Bunt „mięsa wyborczego"

Dlaczego ponad połowa Polaków nie zamierza wybierać? Tygodnik Powszechny, 14 października 2007




Dwa lata temu, po niezwykle emocjonalnej kampanii, w wyborach parlamentarnych oddało głos niewiele ponad 40 proc. uprawnionych. Czy w 2007 r. – w atmosferze chyba jeszcze gorętszej – uda się zmobilizować choćby połowę wyborców? Sondaże nie dają wielkich nadziei. Dlaczego rezygnujemy z wpływu na swoje sprawy?

Podobnie jak w innych dziedzinach debaty publicznej, w dyskusjach nad niegłosowaniem panuje atmosfera wzajemnych oskarżeń. Wyborcy obwiniają polityków: nie mają na kogo głosować, polityka ich odstręcza, nie widzą istotnych różnic między partiami, zwłaszcza że rzadko który polityk pozostaje wierny jednej partii, a i same partie się zmieniają. Eksperci obwiniają z kolei „niedojrzałą demokrację" – wyborców, którzy nie rozumieją wagi procedur demokratycznych i przedkładają wyjazd na działkę nad akt głosowania albo nie idą głosować po prostu z lenistwa.

Nie są to jednak prawdziwe przyczyny uchylania się od wyborów, a cała sprawa wymaga rzetelnej dyskusji, nie zaś szukania winnego.


Wybory jako cyrk


Nie jest prawdą, że koszt głosowania to jedynie rezygnacja z niedzielnego wyjazdu czy fizyczny wysiłek znalezienia się przy urnie wyborczej.

Po pierwsze, głosowanie odpowiedzialne – połączone z wystarczająco silnym przekonaniem o słuszności dokonanego wyboru – oznacza konieczność pozyskania i analizy informacji. Trzeba informację znaleźć, zapoznać się z nią, rozważyć argumenty, wyrobić sobie opinię – a to pochłania czas i energię, wymaga także wyjątkowej kompetencji, biorąc pod uwagę ogólnikowość deklaracji partyjnych, obfitość frazesów i skłonność do składania nierealnych obietnic. Głosowanie wiąże się też z kosztami psychologicznymi – jak każdy akt wyboru, pociąga za sobą odpowiedzialność, choćby wewnętrzną. Jeśli o wiarygodną i rzetelną informację trudno, wzrasta niepewność i koszt podjęcia decyzji.

Wizja wyborcy jako osoby odpowiedzialnej i racjonalnej, która nie lubi wybierać w ciemno i na wiarę, jaskrawo odstaje od dominującego w mediach czy wśród ekspertów przekonania. Zgodnie z nim wyborca jest leniwy, „ciemny" i nie lubi myśleć, więc należy go emocjonalnie podburzyć, przestraszyć, dostarczyć silnych bodźców. I tak właśnie konstruowane są kampanie wyborcze – jako kolorowy cyrk, teatr gladiatorów, walki rytualne.

Czy nikogo nie zastanawia, że im bardziej profesjonalizuje się „marketing polityczny", tym mniej ludzi idzie na wybory? Może jest tak, że im bardziej traktujemy wyborców jak „mięso wyborcze", tym większa ich część rezygnuje z udziału w tej grze? Przecież w życiu codziennym – nawet w trudnej sferze decyzji ekonomicznych – ludzie zachowują się racjonalnie i odpowiedzialnie; kształcą siebie i swoje dzieci; nauczyli się korzystać z nowoczesnych technologii i instrumentów ekonomicznych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama