Ksiądz od czarnych owiec

Tygodnik Powszwechny 43/2012 Tygodnik Powszwechny 43/2012

Kapelani to dziś obowiązkowy element życia więziennego. Gdyby nie oni, za mury zakładów karnych wróciłoby piekło jak za PRL.



Obserwację pana Marka potwierdza były szef więziennictwa, który nadzorował powrót kapelanów do więzień, po długiej nieobecności w czasach PRL. – Tuż przed przyjściem kapelanów przez więzienia przelewała się fala niebywałej przemocy, doszło do serii buntów. Więzienia były miejscem kultu przemocy, regresu cywilizacyjnego. Przybliżając polskie więziennictwo do standardów europejskich, oczywiste się stawało, że każdy więzień musi uzyskać prawo dostępu do kapelana – mówi Paweł Moczydłowski. – Oczekiwałem, że w tej schamiałej rzeczywistości pojawienie się kaplicy i księdza będzie czymś, co będzie promieniowało swego rodzaju zdrowiem moralnym. Sama obecność kaplicy i kapelana łagodzi obyczaje w więzieniach, co jest naprawdę bardzo ważne.

Wyjście do kaplicy różnie bywa odbierane przez współwięźniów. – Jeżeli ktoś daje sobie dmuchać w kaszę, to może mieć ciężko, bo inni często śmieją się, że na przykład „wielki złodziej-świętoszek się znalazł” – przyznają więźniowie.

Statystyki, jakimi dysponują kapelani, pokazują, że środowisko więzienne to w zasadzie bardziej miejsce dla misjonarza niż „zwykłego” księdza. Według ks. Skwarskiego na Białołęce średnio w Mszach świętych bierze udział do 20 proc. tymczasowo aresztowanych i do 10 proc. skazanych. Ks. Wojtas szacuje, że w skali ogólnopolskiej – przy najlepszych wiatrach – w kaplicach więziennych pojawia się do 40 proc. populacji osadzonych. Ale i te dane – jak przyznają kapelani – zawierają w sobie odsetek osób, które przychodzą do kaplicy, bo jest to swego rodzaju urozmaicenie. Albo pojawiają się tam, by wręcz załatwić swoje interesy.

NIETYKALNE AUTO KSIĘDZA

Za czasów Polski ludowej kapelani byli wpuszczani za mury więzienne, ale tylko w nadzwyczajnych okolicznościach. – Na przykład gdy więzień był umierający lub tuż przed egzekucją – wyjaśnia ks. Wojtas, który jako pierwszy z polskich duchownych otrzymał pełny etat w więzieniu, a dziś jako naczelny kapelan więziennictwa odpowiada za pracę 200 kapelanów służących ok. 90 tysiącom polskich więźniów.

Odwiedzając gabinet ks. Wojtasa w Centralnym Zarządzie Służby Więziennej na Rakowieckiej, nie sposób nie zauważyć zdjęcia księdza na tle najsłynniejszego więzienia na świecie – Alcatraz. Tylko że zdjęcie na tle jednej z największych atrakcji turystycznych San Francisco wcale nie jest pamiątką z wakacji, ale z delegacji. Ks. Wojtas od lat angażuje się w prace w międzynarodowym gronie kapelanów więziennych, dzięki czemu może się pochwalić bardzo dobrym rozeznaniem w sytuacji zakładów penitencjarnych na całym świecie. Odkąd w zeszłym roku został wiceprezydentem Międzynarodowej Komisji Katolickiego Duszpasterstwa Więziennego, za granicą spędza jeszcze więcej czasu. Ile więzień ksiądz widział do tej pory?

– Nie widziałem więzień tylko w Nowej Zelandii i Australii – mówi.

Wśród nich były też takie jak w Brazylii, gdzie rola strażników ogranicza się w zasadzie do uniemożliwienia ucieczki poza mury, a życiem wewnątrz zakładu zarządzają gangi. W takich miejscach ks. Wojtas spotykał młodych Polaków, odbywających kary za przemyt narkotyków, proszących księdza o pomoc w przeniesieniu do polskiego więzienia.

W dopiero co powstałej III RP, po tak długim okresie odsunięcia Kościoła od więziennictwa, całą posługę trzeba było organizować od zera. I to dosłownie.

– Na początku odprawialiśmy Msze w świetlicach, gdzie chwilę wcześniej grano w ping-ponga i podnoszono ciężary. Więźniowie przepraszali, że śmierdzi, bo nie zdążyli wywietrzyć świetlicy przez zbyt małe okienko. Wtedy jeszcze prysznic był raz w tygodniu i nie było piżam, tylko spali w tym, w czym chodzili na co dzień – wspomina ks. Wojtas.

Paweł Moczydłowski w ten sposób wspomina zachowanie więźniów, gdy po raz pierwszy odwiedzali kaplice więzienne: – Wchodzili do nich i od razu cichli, a nikt ich przecież tego nie uczył...

O tym, jak ważną postacią stał się w więzieniu kapłan, symbolicznie świadczy fakt, że decyzją dyrektora zakładu w jego wnętrzu mogły parkować tylko dwa auta – jego samego i ks. Wojtasa. Cała reszta personelu musiała zostawiać samochody za bramą jednostki. Sprawa parkowania miała też pewien efekt uboczny. Więźniowie szybko dowiedzieli się, do kogo należy drugie auto, i kapelan pewnego dnia podczas obchodu cel usłyszał od złodzieja samochodów zapewnienie, że jego samochód jest nietykalny, nikt nie ma prawa go ukraść. – Takich przykładów pozytywnego nastawienia ze strony więźniów było mnóstwo – mówi ks. Wojtas.

Ks. Dariusz Skwarski, do duszpasterstwa więziennego zaproszony przez ks. Wojtasa, dobrze pamięta swój strach przed pierwszym spotkaniem z osadzonymi: – Jeszcze zanim zostałem kapelanem, poproszono mnie, żebym pojechał na Białołękę na rekolekcje wielkopostne dla więźniów. Na początku byłem przerażony. Społeczeństwo wyobraża sobie przecież, że siedzą tam same potwory. Zastanawiałem się, co do nich mówić. Okazało się, że trzeba mówić to, co mówi się do każdego innego człowieka, bo to są normalni ludzie. Te rekolekcje nie różniły się ostatecznie od rekolekcji na wolności.

Ks. Skwarski zaznacza przy tym, że wobec więźniów trzeba być wyjątkowo wyczulonym: – Od samego początku nabrałem przekonania, że trzeba ich traktować zupełnie normalnie – podkreślając ich godność, okazując im szacunek, nie zwracając się do nich bezosobowo. Oni tego bardzo potrzebują, bo nie zawsze tak są traktowani w tym miejscu.

Również dr Moczydłowski zwraca uwagę na szczególne wyczucie, jakie powinno cechować kapelanów: – Księża muszą bardzo uważać na siłę, z jaką angażują się w tę pracę. Więźniowie są bardzo wrażliwi, wiedzą, że są w jakimś sensie gorsi, i widzą, że istnieje skłonność do lekceważenia ich ze strony różnych instytucji. Natychmiast wyłapują takie nastawienie i mogą się zrazić. To jest naprawdę trudny parafianin.

Odpowiednie podejście ma swoje pozytywne konsekwencje: – W całej praktyce miałem tylko jeden przypadek, gdy więzień zwrócił się do mnie niegrzecznie. Jest wielu osadzonych, którzy są źle nastawieni do Kościoła, ale żadnej agresji – ani fizycznej, ani słownej – nie doświadczam – zaznacza kapelan z aresztu na Białołęce.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama