Lubię to?

Tygodnik Powszechny 40/2011

Czy w Polsce rozpocznie się nowa ewangelizacja, czy będzie trwać mała stabilizacja? Kiedy głośno snułem swoje refleksje, ktoś sprowadził mnie na ziemię komentarzem: Kościół nie jest do lubienia, tylko do wierzenia.

 

Szymon Hołownia napisał niedawno, że „cała Polska nie wie, jak Nergala jeść”. Od razu przyszła mi do głowy parafraza tego stwierdzenia: „A Kościół w Polsce nie wie, jak nową ewangelizację ugryźć”. O ile jednak problem Nergala wcześniej czy później zniknie (taki już los medialnych „gwiazdeczek”), o tyle kwestia nowej ewangelizacji sama się nie rozwiąże. Mało tego. Wiele wskazuje na to, że będzie narastać i nabierać wagi. I jeśli w porę się jej nie rozgryzie, to może nas przygnieść swoim ogromem.

Remont

Nie przepadam za sformułowaniem „Kościół w kryzysie”. Jest niejasne. Mało kto odnosi je do takiego rozumienia słowa „kryzys”, do jakiego odwołuje się o. Józef Augustyn (z greckiego: rozeznanie, wybór, decydowanie, zmaganie się, wewnętrzna walka). Raczej kojarzy się je płasko i bezpośrednio z upadkiem, rozpadem, niebezpieczeństwem lub przynajmniej zagrożeniem. Co więcej, kryzys przywołuje na myśl generalnie negatywne skutki. Pojawiające się tu i ówdzie głosy polityków i ekonomistów, że może z niego wyniknąć coś dobrego, traktowane są z przymrużeniem oka. Rzadko kto dzisiaj w Polsce słysząc o kryzysie małżeńskim spodziewa się umocnienia miłości w związku. Najczęstszym, wręcz „naturalnym” oczekiwaniem jest w takich sytuacjach informacja o rozwodzie.

Z „nową ewangelizacją” jest kłopot podobnego rodzaju. Mnożą się pokusy jej powierzchownego rozumienia. Łatwiej dowiedzieć się od „specjalistów”, czym nie jest, niż czym jest. Nie jest „reewangelizacją”. Nie jest „odnowieniem”. Tym bardziej nie jest odrzuceniem i zanegowaniem dotychczasowej ewangelizacji (no bo zaraz pojawia się pytanie: „skoro nowa, to co się stało ze starą? zużyła się?). Nie jest też głoszeniem jakichś nowych treści, nowej Ewangelii.

Spotkałem się, na przykład, niejednokrotnie z pojmowaniem nowej ewangelizacji jako czegoś w rodzaju „remontu” Kościoła. Tyle że czasami remont zwyczajnie nie ma sensu i się nie opłaca. Znam kilka parafii, w których po oszacowaniu stanu świątyni zdecydowano, że rozsądniej będzie rozebrać (mówiąc wprost – zburzyć) dotychczasowy kościół i na jego miejscu zbudować nowy. Tyle że Kościoła, nawet na terenie jakiegoś kraju, czy choćby tylko diecezji, nie da się zamknąć, rozebrać i postawić na nowo od fundamentów.

Starzy i nowi lokatorzy

Ale nawet po odrzuceniu tego skrajnego i nierealnego rozwiązania, tylko pozornie porównanie nowej ewangelizacji do remontu brzmi sensownie. Co prawda, w czasie remontu trzeba wziąć niemal każdą rzecz w pomieszczeniu do ręki i jest okazja, aby się jej przyjrzeć, ocenić jej stan i przydatność, w razie czego odkurzyć, może nawet odkryć na nowo jej użyteczność, ale najczęściej w remoncie chodzi o utrwalanie i konserwację tego, co już jest. Taki wymiar ma remont przede wszystkim wtedy, gdy przeprowadzają go dotychczasowi mieszkańcy.

Inaczej rzecz ma się wtedy, gdy mieszkanie remontują nowi lokatorzy. Oni, w ramach pewnych zastanych możliwości, usiłują stworzyć przestrzeń, w której będą się czuć dobrze i u siebie. Jeśli już koniecznie szukać remontowych analogii dla nowej ewangelizacji, to ta ostatnia wydaje mi się najbliższa. Jest coś intrygującego i kuszącego w myśli o nie tyle umeblowaniu, co w ogóle „urządzeniu” Kościoła w Polsce na nowo. Tylko jest mały haczyk. W tym „mieszkaniu” wciąż znajdują się starzy lokatorzy. Razem z ich historią, doświadczeniami, przyzwyczajeniami i zasadami. Dzisiaj w Polsce młodzi, aby uniknąć związanych z tym problemów i konfliktów, starają się jak naj­wcześniej wyprowadzić „na własne śmieci”. Ale w Kościele się tak nie da. Nowa ewangelizacja nie jest przecież tworzeniem nowego Kościoła. Nie może być.

Myślę jednak, że – najogólniej mówiąc – w nowej ewangelizacji chodzi właśnie przede wszystkim o tych nowych „lokatorów” Kościoła. O to, żeby zechcieli w nim „zamieszkać”. Ale także o coś więcej. O to, aby poczuli się w Kościele „u siebie”. Aby nie szukali łatwiejszych rozwiązań w postaci osobnych mieszkań, do których nikt im się nie miesza i mogą w nich żyć zupełnie po swojemu.

Ksiądz w kurniku

Piorunujące wrażenie zrobiło na mnie wyznanie, które jakiś czas temu złożył ks. Wojciech Drozdowicz (notabene bardzo mi szkoda, że swój wybitny medialny talent schował wśród drzew, ale myślę, że lepiej ode mnie odczytuje wolę Bożą wobec jego osoby). W ankiecie do „Raportu o Kościele” stwierdził: „Czuję, że z pasterza owiec zamieniam się w hodowcę drobiu. Główną troską hodowcy drobiu jest dbałość o to, żeby kury nie uciekły z kurnika. Marzę o tym, żeby wrócić do pasterzowania, a w płocie okalającym kościół pozostawić dziurę”.

Jakby tego było mało, ks. Drozdowicz proponował też, aby w seminariach wprowadzić przedmiot „Ewangelizacja Marsjan”. „Nikt nie wie, jak ewangelizować Marsjan. A to zmusza do poszukiwania nowych, nieznanych dróg ewangelizacji. Marsjanie to współczesna młodzież wychowana w wirtualnej rzeczywistości internetu” – wyjaśnił człowiek, który sprawił przed laty, że telewizyjny program katolicki dla dzieci oglądały miliony. Nie tylko maluchów. Także bardzo dorosłych katolików. W tym księży. Ilu księży ogląda dzisiaj program „Ziarno”?

Nie bez powodu przytaczam dramatyczne wyznanie w sprawie kur i owiec. Bo te krótkie zdania mówią o czymś niezwykle ważnym. O nastawieniu misyjnym w Kościele w Polsce. Tomasz Ponikło przypomniał ostatnio w tej materii słowa ks. prof. Józefa Kudasiewicza, że kiedy w latach czterdziestych minionego wieku ukazała się we Francji książka „Francja krajem misyjnym”, kard. Emmanuel-Célestin Suhard płakał. A kiedy nam sam Jan Paweł II powiedział, że jesteśmy krajem misyjnym, to nie tylko nikt nie płakał, ale wszyscy się śmiali i bili brawo. „Tysiącletni Kościół okazał się Kościołem niedojrzałym” – skomentował wybitny biblista. A może przejrzałym? Może stąd właśnie łatwo dostrzegalny brak nastawienia misyjnego? Brak zrozumienia, że Kościół stale jest misyjny choćby dlatego, że działalnością misyjną trzeba objąć każde nowe pokolenie?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Mikołaj
    07.10.2011 09:42
    No tak, ale co księża robią w kierunku tzw. "nowej ewangelizacji"? Mam wrażenie, że jest to najbardziej używane słowo w Kościele, ale sami kapłani nie do końca rozumieją co by mogło ono oznaczać. A tu potrzeba wyjścia do ludzi, spotykania kapłanów na ulicy, rozmowach, organizowania spotkań biblijnych, rozważanie Pisma Św., ukazanie bogactwa Kościoła, a przede wszystkim tłumaczenie od nowa zasad wiary. Księża najwięcej o tym pieją z ambony, krzyczą że ludzie nie chodzą do kościoła, a jakby spytać niejednego co zrobił w tym kierunku, żeby ludzi zachęcić to by nabrał wody w usta, bo okazuje się, że dzisiaj księza zaszywają się na plebanii i mają w nosie to co dzieje się w parafii. Nie ma inicjatyw, nie ma wspólnot, nie ma duszpasterstw. Sytuacja w Kościele Polskim jest dramatyczna i jeśli księza nie dadzą impulsu do zmian to świadomośc Polaków się nie zmieni, bo ktoś kto nie chodzi do kościoła wbrew pozorom czuje się z tym dobrze i potrzeba silnego wstrząsu, żeby obudzić go z tego duchowego letargu. No ale księza wolą tradycyjne metody wrzeszczenia z ambony, a Ewangelię trzeba głosić wszędzie gdzie się da nie patrząc na przeciwności, ani na to żeby się nikomu nie narazić. Jeden ksiądz powiedział, że takiego zastraszenia kapłanów w Polsce nigdy nie było. Dziś księża się boją, ale pytanie czego? Przecież jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
  • Neon5000
    07.10.2011 10:46
    Proponuję lekture tekstu:

    http://www.kapucyni.pl/index.php/info/4421-konferencja-kiko-arguello


    Kiedy rozmawiamy w parafii z jakimś proboszczem, aby zaprosić go do otwarcia Drogi, widząc taką konieczność, zawsze omawiam taki krótki schemat. Tu nie chodzi o jakąś metodę, ale o pokazanie, jaki to ma związek z głoszeniem kerygmatu. Mówimy, że jest konieczne przejście z duszpasterstwa sakramentalnego, zachowawczego, do duszpasterstwa ewangelizacji. A jak się to dokonuje?
  • Stanisława fma
    07.10.2011 17:18
    Aby poprawnie rozumieć nową ewangelizację czytajmy, co więcej, studiujmy nauczanie Ojca Świętego Jana Pawła II, Który ją wyjaśnia i wzywa do niej cały Lud Boży. Podkreśla tenże Papież, że nowa ewangelizacja rozpoczęła się wraz z Soborem Watykańskim II, czy znamy to odnawiające Kościół nauczanie? Podmiotem nowej ewangelizacji jest Duch Święty,z Którym jakże gorliwie i owocnie współpracował błogosławiony Jan Paweł II,jako autentyczny świadek Jezusa Chrystusa w całym świecie. Nowa ewangelizacja potrzebuje nawrócenia wierzących ku świętości życia, bowiem święci dokonują odnowy świata w duchu Ewangelii. Bracie i Siostro, nawracajmy się, rozpocznijmy ewangelizację od siebie samych, najpierw sobie samym stawiajmy to wymaganie, a świat w którym żyjemy stanie się bardziej ludzki, stanie się Bożym, bardziej przygotowany na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa, Jedynego Zbawiciela.
    s.Stanisława cmw
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama