Msza święta indywidualistyczna

Posłaniec Serca Jezusowego 9/2012

Tajemnica Eucharystii jest zawsze tajemnicą. Możemy jedynie coraz bardziej pozwalać jej ogarniać i kształtować nasze życie. (Wojciech Jędrzejewski OP)

 

Msza święta dla wielu z tych, którzy uczestniczą w niej w niedzielę, jest nieraz jedyną formą modlitwy, jaką praktykują. Dla innych – drugą, obok mniej lub bardziej systematycznej modlitwy osobistej. Natomiast dla pewnej grupy osób, które więcej się modlą, Eucharystia stanowi najistotniejszy punkt ich duchowego życia. Bardzo zależy im na głębokim przeżyciu Mszy świętej, pragną, by się stała poruszającym wydarzeniem spotkania z Chrystusem. Pojawia się jednak, m.in., niebezpieczeństwo indywidualizmu. Eucharystia staje się czasem prywatnym nabożeństwem, w którym celebruje się ekskluzywnie relację ja–Pan Bóg, inni natomiast rozpraszają i przeszkadzają. W ten sposób niepostrzeżenie dokonuje się na niej pogłębianie zamknięcia się w sobie.

Prywatne Msze świeckich i księży

Jak się to przejawia? Różnie: inaczej u świeckich, a inaczej u księży. W skrajnych przypadkach, niektórzy świeccy w dążeniu do “dobrego” przeżycia Eucharystii idą tak daleko, że decydują się np. nie wykonywać gestów i nie zmieniać postawy ciała podczas celebracji. Najczęściej kończy się to tym, że siedzą cały czas nieruchomo. Twierdzą, że w ten sposób łatwiej jest się im skupić. Inni mówią, że rozprasza włączanie się w śpiew, dialogi, wypowiadanie ciągle tych samych słów. Wybierają więc milczenie. Wszystko dzieje się w ich sercu i umyśle. Tam zatrzymują się nad dowolnym słowem, obrazem, gestem i długo je rozważają, albo też komponują własne modlitwy. Msza święta staje się prywatnym nabożeństwem, osobistą modlitwą, medytacją.

Inne sposoby traktowania Mszy świętej jako prywatnego nabożeństwa mają księża. (Pomijam tu wcale nie tak rzadkie sytuacje, w których księża, zwłaszcza zakonni, systematycznie odprawiają Eucharystię sami w tzw. mszalnicach, i to nawet w niedziele i uroczystości.) Niektórzy kapłani mają ogromną potrzebę wyrażenia w liturgii swojej niepowtarzalnej osobowości. Chcą, by było jasne, że to jest jego Msza i nikt nie prowadzi jej tak, jak on. Pozwalają więc sobie na różne wstawki słowne, modyfikowanie modlitw, wykonywanie własnych gestów i rytuałów. Uwaga wiernych niepostrzeżenie przesuwa się na księdza. Z czasem ludzie zaczynają wybierać te Msze (i kościoły), które sprawuje ich ulubiony ksiądz i unikać pozostałych. Na Mszę przychodzi się dla księdza.

Eucharystia modlitwą Kościoła

Jak więc modlić się w specyficzny dla Mszy świętej sposób? Tradycja Kościoła, inspirując się zwłaszcza Apokalipsą, stwierdza, że liturgia odbywa się cały czas przed obliczem Boga – jest Liturgią niebiańską. Pewną jej formą jest Eucharystia jako modlitwa całego Kościoła, który uobecnia się w konkretnych wspólnotach rozsianych po całym świecie. Zatem, po pierwsze, rozpoczynając Mszę świętą w konkretnym miejscu i czasie, my tylko włączamy się w odprawianie Wielkiej Liturgii, staramy się do niej przyłączyć, tę Boską liturgię tutaj i teraz uobecnić. Raz wychodzi nam to lepiej, raz gorzej. W każdym razie my nie tworzymy liturgii. Po drugie, Eucharystia ma budować Kościół, czyli lud stworzony i zbawiony przez wiarę w Chrystusa. Mamy więc być ukierunkowani na Ciało Chrystusa. Po trzecie, Eucharystia jest modlitwą wspólnotową. Z natury swojej jest przeznaczona do tego, by odprawiała ją grupa ludzi i by posiadała wspólnotową dynamikę.

Owocność Mszy świętej

W tym świetle należy też patrzeć na owocność Eucharystii. Na modlitwie indywidualnej obecność innych, ich słowa, gesty, zachowania stają się nieraz rozproszeniem, przeszkadzają, a nawet uniemożliwiają modlitwę. Z istoty modlitwy wspólnotowej, jaką jest Eucharystia, wynika, że inni być muszą, że będą coś mówili, jakoś się zachowywali. Modlitwy mamy szukać właśnie w i poprzez spotkanie z nimi. Na Eucharystii istotna jest interakcja, wchodzenie w relacje, pielęgnowanie komunikacji, budowanie więzi zarówno duchowych, jak i ludzkich. To stanowi “tygiel” modlitwy. Dlatego oceniając owocność Mszy świętej, warto się pytać: Na ile czuję duchową więź z innymi wiernymi? Na ile głoszone Słowo Boże i rozdzielane Ciało i Krew tworzą z nas jedno ciało Chrystusa? Na ile uwrażliwiam się na obecność Chrystusa w drugim człowieku, otwieram się na wzajemną służbę, wchodzę na drogę przebaczenia? Na ile jaśniejsze staje się dla mnie, że gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam i Ja jestem pośród nich (Mt 18, 20)?

Dobrze przeżyta Msza święta

Dobrze przeżyta Eucharystia wyrywa człowieka z samego siebie, ze skoncentrowania na swoich lękach, oczekiwaniach, troskach i problemach i prowadzi do innych, by im służyć, z nimi się weselić albo płakać. Dobrze przeżyta Msza święta prowadzi do zainteresowania się Kościołem, zarówno lokalnym, jak i powszechnym, sprawą zbawienia świata, sprawą pokoju i sprawiedliwości, ludźmi ubogimi i udręczonymi. Dobrze przeżyta liturgia poszerza horyzonty.

W końcu, Eucharystia jest też tym lepsza, im bardziej znika ksiądz, tzn. im bardziej daje się on ponieść nie swoim potrzebom, fantazjom albo frustracjom, ale Tajemnicy, którą chronią rytuały, słowa i gesty przewidziane przez liturgię.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • MPolo
    23.09.2012 18:15
    Myślę, że jest to istotny głos w sprawie, która powinna być omawiana w prasie katolickiej. Niestety, coraz częściej księża, a niekiedy i wierni, zaczynają msze na swój sposób zmieniać. Najbardziej jest to widoczne np. w niektórych wspólnotach neokatechumenalnych: różne własne wstawki, msze na siedząco, poza wspólnotą parafialną, najlepiej gdzieś na zapleczu. Ale i niektórzy księża w parafiach lubią coś dodać lub ująć ze mszy. Jest to dla mnie bardzo męczące.

    W swoim życiu, wiele lat spędziłem w różnych krajach, podróżowałem i wciąż podróżuję. Dla mnie ważnym przeżyciem Kościoła były zawsze msze św. odprawiane zgodnie z przepisami liturgicznymi. Gdzie się człowiek nie pojawił, tam mógł uczestniczyć modlitwie eucharystycznej całego Kościoła odprawianej w taki sam sposób, choć w różnych językach, z różnym kolorytem, różnej architekturze, z różnymi śpiewami i różnymi ludźmi. Daje to poczucie jedności w wielości i różnorodności.

    Natomiast, gdy księża zaczynają swoje wstawki i udziwnienia, daje to poczucie dziwności, że oni celebrują bardziej swoje pragnienia i przekonania, niż ofiarę Chrystusa.

    Joseph Meissner, kardynał nonkonformista, przed wizytacją parafii ma zwyczaj wysyłania do proboszcza przepisów liturgicznych. Ma to przypominać, że msza św. ma być odprawiana w duchu całego Kościoła, a nie być okazją dla zebranej wspólnoty do celebracji samej siebie.
  • me
    23.09.2012 19:38
    No tak zgadzam się że ksiądz nie jest centrum Mszy, ale jak widzę stałą bylejokość w odprawianiu Mszy, nie przygotowane kazanie, pośpiech, to kuszę się na to aby iść na Mszę gdzie z doświadczenia wiem że będzie odprawiona bez pośpiechu z należna czcią i ogólnym przygotowaniem się księdza. Modlitwa wspólnotowa wcale nie jest łatwa i wiele zależy od tego jak jest prowadzona; pomimo że jest ona relacją Boga z Kościołem to dużo zależy od “prowadzącego” jak ta modlitwa będzie przeżyta.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...