My z wioski amiszów

W drodze 1/2011

Chrześcijanin jest skazany na wykluczenie i rzeczywiście, kto nigdy wykluczenia ze względu na swoją wiarę nie doznał, może być pewien, że jego wiara jest głęboko utajona i dla nikogo niewidoczna

 

Wykluczenie nie jest rzeczą przypadkową: należy do istoty wewnętrznego kręgu. (…) Ze wszystkich ludzkich namiętności pragnienie dostania się do wewnętrznego kręgu najskuteczniej skłania człowieka, który nie jest jeszcze wielkim łotrem, do czynienia bardzo złych rzeczy.

                                                                                         C.S. Lewis           

Jeśli wierzyć Arystotelesowi – a choć można znaleźć powód, by mu nie wierzyć, to trudno wymyślić pretekst, aby się z nim nie zgadzać – człowiek jest ze swej natury istotą społeczną. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że zrobimy wszystko albo bardzo wiele, by nie zostać odrzuconym przez innych ludzi – przyjaciół, znajomych, środowisko. Objawia się ten aspekt naszej ludzkiej natury w najróżniejszych – poważnych i mniej poważnych – sytuacjach. Pierwszego papierosa w życiu zapalamy przede wszystkim dlatego, żeby nie znaleźć się poza gronem kumpli z podwórka. Obmawiamy albo zgadzamy się na obmowę nieobecnych, gdyż nie mamy odwagi powiedzieć, że tego nie akceptujemy. Boimy się wreszcie przyznać przed znajomymi do swojej wiary czy też jej bronić z obawy, by się od nas nie odsunęli. Gdybyśmy uczciwie przyjrzeli się naszemu życiu, zdziwiłoby nas, jak wiele jest w nim zachowań podyktowanych strachem przed wykluczeniem z jakiegoś środowiska, z któregoś ”wewnętrznego kręgu”. Nasz świat składa się z wielu takich ”wewnętrznych kręgów”, do których należymy albo aspirujemy. Panicznie boimy się, że moglibyśmy z któregoś z nich wypaść albo definitywnie stracić dostęp do kręgu naszych marzeń – może to być krąg intelektualistów katolickich, krąg ludzi postępowych, krąg ludzi dialogu, krąg chrześcijan ”posoborowych”, krąg ”otwartych” wierzących. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, gdy dotrze do nas, jako do chrześcijan, obietnica Chrystusa: ”Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15,19). Oznacza to mniej więcej tyle, że jest jakiś ”wewnętrzny krąg”, z którego zostaniemy wykluczeni, o ile odpowiemy na wybraństwo Boże w naszym życiu. Istnieje wspólnota, która nas odrzuci i być może nawet będzie prześladować, o ile tylko będziemy stawać się coraz pełniej chrześcijanami. Problem polega na tym, że ten właśnie ”wewnętrzny krąg” i ta właśnie”wspólnota” są bardzo szerokie – tak szerokie, że Biblia nazywa je ”światem”. Chrześcijanin jest skazany na wykluczenie i rzeczywiście, kto nigdy wykluczenia ze względu na swoją wiarę nie doznał, może być pewien, że jego wiara jest głęboko utajona i dla nikogo niewidoczna. Można oczywiście przeżyć życie chrześcijańskie w barwach doskonale maskujących, ale nikt z nas nie chciałby doświadczyć tego, że Chrystus zapiera się nas przed Ojcem, bo my zaparliśmy się Go wcześniej przed ludźmi. Chrześcijanie przez sam fakt bycia chrześcijanami są skazani na wykluczenie ze świata i trzeba się z tym pogodzić. Problemem jest coś innego.

Dwa sposoby wykluczenia

Wykluczenie może się dokonywać w dwóch formach. Pierwsza jest radykalna i trudno jej nie zauważyć – mam na myśli jawne prześladowania, które kończyły i kończą się często śmiercią naszych braci i sióstr. Trudno jest wówczas nie zaprzeć się Chrystusa i wiary, ale nawet jeśli taka niewierność się zdarzy, czujemy wstyd i ciężar zdrady. Życie uratowane za cenę wiary czy honoru nie daje szczęścia, a dalsza jego część staje się ciężką pokutą. Spada na nas kara Lorda Jima – a nikomu tej kary nie należy życzyć.

Ale poza męczeństwem istnieje jeszcze jeden sposób wykluczania chrześcijan ze świata: ”albo nie będziesz wypominał światu, jaki jest, albo świat cię »przemilczy«, zacznie traktować jak powietrze, zignoruje albo zaetykietuje mianem ekstremisty, radykała, tradycjonalisty czy konserwatysty”. Kuszeni do zdrady w taki sposób rzadko bywamy w sytuacjach wyraźnych i jednoznacznych. Tym właśnie różni się ten typ wykluczenia od wersji radykalnej, jaką jest prześladowanie prowadzące do męczeństwa. W tym ostatnim wypadku moment zaparcia się Pana albo moment wyboru świadectwa wiary jest zazwyczaj dramatycznie wyraźny. W wypadku kuszenia do zdrady możemy nie zauważyć, że zaparliśmy się wiary, aby nie zostać ”wyrzuceni ze świata”. C.S. Lewis tak opisywał tego typu sytuacje w eseju Wewnętrzny krąg:

Moje proroctwo jest następujące. W przypadku dziewięćdziesięciu procent (…) osób decyzja, która w konsekwencji doprowadzić może do znikczemnienia, nie będzie miała dramatycznego charakteru. Niemal na pewno nie pojawią się w waszym życiu ludzie źli do szpiku kości, starający się was pozyskać groźbą lub przekupstwem. Wybory te pojawią się, gdy będziecie sączyli drinka czy pili filiżankę kawy, zjawią się ukryte pod pozorem trywialności, ukryte między żartami. Słowa stawiające was przed decyzją wyboru padną z ust mężczyzny lub kobiety, których niedawno poznaliście (i których mieliście nadzieję lepiej poznać) w chwili, gdy za wszelką cenę będziecie się starali nie okazać ludźmi pozbawionymi ogłady, naiwniakami czy fanatykami.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama