Głód Eucharystii

W drodze 4/2010

Głód Boga zapewne nie jest zjawiskiem powszechnym. Równie często, a może nawet częściej, pojawia się w nas potrzeba ucieczki, ukrycia się przed Nim. Próbowali tego już pierwsi grzesznicy (por. Rdz 3,8). W jaki sposób czynią to grzesznicy współcześni?

 

Głód Boga w czasach Starego Testamentu

Ludziom, którzy tego nie doświadczyli, zapewne trudno uwierzyć, że głód Boga może być aż tak trudny do wytrzymania: „Boże, Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody” (Ps 63,2). Owszem, modlitwa ta powstała w konkretnych okolicznościach, o których za chwilę. Ale po trzech tysiącach lat odczuwamy ją tak, jakby została napisana dzisiaj. Aż tak dalece psalmista potrafił wznieść się ponad swoją konkretną sytuację i wyrazić to, co nieprzemijające.

 Ten ponadczasowy ton, w jakim ludzie Starego Testamentu wyrażali swoją tęsknotę za Bogiem, uderza również w wielu innych psalmach. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?” (Ps 42,2n). Psalm ten zrodził się z tęsknoty za świątynią jerozolimską, ale przecież istotą jego przesłania jest dotkliwy głód Boga.

Nadzieja modlącego się psalmisty nie zatrzymuje się na tej ziemi: „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia. Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki” (Ps 73,25n). Stąd poczucie bezpieczeństwa już teraz, mimo że – biorąc po ludzku – jego sytuacja bezpieczna nie jest: „Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga, w Panu wybrałem sobie schronienie, by opowiadać wszystkie Jego dzieła” (w. 28).

Autor cytowanego na początku Psalmu 63 – zapewne przyszły król Dawid, który znalazł się na pustyni, uciekając przed Saulem – poczuł, że on sam jest spragnioną Boga pustynią. Podobnie modlił się autor innego psalmu: „Wyciągam ręce do Ciebie, moja dusza pragnie Ciebie jak zeschła ziemia” (Ps 143,6). Okazuje się, że głód Boga jest ponadczasowy. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że tamte żarliwe modlitwy odczuwamy tak, jakby psalmiści je nam dosłownie z ust wyjęli?

Współczesne sposoby ukrywania się przed Bogiem

Głód Boga zapewne nie jest zjawiskiem powszechnym. Równie często, a może nawet częściej, pojawia się w nas potrzeba ucieczki, ukrycia się przed Nim. Próbowali tego już pierwsi grzesznicy (por. Rdz 3,8). W jaki sposób czynią to grzesznicy współcześni?

Żeby nie wchodzić w kontrowersyjną dla wielu tezę, że jednym ze sposobów ucieczki przed Bogiem jest ateizm oraz religijny indyferentyzm, ograniczmy to pytanie do samych tylko katolików. Otóż uciekamy przed Panem Bogiem najczęściej na trzy sposoby.

Sposobem najbardziej banalnym jest porzucanie modlitwy, a zwłaszcza coniedzielnej mszy świętej. Niekiedy staje się to poniekąd psychologiczną koniecznością. Przecież trudno wytrzymać na mszy świętej, jeżeli dopiero co wyrządziłem komuś krzywdę albo akurat kręcę zdradę małżeńską. Owszem, od czasu do czasu taki katolik w kościele się pojawi, ale generalnie od kościoła raczej coś go odpycha.

Są również tacy katolicy, którzy, owszem, pilnują tego, żeby na mszy być w każdą niedzielę, ale unikają komunii świętej. Nie mówię o tych, których Kościół do sakramentów nie dopuszcza, bo oni doświadczają niekiedy wręcz potężnego głodu Eucharystii. Jednak bywają takie osoby, które nie odczuwają potrzeby komunii świętej. Zapewne bierze się to z niechęci do spowiedzi, może z lęku przed nią, a może z ich subiektywnego przeświadczenia, że przystępowanie do komunii świadczyłoby o przesadnej pobożności, której oni woleliby uniknąć. Wydaje się jednak, że gdyby zechcieli głębiej wniknąć w samych siebie, nieraz okazałoby się, że jest to ich sposób ukrywania się przed Bogiem.

Przed Bogiem uciekać można również w pobożną rutynę. Grozi to zwłaszcza tym, którzy mają skądinąd chwalebny zwyczaj przyjmowania Ciała Pańskiego zawsze, kiedy są na mszy. Już apostoł Paweł ostrzegał, że Eucharystię można spożywać niegodnie (por. 1 Kor 7,27). Toteż katolicy przystępujący do komunii świętej często, również księża i osoby zakonne, powinni przynajmniej od czasu do czasu pytać samych siebie, czy do ich życia sakramentalnego nie zakradła się rutyna: Czy komunia święta jest dla mnie naprawdę upragnionym spotkaniem z Panem Jezusem? Czy naprawdę jest dla mnie pokarmem w mojej drodze do życia wiecznego? Czy moja częsta komunia święta przymusza mnie do tego, żeby dzielić się wiarą i miłością z innymi? Czy rzeczywiście kieruję się jej mocą i światłem w moim codziennym życiu?

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama