Rozmyte granice polskości

Gdy z jednej strony padają takie słowa jak tożsamość narodowa, poszanowanie tradycji, z drugiej mało kto odważy się sięgać do patriotycznego słownika, choć pod tymi samymi szyldami może kryć się system wartości różny od – w wielkim uproszczeniu – systemu wartości polskiej prawicy. Przegląd Powszechny, 2/2008



Jackowi Głażewskiemu



Ilekroć słucha się deklaracji partii politycznych odwołujących się do zestawu wartości narodowych, można odnieść wrażenie, że ugrupowania konkurencyjne doznają pewnego polemicznego odrętwienia. Gdy bowiem z jednej strony padają takie słowa jak „tożsamość narodowa”, „poszanowanie tradycji” – z drugiej mało kto odważy się sięgać do patriotycznego słownika, choć pod tymi samymi szyldami może kryć się system wartości różny od – powiedzmy w wielkim uproszczeniu – systemu wartości polskiej prawicy.
Wymienione hasła, obok których łatwo dopisać kilkanaście czy kilkadziesiąt pokrewnych, już dawno stały się dyskursywną własnością jednego kręgu politycznego. Jednak generalizujące pojęcie „polskość” wcale nie musi być oczywiste, może nawet nie powinno, skoro oznacza wyselekcjonowanie tylko tych elementów polskiej tradycji, które łatwo układają się w spójną całość. Wprawdzie nie sposób do końca uciec od pewnej schematyczności w pojmowaniu dziejów własnego narodu, ale kwestia się komplikuje, jeśli dochodzi do tego przekonanie, że to, co najlepsze, tkwiło w narodzie od zawsze albo jest jego wyłącznym tworem.



Z podręcznikiem do łaciny


Tymczasem Polacy wiele – może więcej od innych nacji – zawdzięczają wpływom innych kultur. Nie świadczy to ani o podrzędności, ani o wrodzonej inercji cywilizacyjnej. Przeciwnie, umiejętne wprowadzanie obcych idei do własnego krwiobiegu duchowego może dowodzić otwartości i dążenia do rozwoju. Takie zewnętrzne inspiracje częstokroć wychodziły polskiej kulturze na dobre. Wspomnieć wypada choćby poetów polsko-łacińskich, jak Klemens Janicki, chłopski syn z Januszkowa pod Źninem, urodzony w 1516 r., a w 1540 r. nagrodzony w Padwie tytułem poeta laureatus; wymieńmy Jana Kochanowskiego albo pomijanego w szkołach średnich Mikołaja Kazimierza Sarbiewskiego, którego sprawność w posługiwaniu się językiem Rzymian zawiodła na szczyt światowej sławy poetyckiej. Dalej – tylko trzy lata młodszy od Sarbiewskiego – Szymon Szymonowic, przez wielu (m.in. samego Adama Mickiewicza) uważany za sielankopisarza europejskiej miary, doskonale przed-stawiającego polską ludowość, miał ormiańskie korzenie. Poeta ten nie stronił od nadawania swoim polskim postaciom greckich imion. A nie jest to przecież zamknięty rozdział w historii naszej literatury, bowiem późniejsi poeci – po XX w. – również sięgali po motywy klasyczne – i chociaż nie była to już tak jednoznaczna identyfikacja ze starożytnym wzorem, wielu spośród najwybitniejszych rodzimych wierszopisarzy odwoływało się – na różne sposoby – do tradycji śródziemnomorskiej.

A to nie jest jedyne źródło zewnętrznych inspiracji. Za jego swoiste przeciwstawienie można uznać dziewiętnastowieczne fascynacje Wschodem. Chociaż nie mamy wątpliwości, że w czasach Mickiewicza być Litwinem znaczyło być Polakiem, to jednak tamtejsza odmienność w ludowej religijności, w języku chłopów, nawet w krajobrazie – zarysowywała się wyraźnie. Wieszcz, skupiający w swojej biografii i twórczości cechy litewskiej i polskiej wyobrażeniowości, może być kolejnym dowodem płodności symbiozy kulturowej.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama