Wierność za wierność

Kapłanem jest ten, kto pomaga bliźnim podtrzymywać wiarę w sens wszystkiego, co jest – zwłaszcza wiarę w sens niepojętego i gorszącego faktu, jakim jest istnienie zła. Tygodnik Powszechny, 2 sierpnia 2009


Kapłan – mam z tym słowem coraz poważniejszy kłopot, wcale niewydumany. Wystarczy porównać polskie tłumaczenia dokumentów ostatniego soboru. W tłumaczeniu z 1967 r. mamy „Dekret o posłudze i życiu kapłanów”, zaś w 2002 r. „Dekret o posłudze i życiu prezbiterów”. Przecież kapłan i prezbiter to nie to samo...

Kapłanem jest każdy ochrzczony, a urzędowi kapłani to diakoni, prezbiterzy i biskupi. I co najważniejsze – tak twierdzi wielu egzegetów – tytuł kapłana w dosłownym znaczeniu odnosi się w chrześcijaństwie jedynie do Jezusa Chrystusa.

To stare prawdy, ale warte nieustannego przypominania, gdyż pokusa „kapłanienia”, zawłaszczania i dysponowania Bogiem nigdy nie ustaje, przeciwnie – wzmaga się, zwłaszcza wtedy, gdy forma sprawowania urzędu kapłańskiego znajduje się w kryzysie. Jak obecnie.

Bez warunków

Wybrane przez Benedykta XVI hasło Roku Kapłańskiego „Wierność Chrystusa, wierność kapłana” zwraca na to uwagę. Wierność Chrystusa jest przecież istotą Jego kapłaństwa, a więc posługiwania ludziom, Jego siostrom i braciom. Z historii Izraela i Kościoła wynika, że jeśli czegoś człowiek może być pewien, to właśnie tej wierności. Mimo ogromnego wysiłku nie zdołaliśmy Boga od siebie odsunąć ani do siebie zniechęcić. Zabiliśmy Boga, zabijając niewinnego człowieka, ale unicestwienie Go nie leżało w naszej mocy.

Cóż innego jest istotą zmartwychwstania Chrystusa jak nie to, że On, jako najwyższy i jedyny kapłan, w swojej wszechmocnej miłości pozwolił nam – i nadal pozwala – na to, byśmy Go obrali ze wszystkiego, łącznie z życiem. Wiedząc i nie wiedząc o tym, wyrywamy się Bogu z rąk, ale On, nie mogąc bez nas istnieć, jak to ujmuje w XVII w. Anioł Ślązak, a w XX w. Faustyna Kowalska, robi wszystko, by wbrew nam być z nami.

Zatem naszym chrześcijańskim, kapłańskim obowiązkiem nie jest wytwarzanie Boga, produkowanie na każdej Mszy Panów Jezusów, ale nieustanne przypominanie, że Bóg w swojej miłości do nas jest nam bezwarunkowo wierny. Co oczywiście wcale życia nie ułatwia. Przeciwnie: dotrzymywanie kroku Jezusowi może spowodować, że Jezus zaprowadzi nas tam, gdzie można stracić zarówno pieniądze, zdrowie, jak również życie.

Nie chodzi tu od razu o męczeństwo, ale np. o to, by zamiast nękać Boga modłami o uzdrowienie, pójść do lekarza. By rozpaczającemu nad trumną matki dziecku nie gadać o niebku, do którego dobra Bozia mamusię zabrała, ale je po prostu przytulić. By zamiast na rozmaite sposoby wabić Ducha Świętego, by nas oświecił, zacząć czytać Biblię. By wziąć się za fachową literaturę, by nie opowiadać bujd z sejmowej trybuny...

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama