Adam, Ewa i my

Głos Karmelu 49/1/2013 Głos Karmelu 49/1/2013

Grzech, bunt przeciw Bogu nie są postępem, ale – wręcz przeciwnie – oddaleniem się od prawdziwej istoty świata. Człowiek, który uważa się za konkurenta Boga, postępuje w sprzeczności z tym, czym tak naprawdę jest. Skoro jesteśmy jednak świadomi źródeł tych „usterek”, to dlaczego z takim trudem przychodzi nam uporanie się z nimi? Dlaczego w naszej naturze drzemie to coś, co skłania nas do szukania „rozlicznych wybiegów”?

 

Zapewne niejednokrotnie zdarzało nam się w głębi serca pytać: Dlaczego w naszym świecie jest tak jak jest? Skąd te wszystkie sprzeczności i napięcia we mnie i wokół mnie? Szczególnie w momentach trudnych i niezrozumiałych chcielibyśmy postawić Panu Bogu pytanie: o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? On odpowiada nam na to pytanie biblijną opowieścią o stworzeniu świata i o grzechu Adama i Ewy.

I.

Siegając do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, warto pamiętać o tym, że opowiadają one nie tyle o zamierzchłych czasach, ale o sytuacji, w której my teraz się znajdujemy i o świecie, w którym jesteśmy zanurzeni. Biblia wie, że zrozumieć chwilę obecną można tylko wtedy, kiedy spogląda się jednocześnie na początek, z którego wszystko pochodzi, i na cel, ku któremu wszystko zmierza.

Księga Rodzaju zaczyna od prawdy fundamentalnej: świat został stworzony przez Boga. Przyjrzyjmy się temu zdaniu, które znamy od tak dawna i, wydaje się, na tyle dobrze, że łatwo przeoczyć nam jego głębię. Stworzenie oznacza, że świat pochodzi z wolnej decyzji Boga. Mogło świata nie być, ale jest, bo Pan Bóg tego świata chciał. To On dał mu istnienie i podtrzymuje go w istnieniu. „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28), powie św. Paweł. To nie chaos, przypadek czy ślepa konieczność są fundamentem rzeczywistości, ale miłość Pana Boga. Obojętnie, co by się nie wydarzyło, wpadniemy więc w Jego objęcia, a nie w jakąś mityczną otchłań świata.

Świat ten się Panu Bogu udał. „Widział, że wszystko co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Biblia spogląda na świat inaczej niż wiele mitów, które opowiadają o tym, że był on od początku felerny i przysparzał tylko kłopotów. Objawienie mówi o stworzeniu, że jest ono piękne i dobre. Taka jest jego prawdziwa natura.

Ukoronowaniem stworzenia jest człowiek. To on stoi w centrum Bożego dzieła, to wszystko dla niego. Co więcej, Pan Bóg wkłada w jego ręce swe dzieło, aby nad nim panował, aby czynił ziemię żyzną i urodzajną, coraz to bardziej gościnną dla wszelkich istot. Ta wielkość dzieła, do którego człowiek został powołany, mówi nam wiele o wielkości człowieka i o zaufaniu, jakim Bóg go obdarzył. Mężczyzna i kobieta zostali stworzeni i sobie podarowani, aby żyjąc w harmonii z Bogiem i pomagając sobie nawzajem, niejako kontynuować dzieło stworzenia.

II.

Rozmyślając nad wielkością i pięknem świata, może pojawić się w nas głos sprzeciwu: ale w rzeczywistości przecież tak nie jest! Biblia tej dwuznaczności jest świadoma i opowiada o tym, jak na tym świecie coś zaczęło się psuć. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby „w praniu” okazało się, że w stworzeniu świata zawarty jest jakiś błąd konstrukcyjny odpowiedzialny za wszelkie usterki?

Księga Rodzaju mówi jednak jasno, że źródłem tego wszystkiego jest grzech, który w świecie się pojawił, gdyż człowiek przestał słuchać Boga. Chciał wydrzeć Mu z rąk Jego stworzenie, aby samemu nim władać. Księga Koheleta ujmuje to w następujący sposób: „Bóg uczynił ludzi prawymi, lecz oni szukają rozlicznych wybiegów” (Koh 7, 29). Ludzkość przestała być solidarną wspólnotą osób dążących ku Bogu, który jest pełnią szczęścia. Na skutek tego cierpi całe stworzenie, które zaczyna rodzić cierń i oset. Rozwój świata obiera inny kierunek od tego, jaki Bóg dla niego zamyślił.

Grzech, bunt przeciw Bogu nie są postępem, ale – wręcz przeciwnie – oddaleniem się od prawdziwej istoty świata. Człowiek, który uważa się za konkurenta Boga, postępuje w sprzeczności z tym, czym tak naprawdę jest. Skoro jesteśmy jednak świadomi źródeł tych „usterek”, to dlaczego z takim trudem przychodzi nam uporanie się z nimi? Dlaczego w naszej

naturze drzemie to coś, co skłania nas do szukania „rozlicznych wybiegów”?

III.

Teologia chrześcijańska odpowiada na to pytanie, nazywając grzech Adama i Ewy grzechem pierworodnym i mówiąc o tym, że ma on wpływ na każdego z nas. Każdy przychodzący na świat człowiek go dziedziczy. Skutkiem tego jest jakby jakieś pęknięcie ludzkiej natury i ociężałość w czynieniu dobra.

Powiedzmy sobie szczerze: trudno dziwić się sprzeciwowi, z jakim spotyka się ta nauka w dzisiejszym świecie. Oto rodzi się małe dziecko, a tutaj mowa o złu i o grzechu, które na tej niewinnej istocie ciąży. Dlaczego miałoby ono pokutować za czyjeś przewinienia? Już prorok Jeremiasz wiedział, że takie patrzenie na życie jest nie tylko archaiczne, ale i nieludzkie. Powiada on, że nie należy już więcej mówić: „Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby”. Lecz: „Każdy umrze za swoje własne grzechy; każdemu, kto będzie spożywał cierpkie jagody, zdrętwieją zęby” (Jr 31, 29–30).

Rzeczywiście, mówiąc o grzechu pierworodnym, używamy słowa grzech niejako przenośnie. To nie to samo, co grzechy, które popełniamy osobiście, świadomie i dobrowolnie. Noworodek nie jest do takiego czynu zdolny. Dlaczego więc ciążą na nim skutki grzechu Adamy i Ewy?

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama