Unia Europejska a wartości chrześcijańskie

Niedziela 31/2010 Niedziela 31/2010

Stajemy dziś przed koniecznością jasnego określenia swojej chrześcijańskiej tożsamości. Jako chrześcijanie musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o system wartości, do którego się odwołujemy. Jak powinno wyglądać nasze prawodawstwo?

 

– Czy oni mają jakieś odniesienie do swoich Kościołów?

– Oczywiście, mają, bo oficjalne stanowiska Kościołów są inne od naszego. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj w niektórych Kościołach chrześcijańskich dopuszcza się np., w odróżnieniu od standardów katolickich, kapłaństwo kobiet, również biskupstwo kobiet, a nawet obejmowanie wysokich urzędów kościelnych przez osoby o określonej orientacji seksualnej. To się dzieje na naszych oczach, wewnątrz całej dużej rodziny chrześcijańskiej. To sprawy bardzo skomplikowane, trudne, wymagające cierpliwości i determinacji. Być może jest to także czas próby, czas dawania świadectwa, czas pokazywania nie tyle tego, co się deklaruje, o czym się mówi, czego się broni, ile tego, jak się żyje, pokazywania swoim zachowaniem, swoim sposobem reagowania, sposobem życia, również prywatnego. Wiemy też dobrze, że mamy przeciwników, którzy nie kryją swego nastawienia do nas, i im bardziej będziemy wewnętrznie podzieleni w niektórych sprawach, tym wygodniejsza będzie ich sytuacja. A na dodatek za drzwiami stoją zupełnie inne kultury, zupełnie inne wyznania, o zupełnie innych systemach wartości, które, prawdę mówiąc, z zadziwieniem patrzą, jak my sami się wyniszczamy, i czekają na puste pole, by szybko i sprytnie je zagospodarować. W jakimś miejscu publicznym zakazano np. postawienia szopki, bo to rzekomo przeszkadza innym rodzicom, a rodzice dzieci muzułmańskich zaprotestowali, że wcale tego nie żądali – nie dlatego, że są tacy tolerancyjni, tylko dlatego, że oni również mają swoje symbole, które chcieliby uzewnętrzniać.

– Co wobec tego chadecy robią w Unii Europejskiej, w Parlamencie Europejskim, żeby zmieniać oblicze Europy na bardziej chrześcijańskie?

– Może krótkie wyjaśnienie: jeżeli mówimy „chadecy”, to mamy do czynienia z określoną partią polityczną. Używajmy może określenia „politycy chrześcijańscy”. Polscy politycy chrześcijańscy są zarówno z PiS-u, jak i z PO, zdarzają się również politycy z partii lewicowych – spotykam ich na Mszach św. w Parlamencie. Jeśli chodzi o mnie, to jestem członkiem partii chadeckiej, czyli takiej, która nie tylko ma określoną koncepcję polityczną, tzn. nie tylko wywodzi się z chrześcijaństwa, ale ma również określoną koncepcję ekonomiczną, gospodarczą i społeczną. W tej grupie staramy się – na ile jest to możliwe – przeciwdziałać zjawiskom niewłaściwym dla Unii Europejskiej. Po pierwsze więc Unia Europejska nie powinna negocjować kwestii wartości.

Dla nas, katolików, jest to w ogóle niedopuszczalne, bo wartości są nienegocjowalne, one mają zupełnie inną genezę. One po prostu są i mamy zgodnie z nimi żyć. Możemy dyskutować na temat tego, czy dobrze je wszyscy rozumiemy, ale nie możemy ich negocjować, bo jeżeli dopuścimy do ich negocjowania, to podważymy istotę naszego funkcjonowania – to by oznaczało, że wartości są wynikiem pewnej umowy społecznej. Wartości zatem nie powinny być poddawane głosowaniu. Po drugie – na tyle, na ile jest to możliwe – musimy blokować wprowadzanie do Parlamentu przez niektóre środowiska inicjatyw, które są absolutnie poza kompetencjami Unii. Są to m.in. kwestie rodziny, które nie powinny być w ogóle przedmiotem obrad w Unii, bo zgodnie z traktatem, są pozostawione państwom. Tymczasem ciągle spotykamy się z wprowadzaniem ich na obrady jako rezolucje, a więc nie jako prawo, tylko jako wypowiedzi Parlamentu. Ale kto z mieszkańców Europy orientuje się w tym, że coś dotyczy po prostu opinii Parlamentu, a nie prawa! Wszyscy uważają, że jak Parlament coś uchwali, to jest to nowe prawo. W związku z tym staramy się blokować tego typu inicjatywy. Niestety, jesteśmy w mniejszości i bardzo często przegrywamy. Staramy się reagować również tam, gdzie wprowadza się nowe rzeczy, zmieniając sformułowania bądź słowa. Klasyczny przykład: Dzisiaj wiele mówi się o prawach człowieka i o jednym z tych praw, jakim jest ochrona zdrowia. W związku z tym zwolennicy prawa do aborcji będą mówili „nie” aborcji, ale będą mówili o prawie do zdrowia reprodukcyjnego jako o prawie człowieka. Innymi słowy – zakazanie komuś aborcji jest złamaniem praw człowieka. Wystarczy zmienić jedno słowo, żeby zmienił się sens. Staramy się to obnażać. Bardzo często dyskutujemy np. o budżecie, o pieniądzach. Czasami wydaje się, że sprawa jest zupełnie bezpieczna, a nagle okazuje się, że np. w budżecie przeznaczonym na pomoc dla krajów afrykańskich jest ukryty zapis, który pozwala na wydawanie europejskich pieniędzy na przymusowe aborcje, określane jako walka z przeludnieniem. Staramy się przekonywać polityków niechrześcijańskich, że nie możemy z pieniędzy europejskich finansować tego typu działań. Wiele z tych spraw przegrywamy, ale ważne jest, że publicznie możemy zabrać głos i bronić pewnych kwestii. Myślę też, że są to działania długofalowe. Dzisiaj jesteśmy w mniejszości i wielu spraw nie potrafimy przegłosować, ale pojawienie się posłów z nowych krajów członkowskich zmieniło już trochę sytuację.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama