Nie ma wojny polsko polskiej

Więź 2-3/2011 Więź 2-3/2011

Dlaczego zgoda trwała tak krótko? Z dwóch powodów. Po pierwsze, weszliśmy szybko w kampanię wyborczą, czyli z sytuacji nadzwyczajnej przeszliśmy do zwyczajnej. A po drugie, zmienił się wewnętrzny układ sił na scenie. Pojawiła się dominacja jednej ze stron. I nowa logika rywalizacji

 

Podziały w mediach

WIĘŹ

Media w Polsce z pewnością wymagają odrębnej uwagi: czy one jedynie odzwierciedlają podziały polityczne, czy też je kreują, uwielbiając ostre zderzenia?

Smolar

Ten temat jest przedmiotem dyskusji na całym świecie. Czy ewolucja mediów służy demokracji? Wydaje się, że media przyczyniają się do przepływu informacji o procesach politycznych i wobec tego obywatele mogą bardziej świadomie podejmować decyzje polityczne. Ale z drugiej strony obserwujemy negatywne skutki działania dzisiejszych mediów dla procesów demokratycznych, chodzi tu zwłaszcza o media 24-godzinne. Te skutki występują na paru poziomach. Poziom elementarny to fakt, że w demokracji przedstawicielskiej zawsze istniało pewne opóźnienie w czasie pomiędzy podjęciem jakiejś decyzji przez rządzących a poinformowaniem społeczeństwa i reakcją społeczną. Ten czas pozwalał elitom na spokojne i przemyślane podejmowanie decyzji. Reakcja społeczna następowała znacznie później. A dzisiaj dzięki 24-godzinnym mediom ta reakcja jest natychmiastowa. To powoduje z kolei zanik jakiejkolwiek wybitności i odwagi w sferze politycznej, ponieważ klasa polityczna jest poddana codziennej kontroli obywateli, na których emocjonalność wpływają media. Odgrywa tu też rolę strona biznesowa, czyli to, że media traktują politykę jako spektakl i strona ludyczna bierze górę nad merytoryczną. Ludzie reagują emocjonalnie i politycy się tego boją.

W takiej sytuacji najbardziej racjonalnym wyborem dla polityka jest nierobienie niczego. To sytuacja niebezpieczna. Mamy tego skutki także w polskiej polityce. Polityka w mediach jest strywializowana, dziennikarze nie pozwalają na odpowiedź bardziej rozbudowaną i merytoryczną, zachęcają do krótkich i agresywnych przekazów. To być może czyni z życia politycznego atrakcyjny mecz, ale nie służy debacie demokratycznej.

WIĘŹ

Dla mediów, tak jak i dla środowiska politycznego, data 10 kwietnia 2010 była bardzo ważna. Można było odczuć konsternację: ci sami dziennikarze, którzy z dużą rezerwą lub krytycyzmem podchodzili do prezydenta Kaczyńskiego podczas jego prezydentury, w kilka dni po katastrofie wychwalali go pod niebiosa. Nagle znalazły się czułe zdjęcia pary prezydenckiej. Pojawiło się więc słuszne pytanie: te same media, ten sam dziennikarz, a dwa różne obrazy – co się stało? Który wizerunek jest prawdziwy? I po drugie: jaki obraz mediów pokazuje nam ta sytuacja?

Żukowski

Taka sytuacja zdarzyła się nie po raz pierwszy. W 2005 roku, w dniach umierania Jana Pawła II, część mediów również bardzo wyraźnie zmieniła swój sposób opowieści. Można przypomnieć sobie wypowiedzi dziennikarzy z tamtego okresu na temat ich związków z papieżem i religią, a potem przyjrzeć się tym samym dziennikarzom rok lub dwa lata później. Widać, że w sytuacji nadzwyczajnej media głównego nurtu dostosowują się do klimatu budowanego od dołu przez społeczeństwo. Inaczej jest w sytuacji typowej. Wówczas media nie tylko uwzględniają ludzkie opinie, ale też próbują je kreować zgodnie ze strategiczną linią swojego właściciela. Tutaj działa logika rynku. A co ona oznacza w przypadku mediów komercyjnych? Czy tylko zdobywanie widza, spełnianie jego oczekiwań, czy także kształtowanie tego widza, jego „formatowanie”, by był odpowiednim konsumentem z perspektywy reklamodawców? Ja raczej byłbym zwolennikiem tej drugiej tezy. Chodzi tu o kreowanie konsumenta zarówno różnych towarów, jak i produktu politycznego.

Ale kłopot z mediami jest jeszcze poważniejszy. Warto zwrócić uwagę na to, jak ważnym podmiotem życia publicznego stają się – nie tylko w Polsce – media komercyjne. Są one dodatkowymi aktorami na scenie politycznej, ważnymi reprezentantami społeczeństwa zastępującymi po części w tej roli partie polityczne. Coraz częściej to media, a nie partie organizują publiczną debatę, komunikują ze sobą zwykłych ludzi, reprezentują ich w relacjach z ośrodkami władzy. Słabną instrumenty polityki organizowanej przez tradycyjne stronnictwa: media publiczne, partyjne gazety.

Towarzyszy temu zmiana relacji ludzi z ich reprezentantami. Jest w nich mniej obywatelskości, dbałości o interesy i tożsamości, a coraz więcej rozrywki i czystego, wizerunkowego marketingu. A to ma swoje konsekwencje dla demokracji. W moim przekonaniu „wielka koalicja” większości polskich mediów z partią rządzącą (widoczna np. w niedawnych wyborach samorządowych) jest zjawiskiem bardzo niepokojącym. Grozi pojawieniem się w Polsce „demokracji drugiej świeżości”: nierównych szans i nierównorzędnych reguł.

Smolar

Media z reguły są bardziej liberalne niż partie konserwatywne sprawujące władzę. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych z wielkich gazet tylko „Wall Street Journal” jest prawicowy, „New York Times” czy „Washington Post” i inne czołowe gazety są liberalne. Telewizja do niedawna w całości była liberalna. Dopiero kiedy powstał kanał FoxNews, pojawił się silny głos konserwatywny. Ta sytuacja nie blokuje jednak na przykład dominacji partii prawicowych w całej niemal Europie! Pokazuje to granice wpływu mediów.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama