Jest tego coraz więcej

Rycerz Młodych 6/2013

Kolejne parafie i zgromadzenia zakonne organizują Msze z modlitwą o uzdrowienie, rekolekcje ewangelizacyjne, spotkania z charyzmatykami. Nowi ludzie otwierają się na to, tymczasem... wciąż wielu tego nie rozumie. I nie wahają się od razu napiętnować uczestników takich spotkań. Mówią: „sekta, nawiedzeni, dziwaki...”.

 

Posłuszeństwo

Sam muszę przyznać, że niektóre zachowania pojedynczych osób podczas takich spotkań stawiają rzeczywiście znak zapytania: Czy aby wszystko w porządku? Zdarza się bowiem, że ktoś swoim zachowaniem tak bardzo zwraca na siebie uwagę, że przeszkadza to innym w uwielbieniu Pana. Tu zawsze pytam: Czy to jest Boże? Czy to pochodzi od Ducha Świętego? Zdarza mi się potem porozmawiać z taką osobą. Miarą jest zawsze posłuszeństwo Kościołowi. Jeśli taka osoba życzliwie przyjmuje i stara się realizować upomnienie i wskazówki swojej wspólnoty lub duszpasterzy, można przypuszczać, że ma dobrą wolę i chce współpracować z Duchem Świętym. Gdy zdarza się, że ktoś brnie w zaparte mimo upomnień innych członków wspólnoty lub duszpasterzy, może się okazać, że to nie pochodzi od Boga, lecz od ducha, który każdą dobrą modlitwę czy rekolekcje chce zniszczyć. Zdarza się, że przy takich modlitwach ujawni się jakiś problem ze zdrowiem psychicznym lub nieuporządkowanie emocji u danego człowieka. I znów – to nie oznacza, że takiej osobie nie wolno się dalej modlić ze wspólnotą. Uzdrawiające i lecznicze mocą Jezusa jest POSŁUSZEŃSTWO wskazaniom wspólnoty i duszpasterza. Oni wskażą ograniczenia, podpowiedzą nową formę lub zakres udziału w modlitwach charyzmatycznych i wyjdzie to na pożytek każdemu człowiekowi. Tak ważne jest, byśmy potrafili z pokorą słuchać wskazań osób z zewnątrz. One mogą nam wiele powiedzieć o nas samych.

Duch Święty daje czas

Na szczęście takie nieprawidłowości czy zakłócenia we wspólnotowej modlitwie to rzadkość, pewien margines. Dlaczego więc wielu „obserwatorów” właśnie te sprawy wyolbrzymia i szczególnie podkreśla, by za wszelką cenę zdyskredytować Msze z modlitwą o uzdrowienie, spotkania i rekolekcje z charyzmatykami, dar języków, glosolalię czy spoczynek w Duchu Świętym? Często wynika to z niezrozumienia, z braku doświadczenia działania mocy Jezusa w tych zjawiskach. Pewnie rolą księdza – opiekuna wspólnoty – jest zawsze z „zimną krwią” i bez ulegania emocjom oceniać czy pilnować, by różne zachowania we wspólnocie nie przerodziły się w dziwactwo. Sam dobrze pamiętam, jak długo u mnie trwała przemiana. Jeszcze nie tak dawno byłem bardzo krytyczny wobec spoczynków czy daru języków. Ostrzegając, zawężając ich autentyczność do nielicznych przypadków. Dziś także nieraz czuję się zobowiązany w sumieniu, by pewne zachowania życzliwie skorygować. Jednak widzę po sobie, że Duch Święty daje sobie i nam, księżom duszpasterzom CZAS (BARDZO DUŻO CZASU!!!) na przemianę, korektę sposobu myślenia. Powoli z Jego pomocą otwieramy się na nowe dary Ducha we wspólnotach.

Kiedyś posługiwałem w czasie spotkania z pewną charyzmatyczką z krajów Ameryki. Jej sposób prowadzenia modlitw mocno mnie „niepokoił”. Jej temperament i spontaniczność zupełnie nie pasowały do naszego europejskiego sposobu zachowania podczas modlitwy. A jednak... Po owocach ich poznacie... Chyba tylko księża posługujący w konfesjonałach podczas polskich rekolekcji z charyzmatykami są w stanie zrozumieć, jakiego dzieła Duch Święty tam dokonuje – w sercach uczestników. Przemiany, zerwanie z grzechem, natchnienia do dobrego działania, otwarcie się na misję i ewangelizację. Chyba tylko członkowie wspólnot przykościelnych zrozumieją, jak wielkim „wylaniem Ducha” są takie spotkania z gośćmi z krajów „egzotycznych”, którzy głoszą nam Jezusa (np. o. Bashobora, ojcowie Enrique i Antonello) – jak bardzo sprzyja to rozwojowi tych wspólnot, ich umocnieniu i rozpaleniu serc do ewangelizacji. I chyba tylko fizycznie lub duchowo uzdrowieni potrafią zaświadczyć, że podczas takich spotkań Jezus zadziałał naprawdę – uzdrowił ciało, uleczył zranienia z przeszłości, przemienił nasz skostniały sposób myślenia, otworzył umysł na Ducha Świętego, rozpalił serce, by dzielić się wiarą i głosić Dobrą Nowinę w różnych środowiskach, nawet tam, gdzie najtrudniej.

No i spoczynek w Duchu Świętym. Tyle mamy pytań, tyle wątpliwości. Gdy jednak człowiek doświadczy tego, a w jego życiu nastąpi trwała przemiana, widać wyraźnie, że Duch Pana zadziałał. Co innego, gdy czyjeś upadki wprowadzają chaos w czasie wspólnotowej modlitwy, odwrócenie uwagi wspólnoty od Jezusa podczas czyjegoś „padania”. Wówczas trzeba zadawać pytanie o autentyczność spoczynku. Modlitwa wspólnoty i słowo pasterzy Kościoła pomogą w wyjaśnieniu i uporządkowaniu. I wreszcie ta radość, spontaniczność modlitwy, zarazem bez chaosu – nawet w dużych zgromadzeniach. Coś w tym jednak jest... Może właśnie Duch Święty, który przychodzi cicho, ale łamie wiele naszych schematów. Spróbuj! Pójdź na takie spotkanie. Pobądź tam dłużej. Daj Duchowi Świętemu CZAS. Daj Mu OKAZJĘ, by powoli zaczął otwierać Ciebie na swoje dary. Wystarczy tylko, byś tam był. Bo pozostając na zewnątrz, trudno się otworzyć. Z takiej pozycji najłatwiej tylko się krytykuje.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama