Formacja po formacji

Wieczernik 174/6/2010 Wieczernik 174/6/2010

Formacja jest powinnością każdego chrześcijanina, zarówno świeckiego, jak i duchownego. I nie jest ona celem samym w sobie. Formacja ma nas przygotować do wypełniania woli Pana

 

Mam nadzieje, że nie myślisz, że formacja w Ruchu Światło-Życie trwa trzy stopnie, albo – co gorsza – trzy lata. Formacja to zadanie na całe życie. I nawet nie dlatego, że jesteś animatorem. Ale dlatego, że formacja jest powinnością każdego chrześcijanina, zarówno świeckiego, jak i duchownego. I nie jest ona celem samym w sobie. Formacja ma nas przygotować do wypełniania woli Pana –podjęcia tej jedynej i niepowtarzalnej misji, którą On nam wyznaczył (por. ChL 58).

Pierwsza rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę w formacji permanentnej, czyli takiej, która ma trwać stale, to odpowiedzialność za samego siebie. Każdy animator powinien przede wszystkim być odpowiedzialny sam za swoje życie duchowe, chodzi tu przede wszystkim o wierność podstawowym praktykom, takim jak właśnie modlitwa, regularna spowiedź, Eucharystia. Ta przestrzeń kształtuje w nas i umacnia relacje z Panem Bogiem, ale także z innymi ludźmi. To w niej dokonuje się nawrócenie, pojednanie, nowe życie. życie duchowe musi w nas się rozwijać, być żywe. Dobrze, jeśli nie jesteśmy na tej drodze sami i możemy liczyć na swojego stałego spowiednika czy kierownika duchowego.

Ponieważ człowiek (nawet animator!) nie składa się wyłącznie ze sfery duchowej, musi troszczyć się także o rozwój w innych obszarach, musi dobrze poznać siebie po prostu jako człowieka: swoje postawy, uczucia, motywacje. Dopiero na takim fundamencie można dojrzale budować sprawy duchowe. Im lepiej będę znać siebie, tym wydajniej będę służyć innym. Różne są drogi poznawania samego siebie. Można np. korzystać wielu z dostępnych, zorganizowanych metod, jak warsztaty, kursy, także lektury czy rozmowy. Na pewno i w tej sferze można liczyć na wsparcie kierownika duchowego.

Warto pamiętać też o rozwoju intelektualnym, kulturalnym, czy zawodowym. Formacja, aby była integralna, musi dotykać wszystkich sfer człowieczeństwa, wszelkich obszarów naszej aktywności.

Bardzo ważne jest także, abyśmy zawsze mieli świadomość, do czego i w jaki sposób dążymy w naszym wzrastaniu.

Podzielę się tutaj krótko odkryciami z książki A. Cenciniego „Od wychowania do formacji”. Często zmagamy się z modelem formacji, w którym celem jest doskonałość. Utożsamiamy ją niekiedy błędnie ze świętością. To, co nie identyfikuje się z doskonałością, zostaje wyeliminowane, zagłuszone, odsunięte. W związku z tym człowiekowi wydaje się często, że nie ma żadnych poważniejszych problemów. Ale być może taka samoświadomość dokonuje się kosztem wielkiego zubożenia życia psychicznego? Wszak w tym modelu na naszym człowieczeństwie została dokonana amputacja, odcięta została niepasująca do ideału część.

Niewystarczające są również dwa inne modele: samorealizacji i samoakceptacji. Pierwszy zakłada wyłącznie własny wysiłek przy dążeniu do celu, którym jest realizacja siebie, swoich talentów, wszystkiego, co posiadamy – także na płaszczyźnie duchowej. Z kolei samoakceptacja z postawą „Pan Bóg kocha Cię takiego, jakim jesteś, więc bądź spokojny” jest może dobra jako etap na naszej drodze, jakiś punkt wyjścia (no bo przecież powinniśmy siebie akceptować), ale nie sprawdzi się jako cel.

Zauważmy, że we wszystkich wymienionych trzech modelach uwaga skupiała się wokół mojego „ja”. „Ja” było w centrum. Można zrobić na własny użytek takie małe ćwiczenie, przyjrzeć się sobie, swojemu otoczeniu. Może zobaczymy funkcjonujące wszystkie te trzy modele?

Co w takim razie powinno być celem? Jak dążyć do świętości? Jak się rozwijać? Cencini proponuje tzw. model integracji. Zakłada on istnienie pewnego centrum, które jest punktem odniesienia poza człowiekiem, które skupia, integruje wokół siebie całą rzeczywistość, nadaje jej sens, oczyszcza i ubogaca, nadaje nowy kierunek, pozwala przeżywać także swoją uczuciowość i seksualność. Takim centrum może być tylko Jezus Chrystus – Krzyż Jezusa Chrystusa. Bo to krzyż objawia tajemnicę miłości Ojca. I teraz można przy takim centrum zebrać całe swoje życie: przeszłość, grzech, podatności na zranienia, wszelkie inne słabości, lęki, opory. Nawet jeśli nie pozbędę się niektórych słabych stron, co jest bardziej pewne niż prawdopodobne J, to moja słabość może być miejscem przeżywania łaski, o ile poddam ją Jezusowi – dokładnie tak, jak pisał św. Paweł. I o to chodzi w świętości.

Czego jeszcze potrzeba animatorowi? Na pewno potrzebna jest mała grupa wzrostu, w której będzie spotykał się ze swoimi braćmi i siostrami na modlitwie, dzieleniu życiem, Słowem Bożym. Trzeba starać się o to, aby być w takiej grupie. Samo tylko prowadzenie innych, młodszych, nie wystarczy, nawet jeśli wydaje nam się, że przez tę posługę też się rozwijamy. W dużych wspólnotach czy w większych miastach jest łatwiej, animatorzy tworzą często stałe grupy dzielenia i formacji. W Domowym Kościele zawsze jest się w jakimś kręgu, więc też nie ma problemu. Ale nawet jeśli ktoś jest jedynym animatorem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, to może raz na miesiąc udałoby mu się spotkać w gronie kilku innych animatorów? Pomocą do przeprowadzania spotkań mogą być chociażby materiały opracowywane przez Centralną Diakonię Formacji Diakonii, związane są zawsze diecezjach tematem roku i zakładają comiesięczny rytm spotkań.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama