Dlaczego wszyscy musimy uważać się za chrześcijan

Prawdziwy liberalizm nie jest antychrześcijański. Liberalizm musi uznać swój „dług kulturowy” w stosunku do chrześcijaństwa. Dwa zasadnicze walory liberalizmu: godność i wolność człowieka wywodzą się właśnie z Biblii. Niedziela, 1 lutego 2009



– Oriana Fallaci – zmarła niedawno wybitna włoska dziennikarka i pisarka – walcząc z rakiem, ostatnie lata swojego życia poświęciła na pisanie książek, w których przestrzegała przed niebezpieczeństwem coraz bardziej postępującej islamizacji Europy. Czy Pan Senator również dostrzega tego rodzaju niebezpieczeństwo? Czy nasz kontynent rzeczywiście staje się Euroarabią?

– Islam to wielka cywilizacja, ale nie należy jej demonizować i przeciwstawiać się jej jako takiej. Wyznawcy islamu, którzy przybywają do Europy, z dumą pielęgnują swe korzenie i starają się stworzyć „islam narodowy”. Jeżeli jednak islam narodowy nie uznaje wartości i zasad typowo europejskich, może to być ryzykowne, gdyż staje się przeszkodą w integracji. Europejczycy powinni kłaść nacisk na obronę własnej tożsamości, tak jak jest to napisane w ich konstytucjach.

Tymczasem odnosi się wrażenie, że wstydzą się swych korzeni i je osłabiają. Nie tylko nie podejmują działań, by naprawdę integrować emigrantów, ale nie domagają się od krajów islamskich, z których wywodzą się emigranci, by gwarantowały wolność religijną zamieszkującym tam chrześcijanom. To niebezpieczna asymetria, która może osłabić Europę.

– W ten sposób prześladowani chrześcijanie emigrują z państw islamskich, które stają się coraz bardziej muzułmańskie, a „gościnny” dla wyznawców religii Mahometa Zachód staje się też coraz bardziej islamski. Wróćmy jednak do głównego tematu Pańskiej książki, a mianowicie – związku między liberalizmem a chrześcijaństwem. Czy Pan Senator mógłby wyjaśnić, dlaczego prawdziwy liberalizm nie może być wrogi chrześcijaństwu?

– Z chrześcijaństwa pochodzą wartości, które uczyniły naszą cywilizację naprawdę wielką. Również liberalizm opiera się na tych zasadach. Atakowanie chrześcijaństwa, osłabianie go, ograniczanie do sfery prywatnej sprawia, że osłabia się także wspomniane wcześniej wartości: godność i wolność człowieka, które stanowią esencję liberalizmu.

Co pozostanie z naszej cywilizacji, jeżeli podetniemy jej chrześcijańskie korzenie i zdradzimy autentyczny liberalizm, dzięki któremu żyjemy w wolności i dobrobycie? Dlatego wszyscy, również niewierzący, muszą się utożsamiać z chrześcijaństwem z punktu widzenia kultury i skali wartości. Oczywiście „muszą”, pod warunkiem że „chcą zachować wolność, którą się cieszą”.

– Osobiście przyjął Pan apel kard. Ratzingera, aby ludzie niewierzący żyli tak, jakby Bóg istniał. Czy uda się Panu przekonać innych, by poszli w Pańskie ślady?

– Ta ważna propozycja Papieża świadczy o jego pionierskiej pozycji w relacjach ze świeckimi i niewierzącymi. Nakłaniając nas, abyśmy poszli za filozoficzną i moralną radą Pascala i Kanta i żyli tak, „jakby Bóg istniał”, Benedykt XVI zbudował most w kierunku tych wszystkich, którzy nie mają daru wiary.

Osobiście uważam tego typu rozwiązanie za możliwe do zaaprobowania, ponieważ w ten sposób wszyscy możemy być odpowiedzialni za nasze postępowanie. Jeżeli Bóg istnieje, musimy wyznaczyć sobie granice i respektować je. Nikt z nas w naszym codziennym działaniu, w stanowieniu praw, w organizowaniu społeczeństwa nie może przypisywać sobie absolutnej władzy i wolności. Istnieją normy, które musimy respektować, i wartości, które nie podlegają dyskusji. Odrzucanie chrześcijaństwa działa jak narkotyk: najpierw wywołuje euforię i poczucie wszechwładzy, a następnie powoduje frustrację i depresję.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama