Gra w wiarę

Kościół wobec państwa, państwo wobec Kościoła Tygodnik Powszechny, 6 maja 2007




Zachowując cały mój respekt dla tych, którzy odmawiają składania lustracyjnych deklaracji, jestem przekonany, że gdyby duchowni nie skorzystali z uprzywilejowanej sytuacji wynikającej z umowy ze Stolicą Apostolską i deklaracje złożyli, nie ucierpiałyby na tym ani niezależność, ani honor Kościoła. Przypuszczam, że wprost przeciwnie.

W tych dniach, kiedy po rezygnacji Marka Jurka z członkostwa w PiS i ze stanowiska marszałka Sejmu, największej w Polsce prawicowej partii zagroził podział, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski – jak się dowiedzieliśmy z „Życia Warszawy” – „zadzwonił do Marka Jurka i przekonywał, że potrzebna jest silna, zjednoczona prawica”. O ile nie ma nic dziwnego w tym, że do powrotu w partyjne szeregi namawiali marszałka oraz jego zwolenników dawni koledzy z PiS, to telefon Przewodniczącego KEP, choć nie narusza żadnych ustaw ani konkordatu, prowokuje pytania o granice interwencji.

Podobne wątpliwości budzi polityczne zaangażowanie Radia Maryja. Przeszło rok temu Nuncjusz przekazał Przewodniczącemu Konferencji Episkopatu list, w którym „Stolica Apostolska usilnie prosi biskupów polskich, aby zgodnym działaniem przezwyciężali aktualne trudności spowodowane przez niektóre transmisje i stanowiska zajmowane przez Radio Maryja, które nie uwzględniają w wystarczającym stopniu słusznej autonomii sfery politycznej”. I co? I nic. Po roku, który upłynął od listu, jeszcze się nasiliło polityczne zaangażowanie popieranej przez wielu biskupów i określającej się jako „głos katolicki w twoim domu” rozgłośni. Oczywiście, nic przeciw temu nie mają władze świeckie, kościelne zaś nie reagują albo dlatego, że przynajmniej niektórzy biskupi są z tej formy obecności Kościoła w życiu publicznym zadowoleni, albo dlatego, że Radiu Maryja trudno udowodnić wyraźne naruszenie prawa cywilnego, kościelnego czy konkordatu. Efekty tej obecności są wiadome.

Napięcia na styku laickiej wizji państwa i społeczeństwa z wizją chrześcijańską będą trwać i są nieuniknione. Kościół – nie tylko biskupi, ale i świeccy – będą zabierać głos w imię oraz w obronie wartości chrześcijańskich, a zarazem – w naszym (wierzących) przekonaniu – ogólnoludzkich. Niemniej ważne od pytania o dopuszczalne dla obu stron granice kompromisu, jest pytanie o reguły koegzystencji różnych sposobów rozumienia rzeczywistości. Jak niedawno zauważył na tych łamach Tadeusz Mazowiecki, nie wszystko da się uregulować ustawami. Ludzi wierzących w tym sporze obowiązują zasady chrześcijańskie, które nie mogą być sprzeczne z miłością (a więc i szacunkiem). Odejście od tych zasad, jak i „odejście od wymagania prawdy, byłoby tu odejściem od samej istoty wiary chrześcijańskiej (...). Wiara wtedy schodzi na płaszczyznę gry, podczas gdy do tej pory dotyczyła życia. W każdym razie gra w wiarę jest zupełnie czymś innym niż przyjęcie wiary i życie nią. Jeśli wiarę potraktujemy jako grę, to nie da nam ona drogowskazów na drodze życia, lecz tylko ją przyozdobi” (Joseph Ratzinger, „Prawda i religia”).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama