Opowieść o pokutnikach

List 3/2010 List 3/2010

Bractwa Najświętszego Krzyża asystują pokutnikom podczas drogi, sprawdzają, czy rany na plecach nie są zbyt dotkliwe, wykonują finalne uderzenia „gąbką", a następnie okrywają ich plecy wełnianymi brązowymi płaszczami. Po skończonym rytuale przemywają biczownikom rany wodą z rozmarynem i nacierają plecy balsamem o tajemnej recepturze, który ułatwia gojenie się skaleczeń. Są nie tylko opiekunami pokutników, ale też ich doradcami i przewodnikami duchowymi.

Wielki Piątek. Trzydziestu mężczyzn w białych tunikach rusza główną ulicą miasta. Ich twarze są ukryte pod białymi spiczastymi kapturami. Idą boso, z odsłoniętymi plecami, niektórzy potykają się o przywiąza­ne do nóg łańcuchy. W pewnym momencie wszyscy zaczynają ryt­micznie chłostać swoje plecy pięciokilowymi biczami z powrozów. Jed­no uderzenie z lewej, jedno z prawej. I znowu: z lewej, i z prawej... Po około tysiącu uderzeń towarzyszący mężczyznom pomocnicy wymie­rzają im dwa dodatkowe ciosy w lędźwie tzw. gąbką, czyli kawałkiem pszczelego wosku z zatopionymi w nim sześcioma odłamkami szkła. Nie wiadomo ani kim są pokutnicy, ani za jakie przewinienia zadają sobie taki ból

To nie jest opis zaczerpnięty ze średniowiecznych   kronik,   ale zupełnie współczesny obrazek, który można oglądać w miejsco­wości San Vicente w Hiszpanii. Prawdopodobnie od XV w. ten niezwykły rytuał towarzyszy tutejszym obchodom świąt wielkanocnych. W każdym razie z tego okresu pochodzą pierwsze wzmianki o pokutnym Brac­twie Najświętszego Krzyża (Cofradía de la Santa Vera Cruz). To ono, nieprze­rwanie od pięciu stuleci, każdego roku przygotowuje miejskie uroczystości wiel­kanocne. Wielkopiątkowa procesja biczowników jest tylko ich małą, choć niezwy­kle ważną częścią. Innym bardzo charakterystycznym elementem   tych   obcho­dów jest droga krzyżowa, podczas której niesione są pasos - naturalnej wielko­ści rzeźby przedstawiające sceny Męki Pańskiej. Ważą po kilka ton. Modlitwą przed pasos biczownicy rozpoczy­nają swoją procesję.

Członkowie Bractwa Najświętszego Krzyża  asystują pokutnikom podczas drogi, sprawdzają, czy rany na ple­cach nie są zbyt dotkliwe, wykonują finalne uderzenia „gąbką", a następnie okrywają ich plecy wełnianymi brązowymi płaszczami. Po skończonym rytuale przemywają biczownikom rany wodą z rozmarynem i nacierają plecy balsamem o tajemnej recepturze, który ułatwia gojenie się skaleczeń. Są nie tylko opiekunami pokutników, ale też ich doradcami i przewod­nikami duchowymi. Do końca też dbają o za­chowanie anonimowości uczestników procesji. O biczownikach wiadomo jedynie tyle, że są to na pewno dorośli, zdrowi mężczyźni, pobożni chrze­ścijanie (o czym zaświad­cza lokalny proboszcz), którzy z „dobrej woli" chcą zadośćuczynić za grzechy własne lub cudze. Takie wymagania stawia bractwo zgłaszającym się pokutni­kom. Kobiety nie mogą brać udziału w samobiczowaniu, ale czasem uczestniczą w procesji. Idą boso, ubrane w długie szaty, ciągnąc za sobą łańcuchy.

bicze, ciernie i kajdany

W Hiszpanii istnieje kilkaset innych Bractw Najświętszego Krzyża, nie­jednokrotnie podejmują one bardzo podobne praktyki. Dlatego w regionie La Roja procesje biczowników są wydarzeniem dość często towarzyszącym obchodom Triduum Wielka­nocnego. Podobne rytuały można spotkać też w niektórych regionach Włoch. Przykładowo w Kampanii, na ulicach miejscowości Guardia Sanframondi co siedem lat odbywa się rytuał pokutny, w którym jedni biczownicy smagają swoje plecy, a drudzy kaleczą swoje torsy specjalnymi narzędziami z wystającymi gwoź­dziami.

W belgijskim mieście Veurne co roku odby­wa się procesja, podczas której ludzie ubrani w pokutnicze worki niosą krzyże. W Meksyku na­tomiast, w małej górskiej miejscowości Taxco, w Wielki Piątek maszerują zakapturzeni pokut­nicy. Mężczyźni mają wokół pasa zawiązane sznury, na plecach niosą drewniane krzyże, a w ręku cierniowe gałęzie albo pejcze, którymi się biczują. Za nimi podąża­ją kobiety ze spuszczonymi głowami, ubrane na czarno. Na nogach mają kajdany, w rękach świece i różańce.

bracia...

Większość z tych zwy­czajów to pozostałości po praktykach niektórych średniowiecznych bractw pokutnych. Ich członkowie, a były to nieraz całe rodzi­ny, biczowali swe ramiona i plecy aż do krwi. Umartwiali się również w inny sposób: pościli lub nosili włosienni-ce. Niektórzy zakładali na kończyny żelazne obręcze albo też wdziewali kolczugi. W ten sposób próbowali wynagrodzić Bogu za grzechy nie tylko swoje, ale całego Kościoła. Szczególnie orędowali za wielkimi grzesznikami i zmarłymi.

Nie ma zgody wśród historyków co do tego, kiedy powstały bractwa pokutne. Jedni uważa­ją, że pierwszym takim bractwem było stowa­rzyszenie założone przez św. Bonawenturę w Rzymie w 1267 r., inni, że był nim ustanowiony przez św. Franciszka w 1221 r. Trzeci Zakon Pokutników. Szczególnie intensywnie pojawia­ły się w XVI i XVII stuleciu, do czego przyczynił się odnowiony na Soborze Trydenckim model życia religijnego i społecznego. Sprzyjał on powstawaniu nowych stowarzyszeń świeckich, które  poświęcały się  rozmaitym  posługom: charytatywnym, ewangelizacyjnym, modlitew­nym.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama