Blisko dzieci świętych i pogubionych

Niedziela 50/2014

Bóg istnieje. Dlaczego pozwala na cierpienie niewinnych? Jest wszechmocny, ale dlaczego nie usunie zła? Nie, to nie są pytania ateistów. To „najbardziej nagląca niewiadoma” ludzkiego serca. Tajemnica, w którą zanurza się człowiek chcący świadomie mówić Bogu: „Ojcze”. Odwiecznym Synem Boga jest Jezus, posłany do ludzi, z nieba na ziemię. Syn Boży pokazał oblicze Boga Ojca.

 

Agnieszka Bugała: – Jak wyobraża sobie Ksiądz Profesor Boga Ojca?

Ks. prof. Mariusz Rosik: – Przychodzą mi na myśl słowa: „Panie, przenikasz i znasz mnie (...). Ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę” (Ps 139, 1. 5). A zaraz potem wyznanie św. Pawła Apostoła: „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Jest to więc nie tyle wyobrażenie, ile raczej świadomość Obecności – dyskretnej, trwałej i kochającej.

– A jaki portret Ojca z nieba daje nam Biblia?

– „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14, 8-9) – mówił Jezus. To On dał nam najpełniejsze objawienie tego, kim jest Ojciec. Dlatego Jan Paweł II wzywał do „kontemplacji oblicza Chrystusa”. Mówił, że kto chce poznać Boga, ma na to najlepszy sposób: wpatrywać się w Jezusa.

– Najważniejsza z cech Boga Ojca?

– „Theos agape estin” – „Bóg jest miłością” – powie św. Jan (1 J 4, 8), najmłodszy spośród uczniów Jezusa. Gdy stał pod krzyżem Jezusa, mógł mieć około dwudziestu lat. Gdy umierał, może nawet dziewięćdziesiąt. Siedemdziesiąt lat refleksji nad tym, co zobaczył w Jezusie, doprowadziło go do najgłębszej i najprostszej zarazem prawdy chrześcijaństwa: Bóg jest miłością. A miłość to nie tylko cecha Boga. To nie tylko atrybut.

To Jego istota. Paradoksalnie można powiedzieć: gdyby Bóg nie był miłością, nie byłby Bogiem.

– A jednak w Piśmie Świętym sporo jest słów o gniewie Boga, o rozczarowaniu, zasmuceniu. Czy można w ogóle mówić o emocjach Boga, a w konsekwencji – o Jego emocjonalnych reakcjach?

– Akwinata nazywał Boga „nieruchomym Poruszycielem”. W Biblii jednak Bóg się porusza i wzrusza, i to jak! Z Jeremiaszem płacze nad naszą pychą, radośnie otwiera ramiona, by przygarnąć marnotrawnego syna, wyprowadza Izraela, swą oblubienicę, na pustynię, by tam mówić do jej serca.

– W jednej z Prawd wiary wyznajemy, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Co należy rozumieć przez tę karę?

– Mam przed oczyma obraz Cranacha. Ewa i Adam odkrywają, że są nadzy. Bibliści dowodzą, że nagość w opowiadaniu o upadku pierwszych rodziców niewiele ma wspólnego z płciowością. Człowiek nagi to człowiek bezbronny. Bezbronny wobec cierpienia, śmierci i grzechu. Wszelkie formy cierpienia, skłonność do grzechu i śmierć – przynajmniej ta duchowa, rozumiana jako oddzielenie od Boga – to naturalne, zapowiedziane przez Boga konsekwencje tego pierwszego załamania się przymierza z Bogiem, przymierza w raju. Karą Bożą są skutki grzechu pierwszych rodziców. Nie należy wyobrażać sobie, jakoby Bóg własną decyzją zsyłał na nas cierpienia, choroby, wypadki. Zło jest na świecie, bo człowiek w jakiś tajemniczy sposób u zarania ludzkości zaprosił je do tego świata. I wciąż to człowiek ponosi konsekwencje tego zaproszenia. Konsekwencjom ten sam człowiek przykleił etykietę: „kara Boża”.

– Księże Profesorze, w czasach bezstresowego wychowania dzieci zabrzmi to jak archaizm, ale we właściwym systemie wychowawczym, gdy dzieci okazują nieposłuszeństwo rodzicom, spotyka je kara. W jaki sposób w takim razie napomina nas Bóg Ojciec? Jakie metody wychowawcze stosuje wobec człowieka Bóg Ojciec, który jest miłością?

– Analogia pomiędzy ziemskimi ojcami a Bogiem może być dopuszczona tylko do pewnego momentu. Bóg napomina nas przez swoje słowo, nie zsyła cierpień. One same przychodzą na nas jako konsekwencja naszego grzechu, a niekiedy jako konsekwencja grzechu pierwszych rodziców. Złe rzeczy zdarzają się wszystkim. Jednym – z powodu ich własnej winy, innym – niezasłużenie. A to dlatego, że świat leży w mocy Złego, jak uczył Jezus.

– Zatrważające pytanie, ale potrzeba właściwego rozumienia tej kwestii, więc się ośmielę... Ojciec wydaje własnego Syna na stuprocentową, okrutną śmierć. Jak rozumieć to ojcostwo?

– Zmieniłbym optykę tego pytania, ze względu na to, iż Jezus mówi: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30). Bóg istnieje w trzech Osobach, ale w jednej naturze. Jedna z Boskich Osób staje się człowiekiem, by umrzeć z miłości do nas. Bóg, wydając z szaleńczej miłości do nas na śmierć swego Syna, czyni to, bo to jedyna słuszna droga zbawienia. Bóg zabronił Abrahamowi zabicia Izaaka. Sam jednak „własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał”.

– Dlaczego?

– To szalone, wręcz gorszące postępowanie Boga tłumaczy tylko jedno: miłość do każdego z nas. Jego miłość do Jezusa była największa. I jednocześnie Jego miłość do Jezusa nie była większa niż Jego miłość do każdego z nas. Bo Jego miłość wobec nas jest tak samo wielka, jak Jego miłość do Jezusa. Jest absolutna, bo On sam jest Absolutem. To jest tajemnica Bożego Serca, którą możemy tylko kontemplować, nie zrozumieć.

– Próbujemy nieudolnie odpowiadać na tę miłość, ale zdarza nam się mieć żal do Boga. Jakbyśmy nie ufali Mu całkowicie, jakbyśmy obawiali się czegoś złego z Jego strony. Skąd bierze się ta nieufność?

– O. Jacek Salij OP mówił kiedyś, że gdy oskarżamy Boga o zło w naszym życiu, oskarżamy nie Boga, ale nasze fałszywe o Nim wyobrażenie. I to prawda. Gdy nosimy w sobie wypaczony obraz Boga, łatwo o brak ufności.

– Gdy przychodzi cierpienie, choroba, mówimy: Bóg nas hartuje, dopuszcza zło, by nas wypróbować. Czy rzeczywiście Bóg, który jest samą miłością, testuje własne dziecko w jego wierności?

– Trochę boję się słowa „dopuszcza”, choć pewnie nie ma lepszego. Sugeruje ono, że Bóg bezczynnie patrzy na swoje dzieci, gdy dzieje im się zło.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| BÓG OJCIEC

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama