Małpy, media i sztuczny tłok

Rycerz Niepokalanej 12/2012

Że tylko palce popiekła, nader szczęśliwa. Tak to zwykle małpom bywa. (Aleksander hrabia Fredro) - Pan Jowialski

 

Już w starożytnym Rzymie małpa uchodziła za symbol bezrefleksyjnego naśladownictwa, a także symbol uległości wobec niskich instynktów. Zwyczaj nazywania imitatorów nazwą tego sympatycznego zwierzaka trwa do dziś.

Kolejka po śmierć

Jim Jones był liderem amerykańskiej sekty. Działał w San Francisco. Skupiał wokół swojej organizacji ludzi z marginesu, tych, którzy pogrążeni byli w bagnie narkomanii i alkoholizmu, bezdomnych, niewiedzących, czym jest ognisko domowe albo mających spaczone o nim wyobrażenie. Nazywali go "wielebnym". Obiecywał im raj doczesny – budowę idealnego kolektywu opartego o fundament równości. Obiecywał im komunizm. Ludziom, przed którymi zamykała się większość drzwi, otworzyła się brama nadziei. Niestety, była to nadzieja wytworzona mocą kuglarskiej manipulacji. Wchodzący przez nią, nie widzieli widniejącego nad nią dantejskiego napisu: "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie".

W 1977 r. Jones przeniósł sektę do Gujany, aby odciąć członków od innych wzorców naśladowczych. Rok później w ślad za sektą ruszył kongresman, Leo Ryan, z grupą współpracowników i dziennikarzy, celem wyjaśnienia niepokojących faktów dotyczących grupy Jonesa. Jego wizyta zakończyła się tragedią. On i jego towarzysze zostali zamordowani. Wówczas doszło do rzeczy niewyobrażalnej. Wszyscy ustawili się w kolejce po śmierć. Pierwsza zaaplikowała cyjanek swojemu dziecku pewna kobieta, potem zażyła go sama. Zginęli w strasznych konwulsjach na oczach pozostałych członków sekty. Na nikim nie zrobiło to większego wrażenia. Każdy czekał na swoją kolej, na swoją dawkę cyjanku. Wszyscy zamienili się niejako w małpy. Jedna osoba dała przykład następnym.

Wyznawcy Jonesa to klasyczne stado. Wystarczy nakłonić do działania pojedyncze sztuki, by cała masa, naśladując sąsiada, ruszyła pokornie w tym samym kierunku. W taki potulny sposób zginęło prawie tysiąc osób. Tysiąc identycznych zjadaczy chleba. Wszyscy byli tacy sami.

Inni, a tacy sami

To paradoks i tajemnica świata, że pomimo istnienia miliardów różnic, jesteśmy tacy sami. Najbardziej wyróżnia się ten, kto zrozumiał, że wcale nie różni się od innych. Ten, kto zdaje sobie sprawę, że każdy człowiek posiada tę samą naturę, skażoną grzechem pierworodnym i skłaniającą nas do naśladowania innych.

Nawiasem mówiąc, jednorodność jest przyczyną szalonej rywalizacji we wspólnotach i społeczeństwach. Cały ład, porządek i pokój opierają się nie na jednorodności czy równości, ale na różnicach kulturowych, hierarchii i autorytecie. Dlatego świat potrzebuje różnorodności. Idealny, harmonijny model koegzystencji różnorodności i jednorodności wypracował Kościół katolicki – różnorodność w jedności opartej na Chrystusie.

Racja większości

Mimetyzm stanowi podświadome założenie, że większość ma rację, że ogół mylić się nie może. Takie automatyczne działanie może być przydatne chociażby w sytuacji, kiedy musimy podjąć decyzję, mając niezwykle dużo danych. O wiele prościej posłużyć się czyjąś opinią, by uniknąć długotrwałej i męczącej analizy informacji podanej np. przez lekarza, policjanta, prawnika, sąsiada... Jednak takie pójście na łatwiznę bywa niebezpieczne. Jeżeli stomatolog, którego poleca sąsiadka, pobierający niskie opłaty, okazuje się ślusarzem przyodzianym dla niepoznaki w biały kitel; polityk, którego podziwiamy na ekranie naszego telewizora – małym cwaniaczkiem--złodziejaszkiem w dobrze skrojonym garniturze; znany historyk sztuki – szamanem, oddającym cześć brzydocie; nauczyciel ze szkoły, którą polecili nam znajomi – hochsztaplerem, wciskającym ciemnotę; przewodnik duchowy – pastorem Jonesem; a dziennikarz – manipulatorem gardzącym prawdą i wymieniającym ją na szkatułę brzęczących dukatów.

W natłoku informacji i rosnącej w jej wyniku niepewności, zapotrzebowanie na osoby, które wytyczyłyby nam drogę, jest coraz większe. Nie ma już osób na tym świecie, które posiadają pełnię wiedzy. Nie ma się co dziwić. Dzisiaj co roku wydaje się 300 tys. nowych tytułów. W internecie mamy ponad 2 mld stron. Jak to wszystko ogarnąć?

Sztuczny tłok

Nasze skłonności mimetyczne wykorzystywane są m.in. przez handlowców i polityków, czyli osoby, które chcą nam zbyć swój "towar". W przypadku pierwszych, przysłowiowy proszek do prania, a drugich – substytut materialnego towaru: partię, kandydata czy program polityczny.

Chcąc coś nam "wcisnąć", muszą wzbudzić w nas pożądanie "towaru", który oferują, dlatego wprzód przystępują – jak kieszonkowcy – do wytworzenia "sztucznego tłoku". Specjaliści mówią o metodzie "społecznego dowodu słuszności" – jednej z technik manipulacji, która wykorzystuje naszą naturalną skłonność do naśladownictwa. Polega ona na wytworzeniu sztucznego tłoku, aby wywołać w ludziach złudzenie, że dużo ludzi czyni rzeczy, na których nam zależy. Politycy tworzą komitety honorowe, pełne sportowców i aktorów oraz różnych idoli (bożyszczy), czyli osób, które lubimy, ale które o polityce najczęściej nie mają zielonego pojęcia. Idoli, czyli osób, którymi pragnęlibyśmy być.

Sondaże "za", a nawet "przeciw"

Dobrą metodą tworzenia "tłoku" w sferze polityki są (często zmanipulowane) sondaże. Pokazują one nam, w którym kierunku wędrują ludzkie stada, podkuszone medialnymi doniesieniami o tym, jak politycy gotują, smacznie grillują, prasują, tańczą na betonie, lodzie i w lesie. Sondaże pokazują, w którym kierunku, niczym małpki, mamy podążać. W klipach wyborczych i innych reklamach pokazuje się zwykłych ludzi, "takich jak my" – tych, których najchętniej naśladujemy. Kiedyś w tego typu filmikach grali rzeczywiści zwykli ludzie z ulicy, dzisiaj są to wynajęci i dobrze opłacani aktorzy, którzy sami nie wierzą w to, co mówią. Co gorsza, zdarzają się nawet przypadki aktorów, którzy w czasie jednej kampanii wspierają różne partie.

Metoda na masy

Manipulują nami niejednokrotnie właściciele stron internetowych, chcąc wypromować swą stronę, sztucznie zawyżają liczniki odwiedzin. Producenci telewizyjni chwalą się oglądalnością. Właściciele dyskotek często opłacają osoby, aby stały na długo przed otwarciem lokalu, wysyłając jasny sygnał o jego dużej popularności wśród młodzieży.

Swoją strategię mimetyczną mają nawet żebracy. Nie przypadkowo jałmużnicy wyciągają kapelusik już na początku zbierania pieniędzy wypełniony przynajmniej kilkoma monetami. Komunikat jest prosty: "Przed tobą obdarowało mnie już wielu szczodrobliwych ludzi, czy ty jesteś gorszy?"
Manipulator preparuje dane, żeby wmówić nam, że "tak robią inni". Inni to robią? Ty też musisz! Przecież gorszy nie jesteś.

Naśladuj z głową

Ktoś powie: "Jeżeli problemem jest naśladownictwo, to panaceum jest banalne: należy skończyć z naśladowaniem kogokolwiek i wyrażać wyłącznie swoje «ja»". Nic bardziej absurdalnego. Jeżeli przewracasz się o własne nogi, to nie powód, żeby je amputować, ale nauczyć się jak najlepiej je wykorzystywać, nieprawdaż? Nie można wyłączyć swojego mimetyzmu. Jest to niemożliwe. Wykorzystujmy więc mimetyzm mądrze, z głową.

Naśladownictwo towarzyszy nam permanentnie, niezależnie od zakresu posiadanej wiedzy. W sytuacji jej braku lub niedoboru, nasze skłonności naśladowcze będą silniejsze i szybciej ulegniemy dostępnemu wzorcowi postępowania. W świecie "informacyjnego oceanu" – jako istoty niezdolne do absorpcji niezwykle szczegółowej wiedzy specjalistycznej i ułomni pod względem umiejętności selekcji informacji – nie jesteśmy bardziej bezpieczni. Możemy jednak bronić się przed złymi konsekwencjami mimetyzmu.

Jak?

Świat mediów, który bardziej nastawiony jest na produkcję informacji niskiej jakości, gdyż te przynoszą większe dochody, wymusza na nas bardziej odpowiedzialne korzystanie ze środków komunikacji. Musimy nauczyć się rozróżniać informację rozrywkową ("infozrywkę" – jak ją niektórzy nazywają) od informacji wartościowej i stopniowo odcinać się od pierwszej.

Zalew informacji wymusza na nas uruchomienie radykalnego ich filtrowania. Nie chodzi tylko o sięganie po wartościowe media i rezygnację z tych, których ukrytym mottem jest parafraza Boskiej Komedii: "porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy czerpiecie z nas informacje" – ale także nauczenie się korzystania z nowoczesnych narzędzi IT (chociażby kanałów RSS czy programów "kontroli rodzicielskiej", umożliwiających blokowanie określonych treści).

Nie zaszkodzi nam również rezygnacja z reklam, ograniczenie potrzeb i ustanowienie sobie żelaznej zasady: "kupuję tylko to, co jest mi potrzebne". Oczywiście nie chodzi o to, żeby nagle przestać robić zakupy, chodzi o zasadę umiarkowania, o pamięć, że nie my istniejemy dla nich i portfeli ich producentów, ale one dla nas.
Warto uświadomić sobie także, że postępowanie innych nie może stanowić fundamentu przy podejmowaniu decyzji – szczególnie, jeżeli są to osoby opłacane za polecanie towarów i usług sprzedawcy.

Walter Lippman twierdził, że "gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele". Gdzie wszyscy nie myślą zbyt wiele, tam każdy małpuje drugiego. Jako wyposażeni w rozum możemy odrzucić tę małpią drogę. Wystarczy kierować nasze oczy w inną stronę. Prawda, że nie muszę mówić w którą? Nie powiem, kogo mamy naśladować. Zresztą nie muszę, bo znakomicie wyartykułował to już przed wiekami św. Łukasz (Łk 9,23). To jest właśnie panaceum na złą stronę mimetyzmu i na nasze "małpie odruchy".
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...