„Na wrotach od stodoły”

Niedziela 34/2011 Niedziela 34/2011

O karykaturze cywilnej kontroli w armii, profesjonalizacji i dezorganizacji oraz o dziwnych paradoksach od dawna prześladujących polskie wojsko – z prof. Romualdem Szeremietiewem rozmawia Wiesława Lewandowska

 

– Trzy pierwsze warunki zanegowano właśnie w raporcie Millera, co z czwartym – czy polska armia jest dziś zdolna do spełnienia swych konstytucyjnych powinności, czyli do obrony granic terytorium i niepodległości państwa polskiego?

– Obawiam się, że nie ma ani tej zdolności, ani nawet tej świadomości … Dziś z armii polskiej odchodzą najlepsi dowódcy, jak np. niedawno gen. Waldemar Skrzypczak. W katastrofie pod Smoleńskiem zginęli wszyscy najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego… A teraz w tej przetrzebionej kadrze dowódczej minister obrony robi kolejne wyłomy i wyrwy, wyrzucając dowódców wysokiego szczebla. To postępująca dezorganizacja armii! Jedyne, co udało się panu Klichowi, to umocnić w wojsku serwilizm i karierowiczostwo osób, które nie ukrywają, że tylko pracują w wojsku…

– Zaniedbania w armii, jak podkreślają politycy partii rządzącej, to także „zasługa” poprzednich rządów. Zgadza się Pan z tym sądem?

– Można z tym się zgodzić, jeżeli przyjmiemy, że obecnie rządzący uderzają się nie tylko w cudze piersi. Rzeczywiście, występują wieloletnie mankamenty, ponieważ kolejne rządy nie były w stanie w sposób właściwy potraktować potrzeb Sił Zbrojnych i kwestii obronności. To prawda.

– Kiedy było najgorzej?

– Cały czas jest „najgorzej”, ale niewątpliwie rządy min. Klicha są najgorsze z tych wszystkich najgorszych.

– Przez pewien czas także Pan miał wpływ na historię armii III RP… Czy udało się coś zdziałać?

– Tak, jednak udało mi się coś w MON zrobić. Po pierwsze – stworzyłem program budowy wojsk obrony terytorialnej, wielki sens miało uporządkowanie procedur związanych z zakupami. Udało się też wypracować koncepcję pozyskiwania nowego uzbrojenia – zakupu licencji, a nie gotowego sprzętu (choćby po to, by dać zatrudnienie polskim zakładom produkcyjnym). Modelowym przykładem takiego postępowania był zakup licencji na produkcję armatohaubicy 155 mm. Kiedy Komorowski usuwał mnie z MON w 2001 r., były już dwa prototypy tego działa; mieliśmy zacząć produkować nowoczesną artylerię. Niestety, program zatrzymano, uznając, że „działo Szeremietiewa” jest niepotrzebne. Po siedmiu latach okazało się, że zarzuty, które mi stawiano w związku z tym programem, były nieprawdziwe. MON do programu wrócił i dopiero teraz Huta Stalowa Wola zaczyna produkować te działa. Straciliśmy kilka lat, a moglibyśmy już mieć nowoczesną artylerię.

– Czy w sytuacji, jaką mamy obecnie w Wojsku Polskim, można już mówić o zagrożeniu dla suwerenności kraju?

– Bezwzględnie tak. Jeżeli władze państwowe nie dbają o Siły Zbrojne, to polityka państwa będzie polityką bezsilną. Nie ulega wątpliwości, że postępuje likwidacja polskich Sił Zbrojnych, a co najmniej ich osłabienie i dezorganizacja. To godzi w rację stanu państwa polskiego. Załóżmy najgorszą sytuację, że to, co napisano w raporcie komisji min. Millera jest prawdą – to pojawia się pytanie, czy taką prawdę powinno się pokazywać światowej opinii? Moim zdaniem, doszło do ujawnienia jakiejś naszej bezsilności. Niebywałe!

– Czy, Pana zdaniem, min. Klicha należy postawić przed Trybunał Stanu i powołać komisję sejmową do zbadania sytuacji w armii?

– Potrzebne są konkretne działania, aby odbudować Wojsko Polskie. Nie reformować czy modernizować, ale je odbudować! Potrzebne będzie kilka lat spokojnej pracy zespołu ludzi kompetentnych w sprawach wojska, przy wyłączeniu obronności z bieżącej gry politycznej. Po odbudowie Sił Zbrojnych nikt nie wyśle polskich pilotów „na wrotach od stodoły” do Smoleńska. Niestety, nie wydaje się, aby decydenci polskiej polityki byli zdolni podjąć działania ratujące naszą obronność.


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama