Nie ma wojny polsko polskiej

Więź 2-3/2011 Więź 2-3/2011

Dlaczego zgoda trwała tak krótko? Z dwóch powodów. Po pierwsze, weszliśmy szybko w kampanię wyborczą, czyli z sytuacji nadzwyczajnej przeszliśmy do zwyczajnej. A po drugie, zmienił się wewnętrzny układ sił na scenie. Pojawiła się dominacja jednej ze stron. I nowa logika rywalizacji

 

Mamy w Polsce podziały społeczne i polityczne, które są rzeczą naturalną. Problem jest w tym, jak się do nich podchodzi. Jestem przeciwny absolutyzowaniu konfliktu w polityce wzorem Carla Schmitta, który ma w Polsce zwolenników zarówno na lewicy, jak i prawicy. Konflikt to istotny moment w polityce demokratycznej, ale równie ważne jest poszukiwanie porozumienia, umacnianie wspólnoty politycznej. I nie mam tu na myśli wersji minimalistycznej, polegającej na tym, że się nie wyrzynamy. Chodzi o to, by poczucie wspólnoty było jak najbogatsze. Mam głębokie przekonanie, że stopniowo jednak odchodzimy od tej wizji Schimittowskiej, że zmiana powoli się dokonuje, że zachodzące zmiany będą sprzyjać pogłębianiu integracji Polaków. Jednak historia nie jest procesem liniowym. Mogą występować okresy regresu, wpływając na radykalną zmianę zachowań i wyborów.

Język pojednania w kraju tak głęboko katolickim jak Polska może mieć swoją wartość, przede wszystkim symboliczną. Co jednak ważniejsze, jest to proces zmian, który prowadzi do tego, że Polska godzi się ze sobą, ze swoją historią – i istniejące podziały będą miękły. Choć oczywiście nie znikną, będą się odtwarzały w nowych formach.

W warstwie politycznej uważam natomiast, że podstawowym podziałem w Polsce jest ciągle ten, który ujawnił się już w roku 1980 i 1981, to znaczy pomiędzy ludźmi umiarkowanymi a radykałami. Jeżeli spojrzymy na naszą scenę polityczną, to często ten podział jest bardziej istotny niż podziały ideowe. Ten podział sięga głęboko: dotyczy rzeczywistego uznawania reguł demokratycznych, państwa prawa, konieczności poszukiwania kompromisu.

Żukowski

Czym miałoby być pojednanie w polityce? To nie może być formuła typu: ustalamy, że od tej pory już się nie spieramy. To rzeczywiście tylko i wyłącznie umacniałoby dominację jednego obozu. Natomiast istnieje moim zdaniem potrzeba, by pojawiły się w polskiej polityce wyraźniejsze elementy konsensu uzupełniające pole sporu.

Gdzie te elementy wspólne da się odnaleźć? Czy jest możliwe znalezienie ich na poziomie polityki gospodarczej, w polityce rozwoju regionalnego czy też w polityce kształtowania tożsamości zbiorowej? Uważam, że dla przyszłości Polski jest to konieczne. Przykładowo powiem o niedawnej zmianie programów nauczania historii. Jest to też bardzo ważny problem, ale wyciszany przez media w debacie. Czy mamy zrezygnować z tego, żeby kształtować pamięć historyczną młodych Polaków – bo do tego właśnie, mówiąc w skrócie, sprowadza się realizowana obecnie reforma nauczania? Moim zdaniem – zdecydowanie nie.

W polityce trwalszy konsens w wymienionych tu sprawach (dodam do tego politykę zagraniczną) będzie możliwy – jak sądzę – za jakiś czas, po zrównoważeniu sceny politycznej. Chciałbym, żeby już dziś ten element pojednania był obecny przynajmniej na poziomie budowania pomostów pomiędzy instytucjami metapolitycznymi, które uczestniczą w debacie, organizują ją i reprezentują strony sporu. Dlatego tak dużo mówimy o mediach, bo właśnie media są potencjalnie takim miejscem. Niestety dziś w mediach głównego nurtu, w tym tych publicznych, mamy do czynienia z zawężaniem, a nie poszerzaniem pola pluralizmu. Nawet w takiej sytuacji warto budować elementy konsensu, choćby w takich miesięcznikach jak WIĘŹ. I szukajmy dalej. Mam nadzieję, że wcześniej czy później do tego dojdzie. Bo jeśli kontynuowana będzie strategia wykluczania jednej ze stron – to realnego pojednania być nie może.

WIĘŹ

Może rozwiązaniem jest zakwestionowanie i przekroczenie tego dwudzielnego podziału?

Smolar

Ostatnie inicjatywy polityczne – ruch Janusza Palikota i Polska Jest Najważniejsza – są dowodem pewnej frustracji związanej z tym dwudzielnym podziałem. Również wyniki wyborów samorządowych i popularność kandydatów niepartyjnych dowodzą, że są dość głębokie pokłady niezadowolenia. I jest to, moim zdaniem, zdrowy objaw.

Twierdzę jednak, że nie ma wojny polsko-polskiej. Takie hasła to mitologia. Ja sam z czasu mojego życia mogę pokazać w Europie przykłady znacznie bardziej dramatycznych podziałów i konfliktów.

WIĘŹ

Zresztą w polskim dwudziestoleciu międzywojennym też były one silniejsze.

Smolar

Ależ bez porównania! Ostrości tych konfliktów w ogóle nie da się porównać. O czym świadczy popularność tezy o wojnie polsko‑polskiej? Z jednej strony o głębokich obawach, wyniesionych z historii, przed konfliktami i przemocą, nawet werbalną; z drugiej zaś strony jest to wyraz nie zawsze bardzo demokratycznej tęsknoty za zintegrowaną wspólnotą, której wyrazem były marzenia o wspólnej partii Solidarności czy o POPiS-ie.

WIĘŹ

Z tym, że w polskim dyskursie obecny jest język wykluczenia, i to po obu głównych stronach sporu.

Smolar

Owszem, jest język wykluczenia, ale nie praktyka (przynajmniej w polityce, bo poza nią sprawa jest bardziej złożona). Przecież to nieprawda, że PiS jest marginalizowany. Jeżeli PiS traci poparcie, jest to wynik obranego kierunku, przede wszystkim decyzji Jarosława Kaczyńskiego.

Żukowski

Moja diagnoza jest inna. Ograniczanie obozu PiS w dostępie do debaty publicznej jest oczywistym faktem. Zgodzę się natomiast, że temperatura konfliktów w Polsce nie jest aż tak wysoka, jak to się nieraz zdarza w innych krajach europejskich (choćby obecnie na Węgrzech) lub jak to bywało w Polsce w przeszłości. Słowo „wojna” w tym kontekście raczej nie jest trafne. Jest to termin zdecydowanie nadużywany w stabloidyzowanym obrazie, w którym politykę przedstawia się jako kłótnię wszystkich ze wszystkimi bez związku z problemami ludzi.

WIĘŹ

To ważna konkluzja tej rozmowy. Nie ma wojny polsko-polskiej, a jest normalny spór. Byleby tylko ten spór nie stawał się – zarówno dla spierających się stron, jak i dla opisujących je mediów – celem samym w sobie. Bo to nie spór jest istotą demokracji, lecz szukanie wspólnego dobra. Spór jest tylko narzędziem, metodą, środkiem, a nie celem.

Rozmowę prowadzili Zbigniew Nosowski i Konrad Sawicki

Opr. KS

Aleksander Smolar– ur. 1940. Politolog, prezes Zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. W latach 1971-89 na emigracji: we Włoszech, Wielkiej Brytanii i Francji. Był pracownikiem naukowym francuskiego Krajowego Centrum Badań Naukowych CNRS (1973-2007), redaktorem naczelny kwartalnika politycznego „Aneks” na emigracji (1974-89), doradcą ds. politycznych premiera Tadeusza Mazowieckiego i doradcą ds. polityki zagranicznej premier Hanny Suchockiej. Ostatnio opublikował Tabu i niewinność.

Tomasz Żukowski– ur. 1957. Doktor socjologii, politolog. Pracuje w Instytucie Polityki Społecznej na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od dwóch dekad badacz polskiej sceny politycznej i komentator życia publicznego. W latach 2008-2010 doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2009 r. ukazała się pod jego redakcją książka Wartości Polaków a dziedzictwo Jana Pawła II.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama