Prześladowanie Kościoła wyrasta z grzechów w Kościele

Przewodnik Katolicki 14/2012

O zmieniającej się sytuacji Kościoła, oczekiwaniach związanych z Rokiem Wiary i Jubileuszem 1050-lecia Chrztu Polski oraz przygotowaniu do przyjęcia sakramentów i zaangażowaniu świeckich w Kościele, z metropolitą poznańskim abp. Stanisławem Gądeckim, wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski i przewodniczącym Komisji Duszpasterstwa KEP rozmawia ks. Dariusz Madejczyk (redaktor naczelny)

 

Ekscelencjo, od kilku miesięcy, dokładnie od czasu exposé premiera, tematy związane z Kościołem są stale obecne w mediach – w wypowiedziach polityków, w programach telewizyjnych i radiowych, w artykułach prasy codziennej i w tygodnikach. Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega to zjawisko z perspektywy 20 lat posługi biskupiej i prawie już 40 lat kapłaństwa?

– Spoglądając na Kościół w Polsce – nie z doraźnej perspektywy – ale z perspektywy prawie 40 lat kapłaństwa, dostrzegam w nim najpierw zarówno wielką „wspólnotę duchową”, jak i „widzialne zrzeszenie”. Oba te aspekty – niewidzialny i widzialny – odnoszą się do jednej rzeczywistości Kościoła, która obejmuje zarówno pierwiastek boski, jak i ludzki.

W tej niewidzialnej przestrzeni toczy się od zawsze dramatyczna walka duchowa, ponieważ Kościół obejmuje w swoim łonie świętych i grzeszników. Jest on święty, a zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia, dlatego nieustannie musi podejmować pokutę i odnowienie. Ta walka duchowa będzie trwać do końca świata, a wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, by trwać w dobrym. Tylko dzięki wielkiej pracy duchowej oraz ze wsparciem łaski Bożej może on osiągnąć jedność w samym sobie.

W przestrzeni widzialnej z kolei toczy się także zmaganie, tym razem złączone z widzialnym aspektem Kościoła. Pochodzi ono stąd, że Kościół jest zobowiązany do podejmowania wszelkich możliwych dróg ewangelizacji, także w przestrzeni publicznej, gdzie – ze swej natury – nie może sobie pozwolić na zepchnięcie religijności do sfery czysto prywatnej.

Leszek Kołakowski tłumaczył, że zasada zakładająca, iż religia jest sprawą prywatną, oznacza w praktyce tylko tyle, że nikt nie może być przymuszany prawem państwowym do wyznawania lub do niewyznawania jakiejś religii. Nie oznacza ona natomiast, że religia ma być zamknięta w zakrystii. Kościół ma prawo do obecności publicznej. Ma prawo wypowiadać się zarówno w sprawach, które leżą wprost w jego kompetencjach – to znaczy w sprawach natury moralnej – jak i w sprawach, gdzie przy pierwszym, zazwyczaj powierzchownym oglądzie ta kompetencja nie wydaje się oczywista, na przykład w kwestiach ekonomicznych.

Publiczna obecność Kościoła budzi niezadowolenie ze strony tych, którzy reprezentują myślenie materialistyczne i pragnęliby wyeliminować z przestrzeni publicznej nie tylko Kościół, ale i wszystkie inne prądy myślowe, które się sprzeciwiają materialistycznej wizji świata. Tymczasem tak człowiek, jak i sfera publiczna jest jednością. Człowiek jest jednością tego, co materialne i duchowe, ale i sfera publiczna jest również jednością tego, co materialne i duchowe. Nie ma czegoś
takiego jak czyste profanum i czyste
sacrum. 

W ciągu prawie 40 lat kapłaństwa widziałem już państwo polskie, wyposażone we wszelkie środki przymusu, w roli zdeklarowanego wroga Kościoła. Dzisiaj państwo nie deklaruje wprost wrogości wobec chrześcijaństwa, jednakże ta czy owa partia, lub jej przywódca, pragnie tzw. państwa neutralnego, czyli takiego, które miałoby być pozbawione wszelkich odniesień czy symboli religijnych. W rzeczywistości jest to nie do wyobrażenia. Antyklerykalny zwrot obecnego rządu wraz z jego antykościelnymi pociągnięciami mają raczej służyć odwróceniu uwagi ludzi od problemów finansowych, zapaści w służbie zdrowia, problemów w systemach edukacji i sądownictwa czy od kwestii podniesienia wieku emerytalnego. Zdaje się zmierzać do rozładowywania w ten sposób niezadowolenia generowanego przez nierozwiązane przez rząd problemy społeczne i przez wskazania na Kościół jako swoistego kozła ofiarnego.

W takich czy innych okolicznościach rolą Kościoła jest – pośród ucisków ze strony tego świata i przy pomocy pociech Bożych – podążać naprzód, zwiastując krzyż i zmartwychwstanie Pana. Umacniać się mocą Chrystusa, aby utrapienie i trudności – zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne – przezwyciężać cierpliwością i miłością, zabiegając o to, by mimo wszystko ludzie i historia stawały się coraz bardziej ludzkie. 

Czy to możliwe, żeby władza i politycy mieli aż tak zawężony ogląd rzeczywistości, by nie dostrzegać wkładu Kościoła w życie społeczeństwa, jaki rzeczywiście ma miejsce. Raport KAI o finansach Kościoła pokazuje, jakie kwoty trafiają do Kościoła poprzez system państwowy, oraz o ile więcej  – w różnej postaci – samo państwo i konkretni ludzie, zwłaszcza ci, wobec których zawodzą struktury rządowe i samorządowe, otrzymują od Kościoła. Może czas przygotować raport pt. Jak Polska wyglądałaby bez Kościoła katolickiego?

– Zwrot w polityce pojmowanej jako załatwianie problemów „tu i teraz” nie bierze się zazwyczaj z obiektywnego oglądu rzeczywistości, ale z dostrzeżenia przewidywalnych korzyści politycznych z takiego czy innego kursu w polityce.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama