Piękny szmugiel. Jubileusz Jerzego Pomianowskiego

Znak 6/2011 Znak 6/2011

Profesor Jerzy Pomianowski skończył 90 lat. „Od zawsze był antysowieckim rusofilem –pisał niedawno Adam Michnik – kochał kulturę rosyjską i nie cierpiał sowieckiego despotyzmu. Dla kultury polskiej zrobił tyle dobrego, że jego dokonaniami można by obdarować pułk wojska – i jeszcze sporo pozostanie”. Ad multom annos Panie Profesorze!

 

Teatralność w splocie z humorem pobrzmiewa jak w powyższym cytacie facecją. Nie dziwi to u tłumacza, który na gruncie towarzyskim potrafił rozprawiać o tym, jak to on (maturzysta rocznik 1938) przed wojną „z księciem Radziwiłłem strzelał z siodła szaraki”. Dla wyjaśnienia: nie z Radziwiłłem Panie Kochanku, ale z senatorem BBWR, sympatykiem Ozonu, panem na Ołyce i Nieborowie. Ta Münchhausenowska poetyka łączy się z wyczuciem już to absurdalnego, już to łotrzykowskiego komizmu: u Klabunda i Kästnera (kabaretowych poetów z Niemiec weimarskich), u Roberta Burnsa, u współczesnej wspomnianym Niemcom i podobnej w tonie Rosjanki Wiery Inber czy też w Pieśni o żonie, tragicznej fantasmagorii przedwcześnie zmarłego Anatola Sysa (1959–2005) – nadziei współczesnej poezji białoruskiej:

U Moskala w ręce szabla krzywa,
koński ogon mu po grzbiecie spływa,

jak u Batu-chana oczyska
i klacz zgrzana – moja ojczyzna.
(...)
A jak biłem, to pytałem: czy to mało
obcych gachów tu przede mną z tobą spało?

– Ja z Moskalem spałam, z Lachem spałam,
na katowskim pieńku pościel słałam,

spałam z twoim ojcem, Litwinem,
dzisiaj z tobą sypiam, z moim synem.

Przejrzyj ty się lepiej w leśnej rzece.
Toż i ty masz koński chwost na grzbiecie.

Toż i ty masz tatarskie oczyska.
Chyba widzisz, z kim spała ojczyzna.

Ciekawe, że to Pomianowski pierwszy umiał tak trafnie wprząc pogłos pikarejskiej poetyki (pogłos podsłuchany przez tłumaczonych rosyjskich modernistów u francuskich poètes maudits) w balladową tonację wczesnego wiersza Achmatowej:

Tygodniami tu z nikim dwóch słów nie zamienię,
Przesiaduję na brzegu kamieniem,

Bo to ulga, że gorycz ta sama jest prawie
W bryzgach fal i we łzach, co je dławię.
Były zimy i wiosny bywały, a jednak
W pamięć wrosła mi tylko ta jedna...

Nikt wcześniej nie szukał u Achmatowej takiej nuty. Nowe jest też brzmienie Mandelsztama – odległe echo Rimbauda (jak i w zakończeniu wsławionej przez Ewę Demarczyk w przekładzie Pomianowskiego Cyganki):

Już gwiazdy ostatniej ukłucie bez bólu zagasło,
Poranek o szyby zatłucze się szarą jaskółką,

I dzień opieszały, jak wół przebudzony przy jasłach,
Już wstaje ze ściółki zmierzwionych po nocy zaułków.

Swobodny, szeroki obrót mowy, ekspresyjny efekt bierze górę nad precyzją szczegółu. Tam gdzie jest to efekt satyryczny czy po prostu komiczny, domyślać się można tradycji Jarmarku rymów Tuwima i jego techniki przekładu, tam jednak gdzie głębia głosu jest inna, wzniosłość wynika z prostoty i przesłania niedokładności słownikowe:

Wiek jak brytan wilkowi do gardła mi skacze,
Lecz ja wilkiem nie jestem, nie jestem.

Jak się czapkę pcha w rękaw, tak pchnij mnie już raczej
W duszny kożuch Syberii leśnej.
Byle tchórza nie widzieć i brudu nie widzieć
Ani kołem łamanych kości,
Niech z dna nocy polarnej błękitny lis wyjdzie,
Niech mi zalśni w mroźnej piękności...

Nie ma żadnego znaczenia, że w oryginale to nie „brytan”, nie „kożuch” i nie „tchórz”, lecz cerkiewnosłowiańskie „trzęsienie ziemi” (trus). Czy ten lis jest aby „błękitny”, też można by się zastanawiać – tylko po co? Po to żeby zepsuć ten piękny polski wiersz?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama