Tonacja dialogu

Rycerz Niepokalanej 6/2014

Szeptem do mnie mów, mów szeptem, ...szeptem się nie kłamie (S. Krajewski)

 

Bóg jest miłością jedności Trzech Osób w Boskiej przestrzeni. Rozmawia ze sobą i z nami przyjaźnie. Mówi spokojnie i do rzeczy... To z tej przyjaźni zrodził się w Sercu Bożym plan zbawczy i zaproszenie do Boskiej Rodziny. Bóg nie przestał do nas mówić. To my przestajemy z Nim rozmawiać. Przestajemy też porozumiewać się między sobą.

Dialog w małżeństwie nie może być kwestią okazjonalną. To pewna, stała postawa, otwartość na drugiego człowieka. Ważny jest nie tylko temat rozmowy, ważne są również: tembr głosu, donośność emisji, atmosfera wypowiedzi. Bywa, że właśnie one stanowią o jakości dialogu.

Krzyk – dwa monologi

Rozmawiać – nie znaczy krzyczeć do siebie ani na siebie. Znaczy – porozumiewać się, mieć argumenty. Pewien kaznodzieja miał zwyczaj czynienia uwag do swoich kazań, które zaznaczał w nawiasach. Przy pewnym zdaniu zaznaczył: „głośno krzyczeć to oznaka braku argumentów”.

Niekiedy małżeńskie wypowiedzi przypominają wystąpienia tamtego księdza. Z braku argumentów małżonkowie podnoszą na siebie głos, jakby chcieli zakrzyczeć prawdę, a jednocześnie obezwładnić interlokutora, przestraszyć go, sparaliżować, aby nie był w stanie przeciwstawić własnego poglądu. Tak więc krzyczy mąż na żonę, żona drze się na męża. Przekrzykują się nawzajem, dowodząc swych racji. Cóż z tego, skoro nikt nie słucha? To nie jest dialog. Kłótnia nie jest rozmową. To dwa monologi wypowiadane ze swadą.

Dialog to naprzemienne wyrażanie zdań: ja mówię, ty słuchasz; ty mówisz, ja słucham. Wtedy rozmawiamy. W przeciwnym razie mamy do czynienia z totalną kakofonią, z pomieszaniem języków, pojęć i sensu.

Zwykle to osoba dominująca w związku małżeńskim stara się narzucić własny punkt widzenia. Gdy przeciwstawia się jej druga strona, stara się najpierw przekonać ją „po dobroci”. Gdy ta metoda nie przynosi pożądanego skutku, „pan i władca” podnosi głos. Pragnie w ten sposób dowieść swojej racji i swojej wyższości. Często nadużywa argumentu, że głową rodziny jest mąż, czyli właśnie on. W rzeczywistości jest to demagogia, która ma ukryć przykry fakt, że brak mu właśnie argumentów. Dlatego krzyczy. Krzyk jest skuteczny: potrafi zabić prawdę. W krzyk ubiera się zwykle kłamstwo. Co innego prawda. Ta nie krzyczy. Jest spokojna i zrównoważona.

Cisza schronieniem

Szeptem się nie kłamie. Szeptem wyznaje się miłość, jak w piosence, albo jak w Biblii. Cicho i bez szurania butami przechadzał się Bóg w rajskim ogrodzie, „w porze, kiedy był powiew wiatru”; i na górze Horeb, gdzie Jahwe przyszedł do Eliasza nie w „gwałtownej wichurze, rozwalającej góry i druzgocącej skały”, ani „w trzęsieniu ziemi”, ni „w ogniu”, lecz – „szmer łagodnego powiewu” objawił Boga człowiekowi. W takiej „tonacji” przemawia Bóg do ludzi. Bóg na nikogo nie krzyczy. Człowiek, owszem.

Najczęściej jednak jedna ze stron zamyka się w sobie, przygnieciona krzykiem współmałżonka. W tym wypadku krzyk napotyka na ciszę, by nie rzec – na grobową ciszę... Taka cisza – ciche dni – to nic innego, jak z jednej strony czysta forma ostracyzmu, a z drugiej – sposób na przetrwanie. Cisza taka jest zarówno więzieniem, jak i schronieniem.

Oto cały paradoks ciszy. Cisza chroni i cisza zabija. Zabija osobowość, talenty, relacje. Zamyka drzwi na świat i serce – na człowieka. Cisza jest również elementem mobbingu. Przerażającym i wynaturzonym. Mobbing małżeński to rak na poziomie podstawowych komórek społecznych. Rak złośliwy, bo z przerzutami.

Zgodny ton

Skutki mobbingu małżeńskiego zbliżone są w efektach do przemocy fizycznej. Powoduje on trwałe zmiany w psychice małżonków. Utrata poczucia bezpieczeństwa, przeżywanie lęków, ciągły stres, smutek i samotność, poczucie niesprawiedliwości i bezsensu oraz świadomość braku miłości – to główne konsekwencje „rozkrzyczanego” związku. Do tego należy dodać zaburzenia snu, przygnębienie, nerwice, zachowania agresywne, a nawet myśli i próby samobójcze.

Pozbawiony miłości dorosły człowiek – mąż, żona – nie potrafi nawiązywać prawidłowych kontaktów emocjonalnych z innymi ludźmi. Nie będzie umiał okazywać uczuć swoim bliskim. By wydostać się z tej pętli, małżonkowie muszą otworzyć się ponownie na siebie; muszą wykazać ogromną cierpliwość i spróbować dać sobie to, czego nie doświadczali dotąd, czyli miłość.

Tonacja małżeńskiego dialogu nie może być zatem zbyt głośna. Żaden z małżonków nie może narzucać swego „tematu” jako wiodący motyw życiowej rapsodii. Ich związek jest bowiem rodzajem antycznej pieśni, zgodnie „utkanej muzyki” dwojga kochających się osób, prezentujących swój „utwór” na publicznym zgromadzeniu.

Miłość dwojga, jak i tonacja małżeńskiego dialogu, nie mogą wszak wzbudzać „poklasku” zebranych. Wielu z nas doświadczyło, jak bezinteresowna bywa ludzka zawiść i radość z niesprawiedliwości. Ciszej rozmawiajmy ze sobą. Ciszej wymieniajmy zdania,  wsłuchując się w racje współmałżonka.

Ktoś powiedział, że w rozmowie małżeńskiej nie ma miejsca na całe tony; małżonkowie rozmawiają półtonem. Razem stanowią jeden, zgodny ton. Takie rozmowy w tonacji piano nie zaniepokoją nocą sąsiadów, nie zbudzą też drzemiących w nas demonów. Wokół będzie zwyczajnie i cicho, jak w wierszu Haliny Poświatowskiej:

...znowu wieczór
wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie...

Post scriptum

Nie warto spierać się o jutro ani wspominać złych dni. Będzie tak, jak ma być. Normalnie. Jak w chrześcijańskim małżeństwie, które rozmawia ze sobą bez zbędnych emocji i bez złowieszczych wykrzykników.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| DIALOG

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama