„Nikogo nie sądziłeś”

W obliczu cudzego bólu trudno znaleźć słowa. Kimże jestem, bym ośmielał się w obliczu cierpiącego bronić Boga? Tygodnik Powszechny, 14 grudnia 2008


Trzeba zauważyć, że przyjaciele Hioba w niejednym mają rację. Fragmenty ich spójnych i logicznych wypowiedzi do dziś czytamy w liturgii, nie myśląc zazwyczaj, w jakim kontekście zostały pierwotnie umieszczone. Tymczasem mowy Hioba są gwałtowne, nie przebiera w słowach, niemal bluźni. To nie jest spójna argumentacja, to skowyt. Zna to każdy, kto cierpiał.

Część poetycka kończy się w sposób znamienny. Bóg „zwrócił się do Elifaza z Temanu: »Gniew mój zapłonął przeciw tobie i przeciw dwom twoim przyjaciołom, albowiem nie mówiliście o mnie tak prawdziwie, jak sługa mój Hiob (...) Udajcie się do sługi mego Hioba i złóżcie ofiarę całopalną za siebie; zaś sługa mój Hiob niech się za was modli. Tylko przez wzgląd na niego nie ukarzę was, choć nie mówiliście o mnie, jak to czynił sługa mój Hiob«. Poszli więc (...) i uczynili tak (...). Jahwe zaś miał wzgląd na [modlitwę] Hioba” (42, 7-9).

Oto trzej przyjaciele Hioba uprawiali wobec jego cierpienia teodyceę, on zaś żalił się i spierał z nimi i Bogiem. Ale to udręczonemu Bóg przyznaje rację, za nim się ujmuje. Przy czym wcześniej i Hiob zamilknie, skłoni się w pokorze wobec niezgłębionej tajemnicy Boga.

W obliczu cudzego bólu trudno znaleźć słowa. Jedyne, co może potrafiłbym powiedzieć cierpiącemu, choć i tak trudno zdobyć się na odwagę, to: „Przepraszam, wybacz”. Przepraszam, że nie potrafię tak tego przeżywać jak ty, jest mi wstyd, że całe moje jestestwo w biologicznej, zwierzęcej chęci życia broni się przed współodczuwaniem z tobą. I może też, co daj mi Boże, umieć powiedzieć i dotrzymać: „Czy mogę coś dla ciebie zrobić?”. Kimże jestem, bym ośmielał się w obliczu cierpiącego człowieka bronić Boga? Nasz Pan nie potrzebuje obrony – potrzebuje jej cierpiący. To on umiera, choruje, jemu się wali życie.

Uprawiając teodyceę wobec cierpiącego ryzykujemy, że pozostawimy mu w darze obraz Boga-sadysty. Na teologię przyjdzie jeszcze czas. Kiedy ów człowiek dojdzie do siebie, przeżyje żałobę, pogodzi się z utratą, wtedy to on będzie miał niejedno do powiedzenia, a my posłuchamy. Kto wie, czy tłumaczenie Boga przed Jego „najmniejszymi” nie bywa kamuflażem własnego niedowiarstwa? Pan potrzebuje świadków, wyznawców, nie obrońców.

Adwent w średniowiecznej Francji zaczynał się 11 listopada, w dzień św. Marcina z Tours, wyznawcy. Czytamy wtedy takie responsorium: „Marcinie, prawdziwie jesteś błogosławiony, albowiem na twoich ustach nigdy nie było podstępu, nikogo nie sądziłeś, nikogo nie potępiałeś. Na twoich ustach był zawsze tylko Chrystus, tylko pokój, tylko miłosierdzie”. Świętość Marcina, model dla Kościoła żyjącego w rozdarciu pomiędzy „już” zmartwychwstania a „jeszcze nie” paruzji, jest łagodna.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama