Młodość bez jutra

Wzrastanie 9/2011

Ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, jak bł. Jan Paweł II napominał młodzież austriacką, aby nie słuchała tych, którzy codziennie zatruwają jej umysły ideą, jakoby młodzież nie miała dziś przyszłości.

 

Ludzie młodzi rzekomo są dziś tylko „kroplą w morzu, numerem statystycznym, nieważnym elementem światowego komputera”. To wszystko nieprawda, mówił Papież. Każda ludzka istota jest kimś ważnym i jeśli nawet życie wiedzie dziś młodych pod górę – to ci, którzy odważą się podjąć wędrówkę, odnajdą na szczycie przyszłość, wartą, żeby dla niej żyć, by o nią walczyć.

Filozofia klęski

Ta filozofia klęski, która zniechęca młodych do walki twierdząc, że i tak są na straconych pozycjach, wydaje mi się jednym z największych oszustw, najbardziej niebezpiecznych trucizn naszych czasów. I nie rozumiem, dlaczego wychwala się pasywność zamiast nawoływać do odpowiedzialności, zwłaszcza że doświadczenie uczy nas na codziennych przykładach, że młody człowiek, który ma odwagę, zawsze w końcu tryumfuje, choć może nie od razu.

Najgorsze jest to, że takie teorie są świetną wymówką dla tchórzy i przeciętniaków. Wymyśliliśmy sobie niemożliwy świat, żeby usprawiedliwiać nasze porażki.

Mingote, który ma cudowny dar przedstawiania kompletnej wizji świata w czterech pociągnięciach piórem, tak o tym mówił: „Jeśli ubogi chłopiec wchodzi na drogę przestępstwa i narkotyków, winne jest społeczeństwo. Jeśli ubogi chłopiec ciężko pracuje i zostaje dyrektorem banku albo profesorem biologii molekularnej, jest to tylko jego zasługa. Trzeba jeszcze wyjaśnić, kto jest odpowiedzialny za to, że większość z nas jest taka przeciętna”.

Istotnie, na pierwszym miejscu jest dziś „społeczeństwo” jako wielkie usprawiedliwienie. Kiedy adwokat chce obronić przestępcę, winę zawsze ponosi społeczeństwo, które jego klienta popchnęło do przestępstwa. Możliwe, że jest w tym trochę prawdy. Ale zbywa się milczeniem fakt, że w tym samym środowisku i w takich samych okolicznościach stu innych chłopców nie zeszło na złą drogę, a nawet ten czy ów doszedł do kierowniczego stanowiska w społeczeństwie, które – zdaniem adwokata – pogrążyło tego pierwszego. Gdzie była różnica? Czy przypadkiem nie jest tak, że w ostatecznym rozrachunku całe życie buduje się na przekór społeczeństwu?

I drugie ważne pytanie: Kto jest odpowiedzialny za miernotę większości, jeśli nie jej lenistwo czy brak entuzjazmu?

Chciałbym prosić młodych, którzy to czytają, aby nigdy nie szukali przyczyn swoich porażek w otoczeniu, aby przynajmniej mieli odwagę spojrzeć w lustro i odkryć, że oni sami są swymi największymi wrogami. Albo największymi przyjaciółmi, jeśli – zamiast szukać wymówek – zechcą uchwycić życie w obie ręce i budować je przez lata każdego ranka i każdego popołudnia.

 


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...