Nie ma wojny polsko polskiej

Więź 2-3/2011 Więź 2-3/2011

Dlaczego zgoda trwała tak krótko? Z dwóch powodów. Po pierwsze, weszliśmy szybko w kampanię wyborczą, czyli z sytuacji nadzwyczajnej przeszliśmy do zwyczajnej. A po drugie, zmienił się wewnętrzny układ sił na scenie. Pojawiła się dominacja jednej ze stron. I nowa logika rywalizacji

 

Podziały w społeczeństwie

WIĘŹ

Podziały polityczne nie wyczerpują jednak całości opisu różnic w polskim społeczeństwie. Jakie inne linie podziałów są, Panów zdaniem, najważniejsze?

Smolar

Są też głębokie podziały społeczne. One odgrywają tu rolę fundamentalną. Podział kraju na Polskę A i B nie jest wymysłem, podobnie podział ze względu na wiek, wykształcenie czy dochody. Mapa wyborcza dzieląca Polskę da się łatwo zinterpretować w kategoriach różnic kulturowych, społecznych i nawet historycznych. Ponadto jest ważny podział na tych, którzy skorzystali z procesu modernizacji kraju po 1989 roku, oraz ofiary tego procesu. Niesłychanie różnicuje szanse Polaków na przykład zdolność posługiwania się internetem. Powstaje nam społeczeństwo przedzielone bardzo głęboką luką cywilizacyjną, która mocno różnicuje szanse życiowe Polaków.

Jest też podział, który opisał Samuel Huntington, pisząc o amerykańskim społeczeństwie. Mówił on z jednej strony o tych, którzy dobrze się czują w świecie otwartych granic, ponadnarodowych procesów – to jest klasa globalna albo kosmopolityczna (co oczywiście nie znaczy, że nie są oni przywiązani do własnej kultury, kraju, ziemi i narodu). A z drugiej strony mamy ludzi jakby przypisanych do ziemi – ascriptive, jak za czasów feudalnych. Dziś przyjmuje to formę przypisania do narodu, do kultury, do języka. Oni nie znają innych języków albo reprezentują zawody, które nie są zawodami globalnymi, tylko lokalnymi. Ten podział już dziś wyraźnie różnicuje ludzkie losy. Perspektywicznie będzie on prawdopodobnie odgrywał jeszcze poważniejszą rolę. Z jednej strony pisze się w ostatnich latach dużo o postępujących procesach globalizacji, z drugiej zaś – o renacjonalizacji, silnych ruchach narodowych, etnicznych, które doprowadzają nawet do pękania stabilnych dotąd państw. Na te procesy wpływ ma na pewno zagrożenie gospodarczą konkurencją na otwartym rynku ze strony Chin, Indii czy Brazylii. Pewną rolę odgrywa też poczucie zagrożenia dla tożsamości zbiorowej i godności dużej części społeczeństwa, która nie jest w stanie się odnaleźć w tym szerokim świecie.

Żukowski

W Polsce po 2005 roku ostrym sporom wizerunkowym i wyraźnym różnicom wizji państwa i demokracji towarzyszyły niezbyt wielkie różnice między społeczno-gospodarczymi ofertami obu rywalizujących obozów. W tym wymiarze polaryzacja początkowo raczej słabła. Sprzyjała temu niezła koniunktura gospodarcza. Nie wiem jednak, czy jest to zjawisko trwałe. Mamy bowiem w Polsce do czynienia z pogłębianiem się różnic społecznych. Rosną też dystanse między regionami biedniejszymi i bogatszymi. Psuje się też koniunktura. Te procesy będą miały swoje konsekwencje. Jeśli dodamy do tego zjawisko zadłużania się państwa kosztem następnych pokoleń, można podejrzewać, że w bliższej i dalszej przyszłości w polskiej polityce możemy mieć znów do czynienia z większymi konfliktami społecznych i ekonomicznych interesów.

Mamy również w Polsce rzeczywiście poważne różnice na poziomie tożsamości. Jest część społeczeństwa, dla której Kościół i jego obecność w życiu publicznym są ważne, oraz ta, mniej liczna, która jest przeciwnego zdania. Są też znaczące różnice dotyczące wizji polityki gospodarczej. Jest spór o to, czy państwo powinno być ważnym podmiotem w gospodarce, odpowiedzialnym szczególnie za strategiczne gałęzie gospodarki oraz za bezpieczeństwo energetyczne. Dlatego dla jednych (w tym dla mnie) priorytetową kwestią będzie to, czy sprzedawać PKO BP albo Lotos (zdecydowanie nie!), a dla innych nie ma to większego znaczenia. Jest to kwestia wyboru dwóch różnych strategii gospodarczych. I jeszcze wymieńmy jedno ważne pole podziału: polityka zagraniczna. Mówiąc w skrócie: czy będzie to polityka jagiellońska czy piastowska? Wokół tego mamy realne, a nie pozorowane dylematy. Wyraźnie dzielą one dwa główne obozy polityczne w Polsce. I to nie są dylematy, które znikną. A wybory, które podejmujemy dzisiaj, będą mieć swe, czasem ogromne, konsekwencje w przyszłości.

Pojednanie zamiast podziałów?

WIĘŹ

Widać zatem, że zdaniem Panów, podziały, które mamy w Polsce, nie są wydumane, lecz rzeczywiste. Mamy więc realne podstawy do tego, żeby spór się toczył. Czy toczy się on jednak w sposób, w jaki powinien się toczyć w nowoczesnym, demokratycznym społeczeństwie? Czy sformułowanie „wojna polsko-polska” jest uprawnione? Czy jest w tym sporze miejsce na perspektywę pojednania? A może mówienie o pojednaniu to tylko kolejny zabieg ze strony partii dominującej, by swoją dominację umacniać?

Smolar

Do kwestii pojednania mam dwuznaczny stosunek. Problem pamięci historycznej i przezwyciężania konfliktów przeszłości między narodami i w ramach narodów fascynuje mnie. Pojecie pojednanie jest jednak bardziej ze świata i języka religijnego, moralistycznego, a nie politycznego. To, co jest istotą pojednania, czyli przezwyciężanie wrogości, konfliktów, przełamywanie głębokich podziałów, to proces niezwykle długotrwały. W latach 80. XX wieku wybitny historyk francuski François Furet pisał, że rewolucja francuska dopiero teraz się zakończyła. Po 200 latach! Pisał tak, mając na myśli głęboki podział między obozem rewolucji i kontrrewolucji w historii Francji.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama