Mówię: „A nie mówiłem?”

Niedziela 18/2013 Niedziela 18/2013

O słabościach nadzoru i dyktacie wielkich instytucji finansowych, cynicznej krytyce OFE oraz o cypryjskich bankach i polskich SKOK-ach z dr. Cezarym Mechem rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od pewnego czasu obserwujemy coraz to nowe odsłony kryzysu finansowego, zwłaszcza wielkiego dramatu strefy euro. Czy jako wybitny specjalista w zakresie nadzoru nad finansami – jako twórca i uczestnik wielu polskich i europejskich instytucji oraz komitetów nadzorczych – mógłby Pan dziś powiedzieć, że to nadzór nad rynkami finansowymi zawiódł?

DR CEZARY MECH: – To dość skomplikowana sprawa. Z pewnością obecny kryzys jest właśnie dowodem na to, że rynek finansów nie jest odpowiednio regulowany i nadzorowany, a instytucje finansowe same starają się być beneficjentami tych rozwiązań, które mają służyć realnej gospodarce. Zbyt często podejmują one decyzje o wielomiliardowych zaangażowaniach kapitału, nawet jeśli same naprawdę mają go bardzo niewiele. A gdy w dodatku te ich działania okazują się nietrafione, nie ponoszą za to odpowiedzialności.

– Kto płaci za tę bezkarność?

– Na ogół tzw. szary podatnik przejmuje ich długi (na zasadzie gwarancji udzielanych instytucjom finansowym przez państwo). W sytuacji, kiedy długi te są wielokrotnie wyższe niż produkt krajowy brutto jakiegoś kraju, to jego obywatele stają się po prosu współczesnymi niewolnikami.

– W świecie finansów zabrakło dobrych regulacji i dobrych nadzorców? Dlaczego?

– Przyczyną wszystkich nieszczęść jest dziś to, że coraz potężniejsze instytucje finansowe same ustalają sobie reguły i same wybierają sobie nadzorców. Stąd wszelkiego typu nagłe kryzysy, w których okazuje się, że ci, którzy są głównymi inwestorami, nagle chcą – i dobrze wiedzą, kiedy to zrobić – wycofywać swoje kapitały... I okazuje się też, że – jak w Grecji czy na Cyprze – przeznacza się tzw. europejską pomoc na to, żeby zagraniczni inwestorzy mogli po prostu bez strat się wycofać.

– I w ten sposób pieniądze europejskich podatników ratują konkretnych inwestorów (głównie niemieckich)?

– Tak. Tyle że to nie ma nic wspólnego z pomocą dla tych krajów, z europejską solidarnością, choć tak się to przedstawia, zwłaszcza w polskich mediach...

– Bo w Polsce mimo wszystko mamy jeszcze dużo wiary w europejską solidarność. A w dodatku wręcz zoologiczną niechęć żywimy wobec wszelkich instytucji kontrolnych, nawet jeśli ich brak miałby nas w przyszłości prowadzić do samozagłady...

– To prawda. Choć myślę, że gdy chodzi o decydentów, to nie mamy tu do czynienia z taką zwykłą nieprzemyślaną niechęcią. Na fali dzisiejszej debaty o OFE proponowałbym przyjrzeć się losowi Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Bardzo szybko zlikwidowano ten nadzór: założony w czasie rządów AWS w 1998 r., zlikwidowany w 2002 r. przez SLD! Ponad 100 specjalistycznie wykształconych w zakresie funkcjonowania rynku kapitałowego osób (na ich wykształcenie ok. 3 mln dolarów wyłożyli Amerykanie!) poszło prosto na bruk.

– Jakie było uzasadnienie likwidacji tego urzędu?

– Jeśli się ma odpowiednie media, to wszystko można uzasadnić prosto i przekonująco. Od 20 lat Polacy są przekonywani, że wszystko może i powinno „kręcić się samo”, że państwo nie może się mieszać, że wszelkie regulacje trzeba ograniczać. Protestowałem, oczywiście, przeciwko likwidacji tego urzędu – nie tylko dlatego, że byłem jego prezesem – ostrzegałem przed możliwymi konsekwencjami. I dziś mogę tylko powiedzieć: „A nie mówiłem?”.

– Czy odpowiedni nadzór mógłby zapobiec dzisiejszemu kłopotowi z OFE, które ogłaszają, że będą wypłacać tylko ograniczone emerytury?

– Z całą pewnością. Już na początku 2000 r. były publikowane raporty naszego urzędu, które mówiły, co należy zrobić, aby Polacy mieli w przyszłości wyższe emerytury. Padło ostrzeżenie, że jeżeli nic się nie zrobi, to emerytury będą w przyszłości bardzo niskie. Wtedy jednak jeden z ministrów oświadczył przekornie, że ja to mówię tylko dlatego, żeby kiedyś móc powiedzieć: „A nie mówiłem?”. Ówczesny wicepremier – który jeszcze przed AWS-em był twórcą SLD-owskich rozwiązań emerytalnych, a obecnie jest wysokim urzędnikiem z rekomendacji PO – stwierdził wprost, że gdyby mógł, to wyrzuciłby mnie z pracy za to, że straszę ludzi niskimi emeryturami.

– I w końcu został Pan wyrzucony. Ale za to dziś może Pan powtarzać swoje: „A nie mówiłem?”, bo już nawet najbardziej optymistyczny rząd III RP jest nieco zaniepokojony...

– Tyle że to marna satysfakcja. 10 lat temu staraliśmy się jeszcze jakoś ratować sytuację. Po likwidacji UNFE w gronie specjalistów stworzyliśmy Stowarzyszenie Rynku Kapitałowego, którego celem było dbanie o dobre regulacje prawne (m.in. przez prowokowanie debat sejmowych). W tym samym gronie braliśmy też udział w tworzeniu programu gospodarczego PiS w 2005 r., który zakładał politykę prorodzinną i tworzenie miejsc pracy. Program ten nazywał się „Rozwój przez zatrudnienie” i przewidywał tworzenie miejsc pracy w Polsce, a nie za granicą...

– PiS jest niezmiennie oskarżany o nadmierną skłonność do kontrolowania. Czy w czasie dwulecia rządów tej partii udało się wzmocnić nadzór nad finansami?

– W 2006 r. udało się powołać Komisję Nadzoru Finansowego, właśnie na podstawie tych naszych wcześniejszych prac. Jednak żadna z tych ponad 100 osób z UNFE nie znalazła zatrudnienia w tej instytucji... Ten fakt ilustruje najlepiej, jak trudno jest zapanować nad wpływami grup interesów, nawet mimo ogólnie sprzyjających warunków politycznych... Niestety, nawet najlepsi specjaliści, którzy doskonale wiedzieli, jak powinien wyglądać skuteczny nadzór nad instytucjami finansowymi, nad OFE, nie mieli wtedy nic do powiedzenia...

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| BANKI, FINANSE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama