólnoty nie powstają sztucznie, one tworzą się wokół tego, co jest dla ludzi ważne

 

Księże Biskupie, co jakiś czas jeste­śmy świadkami sporów o obecność krzyża w miejscach publicznych. O czym to świadczy? Czy krzyż nie zo­staje w tych kłótniach zawłaszczany, wykorzystywany do własnych celów?

Kiedy chodziłem do liceum, a było to na prze­łomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesią­tych, także pojawił się temat wieszania krzyży w miejscach publicznych, w tym w szkołach. W moim liceum nikt nie wyszedł z pomysłem wieszania krzyży na ścianach. Dlaczego? Bo jako uczniowie mieliśmy absolutne poczucie wol­ności religijnej w szkole. Dyrektor, choć był człon­kiem PZPR, zapraszał na rady pedagogiczne księży z parafii. Robił to, bo nie chciał konfliktu wyznanio­wego w szkole. Nie chciał, by uczniowie mieli poczu­cie swoistej schizofrenii, a stałoby się tak, gdyby inaczej zachowywali się i mówili na lekcjach, a ina­czej po ich skończeniu. Kiedy robiliśmy szkolne przedstawienia, wykorzy­stywaliśmy również tek­sty wzięte wprost z Biblii. Scenografia nawiązywa­ła do chrześcijaństwa i nikt nie miał wątpliwości co do tego, że może tak być. Boję się jednak, że zbyt wielu takich szkół w Krakowie wtedy nie było. Tam, gdzie sytuacja była inna, chciano wyrazić swoje przekonania także w ten sposób, że próbowano w szkolnych salach wieszać krzy­że. Cofam się do tamtego okresu i tamtego kontekstu, bo myślę, że jest on ważny również dziś. Inaczej jest, kiedy żyje się w kraju, w którym swobodnie można wypowiadać swoje poglądy religijne wszędzie i na każdym polu, a inaczej, kiedy nie można tego robić.

Kiedy możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z zawłaszcza­niem symboli religijnych?

Na pewno niczego nie zawłaszczam, kiedy wypowiadam swoje najgłębsze przekonania i kiedy chcę się dzielić z innymi wartościami, którymi żyję. Nie zawłaszczam niczego także wtedy, kiedy wokół wyznawanych przeze mnie wartości chcę budować jakiś rodzaj wspólnoty ludzkiej. Wspólnoty nie powstają sztucznie, one tworzą się wokół tego, co jest dla ludzi ważne. Znów użyję osobistego przykładu, trochę dla porównania z tym pierwszym. Moja rodzina mieszka w małej miejscowości nieda­leko Limanowej. W tamtejszej szkole w salach wisiały krzyże. Dyrektor podczas wakacji zro­bił remont szkoły, wszystkie sale zostały wy­malowane. Po remoncie stwierdził, że krzyże nie będą już w nich wisiały. Jako że jest to wioska w diecezji tarnowskiej, można się było domyślać, jaki obrót może nabrać sprawa. Pewnego dnia dzieci, wszystkie, bez wyjątku, zaczęły przychodzić do szkoły z powieszony­mi na piersiach dużymi krzyżami, zdjętymi ze ścian w domach. Dyrektor zdecydował, że na ścianach nie będzie krzyży, ale nie mógł za­rządzić, jak dzieci mają chodzić ubrane. W wiosce zapanowała niesamowita jedność. Nie była sztuczna, bo tam naprawdę mieszkają lu­dzie głęboko religijni. Ci ludzie wypowiedzieli samych siebie przez te znaki. Dzieci chodziły z krzyżami przez dwa tygodnie, aż w końcu dyrektor powiesił krzyże z powrotem na ścia­nach. Miał inne wyjście?

W Polsce jednak takiej jedności nie ma. Niektórzy zastanawiają się, co by się stało, gdyby krzyż znikł z sej­mu. Co by się zmieniło?

O krzyżu nie możemy rozmawiać bez kontek­stu historycznego, kulturowego, bez świado­mości, skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby powiesić go w sejmie, co to za krzyż i co dla ludzi oznacza. Ten krzyż powieszono w sali sejmowej po pięćdziesięciu latach istnienia parlamentu, który trudno było uznać za polski, w którym dominowała kompletnie inna opcja. Reprezentacja chrześcijan w sejmie była przez te lata szczątkowa i tak naprawdę nie miała żadnego wpływu na rzeczywistość. Co najwyżej taki, że mogła uroczyście i publicznie zaprotestować przeciwko niektórym zapisom konstytucji.

Powieszony krzyż był znakiem odzyskanej wolności, także wolności religijnej, wypowia­dania siebie, swojej własnej wiary w prze­strzeni publicznej. Debata czysto teoretyczna, akademicka nad zdjęciem krzyża niczego nie rozstrzygnie. Problem dotyczy bowiem bar­dzo konkretnych ludzi, dla których ten krzyż jest znakiem nie tylko wartości, ale też drogi do wolności i niepodległości. Czemuż od tego wszystkiego abstrahować?

Może spór o krzyż bierze się stąd, że przestajemy rozumieć symbole i nie niosą one dla nas żadnych treści?

Gdyby krzyż nie niósł żadnych treści, nikt by się o niego nie kłócił. Także ci, którzy postulują jego zdjęcie.

 

Krzyż jest jednak również zna­kiem jedności między ludźmi, a w atmosferze sporów trudno o niej mówić.

Upolitycznianie znaków religijnych przez przedstawicieli takiej czy innej opcji nie jest niczym nowym. W dziejach Kościoła działo się tak wielokrotnie. Czym były np. wojny religijne między katolikami i protestantami, jakie toczy­ły się w Europie w XVI i XVII w.? W czasie ich trwania używano sztandaru religijnego wyłącz­nie po to, by ukryć cele polityczne.

Jak sprawić, by symbol religijny nie stawał się narzędziem walki poli­tycznej?

Tym, co broni religii przed ideologizacją, jest pielęgnowanie relacji osobowej Boga i czło­wieka. Kościół jako wspólnota nie powstaje inaczej, jak tylko przez to, że ja mam swoją relację z Chrystusem i ty masz swoją. W taki właśnie sposób spotykamy się w Chrystusie. Nie skupiamy się wokół rozmaitych rzeczy, wartości czy przekonań, ale wokół Osoby. Religia sprowadzona do rzeczy, nawet naj­bardziej słusznych, zawsze jest narażona na ideologizację.

Cała idea i program tzw. nowej ewangeliza­cji mają o tym przypominać. Ewangelizacja ma być skierowana do Kościołów o „starej metry­ce", czyli do takich obszarów, w których religia stała się - i dobrze, że się stała - pewnym ko­dem kulturowym.

Dlaczego to dobrze?

Ponieważ wiara winna wypowiadać się przez kulturę. To jest znak dojrzałości religii.

Skąd zatem wezwanie do nowej ewangelizacji tych obszarów?

Bo ludzie żyją w określonej kulturze, posłu­gują się pewnym kodem kulturowym, ale co­raz częściej go nie rozumieją. Trzeba zadać pytanie, na ile człowiek, który funkcjonuje w świecie kulturowo chrześcijańskim, zdaje sobie sprawę, że jest ochrzczony i co to dla niego osobiście znaczy. Jeśli nie ma tej świa­domości, to znów pojawia się niebezpieczeń­stwo ideologizacji religii. Kościół dostrzega to niebezpieczeństwo. Idee nowej ewangelizacji sformułował Jan Paweł II podczas pobytu w Polsce. Było to w 1979 r. w Mogile.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gut
    24.04.2012 20:44
    Interesujący tekst. Pamiętam jak u nas jeden dyrektor wpadł na pomysł, że będzie usuwał krzyże z sal szkolnych. Na szczęście mocny i stanowczy sprzeciw śp Abp. Józefa Życińskiego w "Pasterskim Kwadransie" spowodował, że dyrektor zarzucił swój szalony pomysł.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama