Polski katolicyzm – jak kamień wypalany od środka

Demonstrujemy przynależność i poparcie dla Kościoła. Robią to wszystkie partie polityczne, z lewicą włącznie. Dzieje się tak dlatego, że katolicyzm pełni w Polsce nie tylko rolę religii, lecz jest przede wszystkim sposobem określania tożsamości – i to przez negację. Przegląd Powszechny, 2/2010



– Na tle innych krajów Europy jesteśmy narodem bardzo religijnym. Krzyże wciąż wiszą na ścianach instytucji publicznych, ponad 96 % Polaków uważa się za katolików. Czy możemy być wzorem religijności w epoce sekularyzacji?

– Wydaje mi się – a potwierdzają to niektóre badania socjologiczne – że przywiązanie Polaków do religii jest w ogromnej mierze deklaratywne. Mamy słabość do frazeologii i ikonografii rzymskokatolickiej, demonstrujemy przynależność i poparcie dla Kościoła. Robią to wszystkie partie polityczne, z lewicą włącznie. Dzieje się tak dlatego, że katolicyzm pełni w Polsce nie tylko rolę religii, lecz jest przede wszystkim sposobem określania tożsamości – i to przez negację. Katolicyzm i krzyż oznacza, że jestem Polakiem, czyli: nie jestem Żydem, protestantem Niemcem, bezreligijnym Czechem czy prawosławnym Rosjaninem. Tu zaryzykuję twierdzenie mocno niepopularne: Polacy poza katolicyzmem nie mają żadnej innej tożsamości. Właściwie nie ma czegoś takiego jak polskość, która byłaby oderwana od katolicyzmu. Mają rację ci, którzy, jak prezydent Kaczyński, mówią: Polak to ten, kto stoi pod krzyżem, katolik. Tylko że, według mnie, to fatalnie. Nawet Jan Paweł II był spostrzegany w Polsce nie jako przywódca religijny ale przede wszystkim polityczny – jako król, „władca”. Jest dla wielu Polaków kimś, kto doprowadził do odzyskania niepodległości.

– Papież przyczynił się do obalenie systemu totalitarnego i zakończenia zimnej wojny. Był też przewodnikiem duchowym.

– To nie miało wiele wspólnego z religią. Polacy słabo znają nauczanie Jana Pawła II. Gdyby zrobić badania na temat znajomości prawd wiary katolickiej, aspektu poznawczego religijności, to większość ludzi nie udzieliłaby prawidłowej odpowiedzi na pytanie, co mówi dogmat o niepokalanym poczęciu i z jakiego powodu został ogłoszony.

– Takie badania były robione. Część katolików nie zna doktryny, nie wierzy w niebo i piekło. Ale są też inne wymiary religijności, np. emocjonalny (doświadczeniowy) czy rytualny (praktyk religijnych).

– To, że ludzie uczestniczą w praktykach, nie oznacza, że są w szczególny sposób do nich przywiązani czy odczytują je na głębszym poziomie. Wystarczy porównać wyniki badań religijności Polaków z tym, co oni sami mówią o sobie. Różnica jest tak wielka, że trzeba postawić pytanie, co jest jej powodem. Kiedyś napisałem tekst na zamówienie bp. Dembowskiego, cytując badania ks. Mariańskiego z KUL. Konfrontował on w nich deklaracje przynależności do Kościoła z obszarem wyborów w takich sprawach, jak polityka, zapobieganie ciąży, wychowanie dzieci, rozwód, przerywanie ciąży, forma zawarcia związku małżeńskiego, pozamałżeńskie współżycie seksualne, wiara i praktyki religijne, zdrada małżeńska, posty itd. Trzeba było wybrać jedną z możliwości: powinienem w tej kwestii decydować sam; być posłuszny Kościołowi; trudno powiedzieć. 70-80 % mówiło, że we wszystkich tych przypadkach wybiorą sami. Najwięcej osób wybrało posty jako uzasadniony obszar kompetencji Kościoła…

– Z którego roku są te badania?

– Z początku lat dziewięćdziesiątych XX w. Nie sądzę, by teraz sytuacja była inna. Z punktu widzenia jakości życia społecznego, taka rozbieżność jest zła, bo świadczy o hipokryzji. Duża część ludzi, być może większość, nie akceptuje nauczania Kościoła. Dlatego, moim zdaniem, Polacy nie mogą być wzorem – po trzykroć nie.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Stanisław Miłosz
    21.02.2010 19:39
    Wywiad sponsorowany? Gdyby publikowała go jakaś codzienna "gazeta", to odpowiedż byłaby oczywista, ale w poważnym tygodniku?
    Tyle tu nieuprawnionych uogólnień, nieścisłości i innych "środków wyrazu", że naturalnym jest pytanie: Przypadek to czy konieczność? Wg jednego z rozmówców były ksiądz, najwybitniejszy z polskich teologów, był paradzie gejów po prostu "fajny", co upewnia mnie, że jednak - konieczność,

    Przy okazji, polskim socjologom i psychologom to wydaje się, że są ekspertami od wszystkiego - teraźniejszości, przeszłości i przyszłości, teologii, polityki, ideologii i światopoglądów. Skąd im się to bierze? Media ich tak rozzuchwaliły? Braki w klasycznym wykształceniu czy co innego?
  • warrior
    04.03.2010 18:00
    Czy mnie się wydaje, czy mniej więcej 3/4 odpowiedzi nie ma nic wspólnego z poprzedzającym je pytaniem...?
  • marianna
    07.03.2010 13:58
    Zgadzam się z tym, co napisał Stanisław Miłosz. Nie mozna niestety - a może na szczęście- być ekspertem od wszystkiego. Krytykując słabą wiedzę religijną Polaków, ekspert, z którym prowadzony jest wywiad, sugeruje, że sam takowa wiedzę posiada. Tymczasem mówi (we fragmencie, w którym dwukrotnie wymienia obok siebie Buddę i Jezusa) : "Wszystko, co tu jest - cierpienie, śmierć, nasze doswiadczenia negatywne i pozytywne- są w tym swietle (tj. świetle religii - M.) iluzją, rodzajem snu." Do Buddy może to i pasuje, ale do Jezusa? W jaki sposób cierpienie Pana Jezusa na krzyżu mogłoby być zbawcze, gdyby było jedynie rodzajem iluzji?
    Zupełnie też nie rozumiem, co wspólnego z polskim katolicyzmem ma fakt, że mieszkańcy znanych ekspertowi bieszczadzkich wsi, zamiast budować solidne domy, montują na walących się chałupach antenę satelitarną? Gdyby mieli dosyć pieniędzy, większość zainwestowałaby pewnie w domy, nie mając takich możliwości, próbują sobie w swoich skromnych warunkach mieszkaniowych zapewnić trochę niekoniecznie głupiej rozrywki i wiadomości ze świata. Czy to powód do wybrzydzania?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama