Stres pola walki

Obrazy zniszczenia, ranni, szczątki zabitych, wszechogarniające poczucie zagrożenia, to dla niektórych żołnierzy biorących udział w misjach pokojowych chleb powszedni. Obcowanie ze śmiercią nie pozostaje bez śladu na ich psychice. Przewodnik Katolicki, 16 grudnia 2007




W Afganistanie dodatkowym stresem jest fakt, że jeździ się wąskimi i krętymi górskimi drogami, często na skraju przepaści. Pojazd nie tylko łatwo może się osunąć, ale w razie ostrzału z wyższych partii gór nie ma się gdzie ukryć. Dodatkowo trudniej o pomoc dla rannych żołnierzy. W Iraku śmigłowiec może dolecieć do rannego w dwadzieścia minut, w Afganistanie trzeba na niego czekać nawet dwie godziny. Porucznik Łukasz Kurowski, który w sierpniu tego roku zginął w Afganistanie, być może by żył, gdyby śmigłowiec doleciał szybciej. Były to ostatnie dni jego misji. Na jednym z patroli pojazd, którym jechał, został ostrzelany, rakieta urwała mu nogę, mimo pierwszej pomocy udzielonej przez kolegów mocno krwawił, śmigłowiec przybył za późno. – Wszyscy żołnierze z jego oddziału bardzo to przeżyli. Kilku trzeba było ewakuować do Polski, bo nie byli w stanie dalej pełnić służby. Kierowca pojazdu, którym jechał porucznik Kurowski, trafił do nas z nasilonymi objawami PTSD i już nie wrócił na misję – opowiada doc. Stanisław Ilnicki.


Misja zmienia


– Polscy żołnierze biorący udział w misjach pokojowych muszą walczyć z terrorystami przebranymi za cywilów, zwykłymi bandytami, podkładającymi bomby i strzelającymi z ukrycia – opowiada major Marek Zieliński. – Na forach internetowych przedstawiciele ruchów pacyfistycznych nazywają nas okupantami. To dla żołnierzy wojsk koalicyjnych obraźliwe. Tu nikt z nas nie zachowuje się jak okupant, bo okupant nie niesie pomocy humanitarnej, nie służy ludności cywilnej wszelką pomocą. Media skupiają się na tej najbardziej brutalnej części każdej misji, czyli bombach, strzelaniu, zabitych i rannych, mniej mówi się o ciężkiej pracy, jaką wojska koalicji wykonują tu dla ludności cywilnej, o dostarczaniu żywności i lekarstw, udziale w odbudowie czy odminowywaniu. Widziałem naprawdę biedny i pełen przemocy świat. To prowokuje do przemyśleń. W Polsce narzekamy na wszystko, a nie umiemy dostrzec tego, jak źle mają inni. Na szczęście w czasie służby nie musiałem wystrzelić ani jednego naboju, tak jak większość polskich żołnierzy misji pokojowych nie odniosłem żadnego urazu, fizycznego ani psychicznego, ale jestem świadomy, że nie wszyscy mieli tyle szczęścia – mówi major Marek Zieliński.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama