Nieszczęsny dar wolności w Kościele

Tygodnik Powszechny 49/2011 Tygodnik Powszechny 49/2011

Ideowych sporów nie można rozwiązywać poprzez „zakazy”, ale poprzez dyskusję i argumenty. Z ludźmi, którzy w Kościele wiele zrobili, nie można postępować jak z nieposłusznymi smarkaczami, którzy dlatego, że odszczeknęli się tatusiowi, będą mieli przez miesiąc zakaz chodzenia do kina.

 

Ale to oczywiście u biskupów w moim przypadku nie występuje – dobrze mnie znają od dziesiątków lat, jeszcze z czasów dysydenckich w komunizmie, albo z okresu, gdy byłem sekretarzem generalnym konferencji episkopatu. Ze wszystkimi jestem na ty, z niektórymi się przyjaźnię, z innymi raczej jestem w sporze. I chociaż niektórzy z nich się ze mną w detalach nie zgadzają, to jednak wszyscy raczej wiedzą, że szczerze kocham Chrystusa i Kościół, i staram się być uczciwym księdzem, że szanuje mnie także wielu rozumnych ludzi w Kościele i poza nim. I gdy czasami nie oszczędzam krytyki własnym szeregom, robię to tylko dlatego, że swój Kościół kocham i czuję za niego odpowiedzialność. „Ty znowu krytykujesz hierarchię?” – powiedział mi jakiś czas temu jeden z biskupów, podnosząc palec. „Krytykuję hierarchię tylko wtedy, gdy na to zasługuje” – odpowiedziałem. Biskupi w końcu dobrze wiedzą, że w przeszłości już wielokrotnie moje słowa okazały się prawdziwe.

Niedawno miałem pewną „utarczkę” z biskupami w sprawie nieszczęśliwego politycznego wystąpienia prezydenta Klausa przy odpustowej Mszy ku czci św. Wacława (to także nasze święto narodowe). Wielu ludziom powiedziałem wprost, że coś takiego naprawdę nie powinno mieć miejsca i że Klausowe kokietowanie Kościoła jest tylko celową komedią. Nie żałuję, że to zrobiłem – to był mój obowiązek, gdyż biskupi wtedy milczeli lub wręcz klaskali. Ale nie uważam, aby z tych chmur naszych wzajemnych relacji był jakiś dłuższy deszcz. Każdy wie, że na Václava Klausa abp Duka i ja mamy radykalnie różne spojrzenie, i mamy do tego obaj święte prawo: polityka nie jest dogmatyczną kwestią, a nie przeszkadza to nam współpracować w Kościele ze sobą. Biskupi wiedzą też, że już nie będę kimś innym: że będę zawsze otwarcie mówił to, co myślę, „w porę i nie w porę”. W Czechach się mówi: „człowieka na stare kolana nie zmienisz”.

Czy można uniknąć konfliktu z hierarchią kościelną, przełożonymi?

Przy odrobinie dyplomacji jest to możliwe. Jednak historia Kościoła mówi, że wielu świętym, np. założycielom zakonów, ale i wielu innym, którym w Kościele naprawdę o coś chodziło, tej dyplomacji brakowało i owych konfliktów nie byli pozbawieni. Wielu „nauczycieli wiary” w Kościele miało w swoim czasie problemy z biskupami, Rzymem czy inkwizycją. Również teksty patrona teologów, św. Tomasza z Akwinu, były w jego dobie potępione przez kościelne autorytety. Paryski uniwersytet to potępienie wycofał po jego kanonizacji, a Oksford nie zrobił tego nigdy.

Był to zawsze dobry trening w świętości, trening w cierpliwości, pokorze, nabieraniu dystansu, wytrwałości – nie pozwolić się złamać, nie zgorzknieć, nie wyrzec się, nie zdradzić.

Znasz Adama Bonieckiego, nieraz z nim występowałeś w Polsce, był Twoim gościem w Pradze – jak odebrałeś zakaz występowania w mediach, poza „Tygodnikiem Powszechnym”, nałożony na niego przez prowincjała marianów?

Przyszło mi do głowy, że tę aferę zamówił dla siebie „Tygodnik Powszechny” – dlatego że jej efektem może być zwiększenie nakładu „Tygodnika” i wzrost popularności ks. Adama Bonieckiego w kraju i za granicą. Niestety, innym efektem będzie dyskredytacja polskiego Kościoła...

W średniowieczu taki konflikt mógłby skończyć się spaleniem lub inkwizycyjnym więzieniem, w czasach przedsoborowych milczeniem (jak to miało miejsce z wieloma, którzy byli prześladowani w czasach histerycznej „antymodernistycznej kampanii”, aż do czasów, gdy od bł. Jana Pawła II otrzymali kapelusze kardynalskie). Dziś jednak nie żyjemy w średniowieczu ani w czasach przedsoborowych, ale w demokratycznym, pluralistycznym społeczeństwie, gdzie główną siłę mają – czy nam się to podoba, czy nie – media. Jedyną praktyczną konsekwencją kar kościelnych jest medialna reklama dla obwinionego: jego książki się wtedy sprzedają dużo lepiej, a i opinia publiczna bardziej interesuje się jego poglądami.

Ideowych sporów już nie można rozwiązywać poprzez zakazy, ale poprzez dyskusję i argumenty. W końcu Boniecki jest starym człowiekiem – a z ludźmi, którzy w Kościele już wiele zrobili, nie można postępować jak z nieposłusznymi smarkaczami, którzy dlatego, że odszczeknęli się tatusiowi, będą mieli przez miesiąc zakaz chodzenia do kina. To jest po prostu przykre.

Co chciałbyś powiedzieć takiemu przełożonemu?

Aby sobie przesunął wskazówki zegara o kilka stuleci. Aby się wstydził tego, że skrzywdził Kościół. Aby przeprosił księdza Bonieckiego i wspólnotę, a „karę” odwołał. Bo osiągnął jedynie to, że wzmocnił w społeczeństwie przesąd, iż Kościół jest totalitarnym systemem i reliktem średniowiecza.

Co więcej, prowincjał marianów powinien wiedzieć, że w dzisiejszym informacyjno-komunikacyjnym społeczeństwie „cenzura myśli” nie funkcjonuje już choćby tylko z technicznych powodów. To była jedna z przyczyn upadku komunistycznych totalitaryzmów albo wielu dzisiejszych dyktatur arabskich, podobnie jak transformacji w Chinach. Tak nie można postępować, to jest niemądre i kontrproduktywne.

Kościół w dzisiejszym świecie już nie ma władzy i musi być tego świadomy, ma jednak starać się o (moralne) oddziaływanie – i właśnie dlatego kościelni hierarchowie powinni z resztką władzy, jaką mają, postępować bardzo „ascetycznie” i przezornie. Correctio paterna już nie funkcjonuje, trzeba ją zastąpić correctio fraterna, a ta jest bardzo potrzebna.

Z drugiej strony ta sytuacja zobowiązuje moralnie i nas, teologów, abyśmy dobrze rozważyli to, co – przede wszystkim do szerokiej publiczności – wypowiadamy, i temperowali swoje poglądy w braterskim dialogu wewnątrz Kościoła.

A co byś chciał przekazać Adamowi Bonieckiemu na koniec naszej rozmowy?

Ks. Boniecki jest wystarczająco mądrym i doświadczonym człowiekiem, nie potrzebuje, aby mu ktokolwiek radził. Jak każdy palacz fajki, ma też dobry trening w cierpliwości i rozwadze.

Czytam teraz wspomnienia Hansa Künga – są ciekawe, ale czasami można między wierszami odczuć zgorzkniałość, zranienie i agresję. Ks. Boniecki ma jednak poczucie humoru i dystans, i dlatego podobnym pokusom raczej się nie podda. Co więcej: wie, ilu rozumnych ludzi w Polsce i za granicą wspiera go i szanuje. I ilu jeszcze w ostatnich dniach takich ludzi przybyło.

Co chciałbym mu powiedzieć? Tylko bym mu na znak szacunku i solidarności w przyjacielski sposób uścisnął dłoń.
 
Rozmawiał w Pradze o. Tomasz Dostatni OP

Ks. prof. Tomáš Halík (ur. 1948) jest jedną z najwybitniejszych postaci współczesnego europejskiego Kościoła. Czeski filozof, teolog, psycholog i duszpasterz, w czasach komunistycznych tajnie wyświęcony na księdza współpracownik opozycji, a zarazem środowiskowy psychoterapeuta alkoholików i narkomanów. Po 1989 r. był m.in. sekretarzem episkopatu i doradcą prezydenta Václava Havla, a także konsultantem Papieskiej Rady ds. Dialogu z Niewierzącymi. Autor wielu – publikowanych również w Polsce – książek, poza macierzystym Uniwersytetem Karola wykładał m.in. w Oksfordzie i Cambridge.
 


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama