Jaki był ten rok?

Różaniec 12/2022 Różaniec 12/2022

Myśli próbują ogarnąć jeszcze raz chwile, które już bezpowrotnie minęły. Dostrzegam wtedy, jak wiele od Boga otrzymałem, a jak niewiele z siebie dałem.

Na pielgrzymce każdy dzień kończy się Apelem jasnogórskim i wieczornymi modlitwami. Pielgrzymi przed rozejściem się na nocleg śpiewają:
„Jaki był ten dzień?

Co darował, co wziął?

Czy mnie wyniósł pod niebo,
czy rzucił na dno?”.

 

Myśli próbują ogarnąć jeszcze raz chwile, które już bezpowrotnie minęły. Dostrzegam wtedy, jak wiele od Boga otrzymałem, a jak niewiele z siebie dałem.

Parafrazując słowa tej piosenki, postanowiliśmy zapytać naszych autorów, jaki był ten rok, który mogliśmy wspólnie z Wami, Drodzy Czytelnicy, przeżyć.

Dla mnie nie był łatwy. Mógłbym narzekać, że nie mogłem pojechać do Lyonu na tak oczekiwaną przeze mnie beatyfikację Pauliny Jaricot. Z powodu choroby nie poszedłem też z pielgrzymką na Jasną Górę. To wszystko uświadomiło mi, że to do Pana Boga należy czas.

Myślę, że dzięki temu mogę bardziej docenić to, co mam: w Polsce jest pokój, mam dach nad głową, nie jestem głodny. Mogę też poczuć, że jestem w ramionach Ojca, który czuwa nad wszystkim. A On uparcie dąży do tego, co zaplanował: chce mnie uczynić szczęśliwym, i to na całą wieczność.

ks. Szymon Mucha

 

Wielka szkoła ufności

Często powtarzałam: „Jezu, ufam Tobie!” i nigdy się nie zawiodłam. Mogłam towarzyszyć innym w przechodzeniu od lęku do nadziei i sama to przeżywać.

Pandemia – lęk o bliskie nam osoby zmagające się z chorobą jeszcze bardziej zapraszał nas do ufności Bogu i doceniania każdego momentu życia.

Wojna na Ukrainie – kolejny wielki lęk, który stopniowo topniał w miarę, jak angażowaliśmy się, by pomóc uchodźcom i wesprzeć tych, którzy walczą i cierpią na Ukrainie. Nadzieja nas ogarniała na widok takiego ogromu ludzkiej dobroci, hojności serca, życzliwości, poświęcenia.

Młodzież w Kościele – doświadczamy smutku wobec wzrastającej liczby młodych, którzy dokonują apostazji. Znakiem nadziei jest widzieć, ilu młodych zgromadziły wokół Chrystusa pielgrzymujące po wielu diecezjach w Polsce relikwie bł. Carlo Acutisa.

Powołania – z jednej strony zasmucają i napawają niepokojem coraz bardziej puste seminaria i domy formacyjne. Z drugiej ‒ budzą nadzieję konkretne decyzje Kościoła dotyczące formacji przyszłych kapłanów potwierdzane świadectwem tych, którzy już w nich uczestniczą.

Warto zacząć nowy 2023 r., powtarzając z nadzieją: „Jezu, ufam Tobie” i trzymając w rękach różaniec.

s. Anna Maria Pudełko AP

 

Koncepcja czasu spiralnego

„Podobnie jak przestrzeń, także i czas nie jest dla człowieka religijnego czymś jednorodnym i ciągłym” – pisał w jednym ze swoich esejów Mircea Eliade. Opisano go już – czas (choć Eliadego też) – na zbyt wiele sposobów – świętych i nieświętych. Dla każdego wierzącego będzie w dużej mierze cykliczny. Wieczna reaktualizacja działania bogów. Dla chrześcijan – ciągłe uobecnianie się Chrystusa.

Lecz jednocześnie płynie czas linearny, zwykły, codzienny. Dla człowieka i dla Kościoła. Dla mnie w mijającym roku było to dostrzegalne chyba najwyraźniej w obliczu Synodu o synodalności, czyli w świetle ponownego, kolejnego, a może jeszcze lepiej – ciągłego „aggiornamento” Kościoła. Iście Franciszkowy Synod, łamiący definicję synodu, jaką podają słowniki, wzywający każdego, kto tylko chce, do powstania i mówienia o swoich marzeniach, o marzeniu Kościoła jutra. Ja też marzę. O Kościele, w którym ludzie są wolni i prawdziwi. W którym służba i oddanie życia to tylko niezbędne minimum w naśladowaniu Chrystusa.

Człowiek religijny potrafi przechodzić z jednego czasu – linearnego, w drugi – cykliczny, z łatwością wejścia i wyjścia z kościoła na Eucharystię. A może to mało? Może człowiek wierzący powinien zatrzeć tę różnicę czasów? Jeśli naszym dążeniem ma być Pawłowe – „już nie ja żyję” (Ga 2, 20) ‒ tak, zawsze przemawiała do mnie koncepcja czasu spiralnego.

Mateusz Krawczyk

 

Trwać coraz jaśniej i prościej

Tak, to był dla mnie kolejny… najlepszy rok! Pełen najlepszych zadziwień! Bo Bóg nie daje darów byle jakich czy nawet dobrych – dobre dary potrafią przecież dawać nawet źli ojcowie. Bóg daje tylko to, co najlepsze – dla mnie, dla mojej świętości, żeby w końcu przestać dreptać w miejscu, a poczuć się mocnym zawodnikiem w dobrych zawodach! 

Kościół przypominał w mijającym roku wzór takiego zawodnika w osobie św. Ignacego z Loyoli. Oby jednak zakończenie roku ignacjańskiego (20.05.2021 ‒ 31.07.2022) nie było końcem zainteresowania tą głęboką duchowością założyciela jezuitów, piękną praktyką rekolekcji ignacjańskich. Bogu dziękuję, że właśnie w tym roku mogłam uczestniczyć w ignacjańskiej syntezie na zakopiańskiej jezuickiej „Górce”.

Każdego z nas dotknął w jakiś sposób niepokój związany z wojną na Ukrainie, destabilizacją gospodarczą. Dużo w nas lęków, czasami wręcz paniki. Po ludzku – trudno się dziwić. Jednak jestem przekonana, że właśnie teraz możemy poczuć się uczniami w Chrystusowej szkole wiary i rozumu, coraz pilniej ucząc się zaufania Panu i współpracy z Nim – takiej na serio!

A On daje się znaleźć tym, którzy Go szukają! Sama doświadczyłam tego, odnajdując – po długich poszukiwaniach – wspaniałą pracę, z misją i wartościowymi ludźmi. Przeprowadzka do stolicy, nowe wyzwania i… bardzo intensywne poszukiwanie Bożej woli. Może za rok będzie szansa, aby podzielić się z Czytelnikami czymś więcej… Dziś mogę powiedzieć za Wojtyłą, że chciałabym tylko: „Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów / cieniom, tylko trwać / coraz jaśniej i prościej”.

Monika M. Zając

 

Front duchowy zmagań człowieka

W tłusty czwartek w ciągu kilku godzin zabrano nam pandemię! Nawet ci, którzy byli do niej bardzo przywiązani, nie tęsknili za nią, bo natychmiast dostali nowy przedmiot strachu, czyli wojnę sąsiadów. Wygląda na to, że połowa z nas, aby żyć, musi się bać czegoś całkowicie od nas niezależnego…

Zaraz potem w wojennym pakiecie katolicki lud zaprezentował wielką, moralnie oburzoną pogardę wobec prezydenta z KGB i… papieża z Argentyny. Pseudochrześcijańska przemądrzałość i nienawiść medialnego tłumu to dla mnie przestroga i wyzwanie do głoszenia Ewangelii – zwłaszcza tej o miłości i nieprzyjaciołach, a także o tych, „którzy nie wiedzą, co czynią”…

Natomiast na froncie osobistym „Różańcowa” przygoda z cnotami dała mi nie tylko dużo radości, ale nade wszystko dystans do codziennych wiadomości i wydarzeń. Doszło do mnie, że front duchowych zmagań człowieka jest znacznie ciekawszy i nie mniej ważny niż doniesienia z Donbasu czy też sejmu.

o. Andrzej Bielat OP

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama