Adaś

Urodził się jako nasz czwarty syn, był dzieckiem upragnionym i oczekiwanym. Nic wcześniej nie zapowiadało, że może urodzić się tak ciężko chory. Gdy przychodził na świat, w latach 50., w Polsce nie zajmowano się powszechnie konfliktem serologicznym, a taki właśnie wystąpił w naszym przypadku. List, 9/2009



Tuż po urodzeniu Adaś wraz z becikiem, w który był owinięty, ważył 1700 gramów. Gdy mi go podano, rozwinęłam becik i zobaczyłam sine, chudziuteńkie ciałko - skóra, a pod nią kości, żadnych mięśni. Okazało się, że jest głęboko upośledzony; stwierdzono zanik mózgu, móżdżku, mięśni, a także nieskoordynowany odruch oddechu i ssania. Stan był bardzo ciężki, lekarze radzili, żebyśmy zostawili syna w szpitalu, bo będzie dzieckiem leżącym i patrzącym w sufit. Nie zgodziliśmy się, zabraliśmy Adama do domu

Urodził się jako nasz czwarty syn, był dzieckiem upragnionym i oczekiwanym. Nic wcześniej nie zapowiadało, że może urodzić się tak ciężko chory. Gdy przychodził na świat, w latach 50., w Polsce nie zajmowano się powszechnie konfliktem serologicznym, a taki właśnie wystąpił w naszym przypadku. Trzej starsi synowie urodzili się zdrowi.

Najpierw na świat przyszły bliźnięta, dwóch synów. Jak na ciążę bliźniaczą ich waga była stosunkowo duża: jeden ważył 1800 g, a drugi 1600 g. Otrzymali też wysokie oceny w skali Apgar. Niestety, po dziesięciu dniach obydwaj zmarli - z winy szpitala. Młoda pielęgniarka, praktykantka, wyjęła moje dzieci z inkubatora i wykąpała je pod kranem, tak jak wszystkie inne noworodki. Umarli na zapalenie płuc. Później przyszedł na świat Wojciech, zdrowy - fizycznie i umysłowo. Obecnie jest nauczycielem akademickim. Dwa lata po nim urodził się Adaś.

rowerek

Gdy przywieźliśmy syna do domu, rozpoczęło się długotrwałe leczenie i rehabilitacja. Szukaliśmy pomocy u profesorów i u znachorów. Jeden z tych ostatnich pomógł nam pobudzić mięśnie Adama. Zwróciliśmy się do niego, bo miał wspaniałe wyniki w leczeniu bezwładów i niedorozwoju mięśni. Zgodnie z jego zaleceniami codziennie masowaliśmy syna, co było nieraz dla niego bardzo bolesne.

Kąpaliśmy go w ziołach - głowę w innych, tułów w innych, a kończyny jeszcze w innych. Kiedy Adaś podrósł, znachor nauczył mnie także, jak wywoływać u niego odruch chodzenia. Stawiałam go na swoje stopy i chodziłam po całym mieszkaniu do tyłu. To była ciężka i żmudna praca, ale pojawiły się też efekty: mięśnie powolutku zaczęły się odradzać, a skóra zaczęła nabierać właściwego koloru.

Gdy Adam miał pięć lat, nauczył się chodzić, ale tak naprawdę zadecydował o tym przypadek. Byliśmy na wsi, na wakacjach. Starszy syn, Wojciech, zachorował na żołądek - pojawiła się wysoka temperatura, wymioty i biegunka. Lekarz, którego sprowadziliśmy, zdiagnozował Heine-Medina, a następnie poszedł zadzwonić po specjalny samochód, który zabierał do szpitala dzieci cierpiące na tę chorobę.

W tym samym czasie Wojtuś poprosił mnie o białko jajka. Spełniłam jego prośbę. To białko spowodowało, że żołądek zaczął normalnie funkcjonować, spadła gorączka, znikły torsje i biegunka. Kiedy auto przyjechało, Wojciech był już na podwórku z innymi dziećmi. Bardzo się zdenerwowałam na tego lekarza, bo przez jego decyzję mogli mi okaleczyć mojego jedynego zdrowego syna. Nie wiadomo przecież, co by się stało, gdyby zetknął się z dziećmi naprawdę chorymi na Heine-Medina.

Z radości, że syn wyzdrowiał, kupiliśmy mu wymarzony rowerek. Wojtuś jeździł na nim specjalnie obok leżącego na łóżku Adasia, aby go jakoś rozweselić. On zaś patrzył na kręcące się kółka. Gdy po miesiącu wróciliśmy do domu, wniosłam Adama do mieszkania, położyłam na łóżeczku i zeszłam do taksówki po bagaże. Kiedy wróciłam, Adam stał koło rowerka.

Rozgniewałam się na Wojtka: „Jak mogłeś postawić Adama przy rowerze? Przecież mógł się przewrócić i zabić!". Adaś ma niezrośniętą potylicę i każdy upadek grozi śmiercią. Prędko odciągnęłam Adama i położyłam go z powrotem do łóżeczka. Zajęłam się rozpakowywaniem walizek i starszym synem. Po chwili patrzę, a Adam przewraca się na brzuszek, opuszcza nogi i jak lunatyk z rozstawionymi rękami i nogami idzie w stronę rowerka. Nie stał daleko od niego -jakieś 2 lub 3 metry - ale pokonanie takiego dystansu przez człowieka, który nigdy nie chodził, uważam za cud.





«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...