Kto pierwszy spadnie?

Jeśli prowadzi się bardzo silną negatywną kampanię, to oczywiście te negatywne nastroje przenoszą się na grupy społeczne. Ale z drugiej strony politycy też wyczuwają nastroje – na tym właśnie polega geniusz dobrego, skutecznego polityka. Idziemy, 7 października 2007




Dwa lata temu wydawało się, że kampania wyborcza nie może już być bardziej negatywna. Tymczasem okazuje się, że teraz jest jeszcze gorzej. Politycy z przeciwnych obozów zatracili zdolność dyskusji, obrzucają się tylko agresywnym językowym błotem. Co się stało?

Kampania negatywna nie jest niczym szczególnym, również w starszych demokracjach, które są dla nas punktem odniesienia. W przypadku naszej kampanii problem polega na tym, że wyłącznie gra się na emocjach. Partie mało mówią o tym, co będzie się działo z Polską; z gospodarką; z państwem; jaki będzie nasz stosunek do sąsiadów; co będzie ze społeczeństwem obywatelskim, kiedy zmieni się władza.

Czy takie pozytywne programy w ogóle istnieją? Czy obowiązuje stara zasada „jak wygramy, to się zobaczy”?

Programy naprawdę istnieją. Można je znaleźć chociażby na stronach internetowych partii. Oczywiście, jest pewna asymetryczność między partią, która sprawuje rządy a opozycją, bo ta pierwsza ma lepsze informacje o stanie państwa. Opozycja z reguły rewiduje swój program po dojściu do władzy.

Ale partie powinny być zainteresowane, żeby przedstawić także swój pozytywny program, a nie liczyć na dociekliwych wyborców z dostępem do Internetu.

Jasne, że powinny być zainteresowane, tylko że partyjni stratedzy wiedzą, że mówienie o skomplikowanych sprawach będzie tylko zniechęcać potencjalnych wyborców. Stopy podatkowe, reforma finansów publicznych czy niezbędne cięcia budżetowe – to wszystko może odstręczać, a to jest ostatnia rzecz, której by sobie życzyli. Teoretycy demokracji już dawno zauważyli, że im częściej odbywają się wybory, tym silniejsza jest presja inflacyjna, bo politycy mają tendencję do składania nierealnych obietnic, nazywanych kiełbasą wyborczą. I teraz też mamy kilka takich spektakularnych obietnic.

Czy to oznacza, że partie generalnie nie wywiązują się z obietnic przedwyborczych?

Po wyborach kurz bitewny opada i zaczyna się codzienne zmaganie z oporem materii. Obietnice wyborcze ulegają rewizji. Jeśli wygrała dotychczasowa partia rządząca, to po wyborach ma najłatwiejszą sytuację: bo doskonale wie, które obietnice mają pokrycie w rzeczywistości, a które nie. Natomiast partie opozycyjne przechodzą bolesny proces konfrontacji swoich obietnic z zastaną sytuacją państwa. Jeśli miałbym dać jakąś radę wyborcom, powiedziałbym tak: ci, którzy wiążą swój głos z obietnicami wyborczymi, powinni zwrócić uwagę, czy w programie danej partii wyborcza obietnica obwarowana jest zapisem, jak i kiedy zostanie zrealizowana. Jeśli takich danych nie ma, to nie należy do takich obietnic przywiązywać wagi. Pamiętajmy też, że część zobowiązań składana jest nawet w dobrej wierze, ale ich realizacja pomyślana jest za 10–15 lat, kiedy już danej partii może nie być na scenie politycznej.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...