Baśń o Jasiu heroldzie

Dawno, dawno temu, za siedmioma morzami, była sobie kraina, którą rządził zły król. Zły król miał złych dworzan; źli dworzanie mieli złych urzędników. Źli urzędnicy mieli złych pomocników. Więź, 2-3/2010



Dawno, dawno temu, za siedmioma morzami, była sobie kraina, którą rządził zły król. Zły król miał złych dworzan; źli dworzanie mieli złych urzędników. Źli urzędnicy mieli złych pomocników. Zło jednak, im dalej od złego króla, mieszało się coraz wyraźniej z dobrem i na samym końcu tego łańcucha żyli sobie po górach i lasach dobrzy ludzie, którzy na pytanie, kto ich gnębi, mówili krótko: „oni”. Kogo jednak ów zaimek obejmował, a kogo już całkiem nie – nie było dokładnie wiadomo. Z całą pewnością „onymi” był zły król z najbliższym otoczeniem. Ponadto za nadgraniczną rzeką, w gęstych chaszczach, siedział zły smok z kilkunastoma głowami i znacząco ział ogniem. Zły smok był spowinowacony ze złym królem, choć nikt już nie pamiętał, jak.

Minęło wiele lat. Dobrzy ludzie przegonili w końcu władcę, a że byli dobrzy, nie rzucili go myszom na pożarcie ani nie przywiązali do szczytu piorunochronu w czasie burzy, dali sobie również spokój z ćwiartowaniem i innymi pomysłami na zabawne spędzenie sobotniego wieczoru, tylko po prostu przegonili ze stolicy i pozwolili mu, by wraz z eks-dworzanami założył sieć sklepów pod nazwą „Lemiesze i Inne Utensylia”. Smokowi za rzeką poodpadały głowy i każda miała teraz na końcu małe ciałko, ale że smok, a właściwie gromada smoczków dalej siedziała w chaszczach, nie było do końca jasne, która głowa, stercząca spomiędzy gałęzi, ciągle jeszcze należy do najtłustszego cielska, a która już zupełnie nie. W każdym razie zamiast ognia z głównej paszczy dobywał się dym, przypominający kopcia puszczonego przez niegrzecznych chłopców. Jedni twierdzili, że wygląda to żałośnie, inni zasię – że jeśli jest dym, to i ogień się w końcu pojawi.

W takich to czasach bohater tej opowieści, Jaś, został heroldem. Na zamku w stolicy bywał rzadko i wiedział o nim to, co wszyscy: że złego króla już tam nie ma, na sali tronowej obraduje zaś nieprzerwanie Rada Regencyjna, złożona z kilkunastu najzacniejszych obywateli. Czasem było ich więcej, czasem mniej. Jedni odchodzili, inni wchodzili na ich miejsce. W pewnej chwili Jaś zorientował się, że z grupy dzielnych mężów, którzy osobiście zdarli królowi koronę, nie ma już ani jednego; co gorsza, że epitet „najzacniejsi”, którym nazwał bohaterów wdzięczny lud, przeszedł płynnie na ich następców, choć tych określał niezbyt trafnie.

Jasia to w gruncie rzeczy mało obchodziło. Należał do cechu heroldów, którzy w nowych czasach nie tylko ogłaszali, raz na jakiś czas, decyzje Rady Najzacniejszych, ale też opowiadali mieszkańcom jednych stron o życiu mieszkańców stron innych. Jaś w tym właśnie zajęciu się specjalizował: wędrował po całym kraju, przyglądał się żyjącym po lasach, żeby mieć o czym mówić tym, którzy siedzieli w górach, a napatrzywszy się życia tych w górach, szedł snuć o nich historie tym w lasach. Początkowo podróżował po kraju konno; wkrótce okazało się, że w ramach oszczędności musi oddać swego wierzchowca i poruszać się pieszo.

Więc chodził ze swoją złotą trąbką i tylko czasem ktoś narzekał, że wiadomości ma mocno przeterminowane. Jaś nie zrażał się, nawet gdy podczas kolejnej, jak to nazwano, racjonalizacji wydatków, zabrano mu złotą trąbkę i zastąpiono miedzianą, a potem i tę, radząc, żeby wołał na początek występu „trutu-tutu”, bo przecież skutek będzie ten sam. Piękny mundur Jasia cokolwiek złachmaniał, ale ponieważ w wielu zakątkach kraju Jaś spotykał ludzi znacznie uboższych od siebie, myślał sobie, że tak może i lepiej, bo będzie dla nich bardziej wiarygodny. Inna rzecz, że równie często trafiał na ludzi znacznie bogatszych, a ci traktowali go z widocznym lekceważeniem. Co zaś osobliwe, wszyscy pospołu coraz częściej zarzucali mu kłamstwa.

Jaś był tak pochłonięty swoją pracą, którą szczerze lubił, że początkowo w ogóle nie potrafił zrozumieć, co się dzieje. W końcu udał się do stolicy i dowiedział się rzeczy, które nie mieściły mu się w głowie. Otóż cech heroldów został podporządkowany cechowi kuglarzy i cyrkowców, ten zaś zjednoczył się z cechem katów i rolników. Podstawą zjednoczenia był fakt, że wszyscy używali do swej pracy rozmaitych metalowych narzędzi, a to: toporów, lemieszy (sieć sklepów „Lemiesze i inne Utensylia” miała tu swojego wpływowego przedstawiciela), noży do połykania na arenie, a wreszcie trąbek (Jaś na próżno podkreślał, że trąbkę mu dawno zabrano).




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama