Odpowiedzialność za publiczną debatę

W polskim Kościele nie dostrzega się często różnicy między porządkiem aksjologicznym i prawnym. To najpewniej główne źródło jego kłopotów z demokracją, które wystawia hierarchię Kościoła na krytykę. Niektóre środowiska twierdzą, że Kościół nie potrafi uznać rozróżnienia między aksjologią i prawem stanowionym. Przegląd Powszechny, 4/2008



Kościół katolicki w Polsce ma kłopot z demokracją. Polska demokracja ma kłopot z Kościołem katolickim. Po 1989 r. Kościół nie zdołał określić swojego miejsca i roli w nowym demokratycznym porządku. Tylko częściowo winić za to można mentalność ludzi Kościoła. To prawda, że wielu z nich myślało, iż III RP powinna oznaczać prosty powrót do sytuacji sprzed II wojny światowej [1]. Zapominano, że świat i Kościół bardzo się zmieniły od 1939 r. Nieco inaczej wygląda dziś katolicka nauka społeczna, nieco inaczej też myśli się o kształcie demokratycznego państwa z jego procedurami i celami. Ponadto liczni polscy katolicy (nie tylko zresztą katolicy) nie chcieli i wciąż nie chcą pamiętać, jak bardzo ich myślenie o miejscu Kościoła w państwie wyznaczają mentalne nawyki wyniesione z komunizmu.

W PRL-u Kościół był największym znakiem sprzeciwu wobec totalitarnego systemu. Wielu doszło wtedy do wniosku, że świat wartości głoszony przez Kościół jest jedyną alternatywą dla państwa, które tak ostro występowało przeciw ludzkiej godności. Myślącym w ten sposób mogło się wydawać, że po zmianie ustroju najsłuszniejszą receptą na dobry porządek polityczny jest pełne włączenie katolickiej aksjologii w domenę zajmowaną przez demokratyczne państwo – w jego regulacje, w stanowienie prawa, w jego cele.

Według takiego ujęcia, nawet polityczna władza powinna być katolickością przesycona. Wielu ludziom Kościoła nie mieściło się w głowie, że państwo demokratyczne nie może uznawać żadnych partykularnych aksjologii za własne, bo z definicji stoi ono na straży pluralizmu społecznego i aksjologicznego. Ma bronić kompromisu, jaki wynika ze ścierania się w publicznej debacie różnych optyk politycznych i moralnych oraz różnych wartości. Obrona takiego kompromisu jest sensem demokracji i stanowi podstawę do stanowionego w niej prawa. Jeżeli godzimy się na ustrój demokratyczny, godzimy się i na ów kompromis.

Jednak w polskim Kościele nie dostrzega się często różnicy między porządkiem aksjologicznym i prawnym. To najpewniej główne źródło jego kłopotów z demokracją, które wystawia hierarchię Kościoła na krytykę ze strony licznych środowisk. Są wśród nich i takie, które twierdzą, że Kościół – z natury swojej – nie potrafi uznać rozróżnienia między aksjologią i prawem stanowionym. Dlatego, ich zdaniem, głos Kościoła nie powinien mieć żadnego wpływu na debatę publiczną, która przekłada się na kompromis formułowany w prawodawstwie demokratycznego państwa. Można w takiej opinii widzieć tylko sekularystyczny, antyklerykalny ekstremizm, który swoją ideologię podbudowuje bezzasadnym oskarżaniem Kościoła o chęć wprowadzania teokracji. Warto się jednak zastanowić, w jaki sposób Kościół może skutecznie odpowiadać na tak formułowane przeciw niemu zarzuty.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama