Każdy chciał być Małyszem

Króluj nam Chryste 4/2011

Wychowywali się w tym samym domu, dopóki jeden i drugi się nie ożenił. To on namówił Adama Małysza na skoki. Orzeł z Wisły wracał do treningów z nim, gdy coś się zacinało, nie szło. Jan Szturc, pierwszy trener Małysza, a prywatnie jego wujek, opowiada o legendzie skoków.

 

Po drugim konkursie indywidualnym na mistrzostwach świata w Oslo Adam Małysz przed kamerami ogłosił koniec kariery. To było dla Pana zaskoczenie?

– O tym, że po obecnym sezonie Adam zakończy karierę, wiedziałem już wcześniej, nie spodziewałem się jednak, że ogłosi swoją decyzję po finałowej serii drugiego konkursu na dużej skoczni. Takie decyzje trzeba podejmować, a przychodzą one łatwiej, gdy ma się sukcesy, gdy zdobywa się kilka dni wcześniej brązowy medal, który wieńczy 17 lat startów w Pucharze Świata. Gdy w tym pucharze na finiszu jest się na trzecim miejscu. Wtedy jest się zapamiętanym jako ten, co odszedł w formie, notując dobre wyniki.

Od 17 lat sezon zimowy dla Polaków to skoki. Skoki to Adam Małysz, który już od przyszłego sezonu skakać nie będzie. Co się stanie z popularnością skoków w Polsce?

– Adam przyciągał jak magnes przed telewizory miliony kibiców w zimie, gdy skakał w Pucharze Świata, na mistrzostwach świata, na igrzyskach, ale i latem podczas cyklów Grand Prix. Tym milionom widzów będzie go brakowało na skoczni, ale każdy z nich zasiadając przed telewizorem, mimo że jego już nie zobaczy, myślami będzie z Adamem. Będzie też chciał, by nasi zawodnicy wypadali jak najlepiej. To zaszczepił nam Adam przez lata swoich startów. Tylko ktoś będzie musiał go zastąpić.

Kto będzie w stanie udźwignąć schedę po tak wielkim mistrzu?

– Najbliżej tego jest Kamil Stoch. Ogromny talent, który jeśli będzie rozwijał się tak, jak do tej pory, może przybliżyć się do sukcesów Małysza. Wygrał dwa razy w Pucharze Świata, teraz dwukrotnie punktował na mistrzostwach świata. Są też jeszcze Stefanek Hula – skoczek niespełniony, który nie pokazał jeszcze, na co go stać, no i kolejnym mój wychowanek; młody Tomek Byrt. Tacy jak on muszą się nauczyć żyć pod presją i szczebel po szczeblu przechodzić na kolejny poziom rywalizacji. Przed nim jeszcze dużo pracy i wyrzeczeń. Jedno jest pewne, Adama nikt nigdy nie zastąpi. Drugiego takiego skoczka nie będzie. Taki talent jak on nie tylko w Polsce, ale i na świecie rodzi się raz na kilkadziesiąt lat.

No właśnie… także, a może przede wszystkim światowe skoki tracą wielkiego sportowca, człowieka.

– Adam dodawał kolorytu skokom narciarskim. Wszyscy skoczkowie, ale i szkoleniowcy zawsze o Adamie mówili i mówią tylko bardzo ciepło, z sympatią i podziwem. To wielka postać tej dyscypliny obecna w skokach przez 17 lat. Pamiętam, jak stawiał pierwsze kroki w 1994 r. w Pucharze Świata, zdobywał pierwsze punkty w Turnieju Czterech Skoczni, sięgał po pierwsze zwycięstwo w 1996 r. w Holmenkollen.

Lubili go rywale i trenerzy, ale przede wszystkim uwielbiali go kibice, którzy byli z nim nawet wtedy, gdy miał gorsze skoki, zajmował słabsze miejsca. On o nich nigdy nie zapominał i zawsze im dziękował.

Cztery medale olimpijskie, cztery tytuły mistrza świata, wicemistrzostwo świata, brąz z Oslo, cztery Kryształowe Kule, triumf w Turnieju Czterech Skoczni. Adam to człowiek sportowo spełniony?

– Myślę że tak, choć brakuje mu tylko olimpijskiego złota. Poza tym zdobył jednak wszystko. To on z polskiej reprezentacji – kopciuszka w skokach przed rokiem 2001, zrobił jedną ze światowych potęg. Potęg, która oparta była jednak tylko na nim, w której on był zawsze nr 1. Dziś czekamy na jego następcę. Jest wielu młodych, utalentowanych i głodnych sukcesów skoczków, którzy chcą iść w jego ślady, przebijają się przez gęste sito konkurencji, ponoszą wiele porażek, żeby później – miejmy nadzieję – znaleźć się na wyżynach.

Wspomniał Pan o nieprzeciętnym talencie Małysza. Ale sam talent sukcesów nie daje.

– Medale olimpijskie wywalczone na igrzyskach w Salt Lake City i Vancouver zostały poprzedzone ogromnym nakładem pracy. Niezwykle ciężko pracował Adam podczas całej dekady, kiedy przychodziły sukcesy na mistrzostwach świata i w Pucharze Świata. Skoki traktował jak swój zawód. I nie ważne, czy to był trening, start, czy okres roztrenowania po sezonie. Był profesjonalistą w sporcie. Zawodnicy tej klasy co Morgenstern czy Schlierenzauer głośno przyznają, że był lub wciąż jest ich idolem i wzorem. Każdy w pewnym momencie chciał być Adamem Małyszem. Jeszcze przez długie lata w Polsce będą się na nim wzorować także najmłodsi skoczkowie.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...